JESTEM CHORA, MADAFAKI TO TERAZ BĘDĘ NAKURWIAŁA POSTY <33
Nie mogłam się powstrzymać. Muszę pisać dalej :D A do tego podobało się, naprawdę się podobało moim znajomym więc nie obejdzie się bez dalszej kontynuacji tego tam opowiadania :D
A ponieważ myślałam że będzie to tylko jednorazowa zabawa, to musze w końcu wytłumaczyć o co tu do chuja chodzi, bo nie wszyscy ogarniają.
1. To nie jest opowiadanie o Guns N' Roses.
2. Nie wiem jak długo bedzie mi się chciało to pisać.
3. - najważniejsze - bohaterowie:
jest z tym trochę zamieszania, bo nie jest dokładnie tak jak powinno być. "zgadzają się" tylko dwie osoby na 4 + wyimaginowany perkusista, ale on się pojawi, jako Steven of course.
A więc jest to tak:
# Hudson - Mikołaj, no wiadomo, gitara, solówki, styl zachowanie, trochę włosy - pasuje.
# Izzy - Karolina, bo wygląda jak Izzy i zachowuje się perfidnie jak Izzy, pomimo że w zespole śpiewa.
# Axl - Jagoda, bo włosy i czasem zachowanie, a Jagoda gra na gitarze rytmicznej!
# Duff - Ja, ale oczywiście też White i Patrice, Duff, bo bass, styl, włosy i zachowanie pewnie teeż xD
ps. PAINT MY HOUSE, dziwko <3
II
"Nowy dzień. Nowy i znowu to samo. Nie wiem, lunatykuję w nocy..." - pomyślał Hudson i wygrzebał się z miejsca dzielonego ze swoją słodko śpiącą przyjaciółką Duffem (jakkolwiek to brzmi?). Była jakaś ósma rano, ale chłopak nie mógł spać. "Teraz ja będę skurwielem" - dodał w myślach i podszedł do odtwarzacza, już miał zapuścić "Apetite for Destruction" kiedy wpadł na jeszcze bardziej szatański plan. Zgarnął z "parapetu" głośniki i przeciągnął je aż na poduszkę blondynki. Z dumnym uśmiechem, odpalając Marlborca, wcisnął play i z rozpromienieniem delektował się wrzaskiem gwałtownie obudzonej White.
- NIENAWIDZĘ CIĘ, NIENAWIDZĘ CIĘ KURWA, ROZUMIESZ TO ?! WYPIERDALAJ Z DOMU BOŻEGO, NIE CHCĘ CIĘ ZNAĆ !!! - dziewczyna darła się i rzucała w gitarzystę wszystkim co znalazła pod ręką (także paczką jej Cameli co zdarzało się niezwykle rzadko bo... nigdy?!).
- Widzę wiedźma wstała dwiema lewymi nóżkami, przykro mi skarbie - chłopak podniósł z ziemi rzucone w niego aviatorki, założył je i szeroko się uśmiechając wyszedł z pokoju. Słyszał za sobą nieprzyjemne teksty pod swoim adresem ale był przecież przyzwyczajony. Swoje kroki skierował do prowizorycznej kuchni i stanął zdziwiony widokiem jaki zastał.
- Cześć Hudson - chóralnie odpowiedziały wokalistka i rytmiczna, w czym jedna zmierzyła go wrogim spojrzeniem a druga mieszała leniwie swoją kawę.
- Nie śpicie? Myślałem że będę pierwszy, lubię być pierwszy. Axl, fajne włosy - rzucił i uśmiechnął się do gitarzystki a ta uraczyła go bladym uśmiechem znad swojej kawy. Hudson zgasił fajkę o stół wypalając w nim kolejną małą dziurę (jedyny w tym miejscu prawdziwy, plastikowy stół na czterech nogach). Usiadł na wolnym krześle i przeczesał ręką włosy.
- Blondi wstaje? - zapytała Caroline wykorzystując niezręczną ciszę i biorąc do ust jakiegoś... wafla czy coś.
- Jest wcześnie... Nie chciałem... Ale... Jestem pewien że tak - odpowiedział jej i oparł się o ścianę tłumiąc w sobie śmiech.
- Cóż, takie romantyczne budzenie mogło ją jeszcze bardziej rozmarzyć i rozleniwić niż zmotywować do ruszenia dupy do świata żywych. - dodała Axlowa i zaczęła się śmiać.
- No co, to nauczka za wszystkie moje połamane kości....
- Zróbmy coś szalonego. - przerwała nagle Caroline nie odrywając wzroku od wafelków.
- Ja wiem co, zróbmy sobie zdjęcie! Nie mamy żadnych zdjęć w naszym słodkim mieszkanku! - wypaliła Axlowa i aż wstała w przypływie dobrego pomysłu.
- Nie. - dodała... Izzy.
- Czeemu nieee, czekajcie tylko skoczę po mój Slashowy cylinder <3 - rzekł Hudson i zniknął w korytarzu. Wpadł do pokoju Patrice (i jego?) i zaczął grzebać w stercie rzeczy.
- Czego szukasz - zapytała dziewczyna. Czuł jak jej spojrzenie wypala mu dziury w karku.
- Kapelutka heueheheuehu - rzucił i zniknął znów w korytarzu aby móc pojawić się w gotowości do sweet foci.
- Okej, gotowi? No to nakurwiam! - Axlowa podniosła wysoko mały chujowy kompakt i nacisnęła spust. Na wyświetlaczu ukazało się urooocze zdjęcie, szkoda że widać tak mało mieszkanka, ale jak na sweet focie, to wyszła rasowa.
- Skasuj to. - powiedziała Caroline i wyszła bez słowa z mieszkanka zabierając po drodze fajki.
- Well, zostawmy to bez komentarza - Hudson uśmiechnął się i wstawił wodę na kawę w słodkim małym czajniczku bezprzewodowym.
- O, też chcę, no i wiesz, na przeprosiny mógłbyś też zrobić kawkę Patrice - podsunęła Axlowa i poklepała go po ramieniu.
- Nieeee, o nie, ja jej nie muszę za nic przepraszać, będzie chciała to sama sobie zrobi KAWKI - odpowiedział i z trzaskiem postawił na stole tylko dwa kubki.
***
Duffowa White w końcu przestała być obrażona na cały świat, zgasiła czwartą fajkę w popielniczce i wstała. Chyba za gwałtownie bo zakręciło jej się w głowie, ale szybko jej minęło. Przebrała się w jakieś ciuchy (w połowie nie jej), potargała i tak potargane włosy i weszła do kuchni.
- Cześć Axlu, jak tam? - spytała przytulając przyjaciółkę.
- W porządku, ominęła Cię sweet focia! - odpowiedziała robiąc smutną minę.
- Nie możliwe... Nie... Nie rób mi tego...
- Haha, kocham cię, podaj aparat, czy dwa jeden i naprawiamy błąd życia!
- Dobra, ale bez głupich min.
- Czemu mi to mówisz?!
- Znasz nasze zdjęcia! A moje pierwsze w tym mieszkanku chcę mieć ładne!
- Okej, chodź tutaj. Pomyśl o czymś strasznym.
- Wódka się skończyła.
***
- Gdzie jest Zjeb i Izzy? - spytała czujnie się rozglądając i podkradając Caroline wafelki.
- Caroline wyszła zaraz po według niej nieudanym zdjęciu, a Hudson... Wiesz, w sumie to wydaje mi się że przed chwilą go słyszałam, ale i tak chyba nie dochodził on z tego miejsca.
- To znaczy...?
- A jak myślisz? Teraz na zmianę z Caroline przesiadują u tych dwóch Punków z przeciwka. Strasznie się skumplowali, aż dziwne.
- Myślisz że tam jest Zjeb?
- Albo Caroline.
- Pójdę sprawdzić, chętnie ogarnę lepiej tych punkowców.
- Uważaj na chłopaka.... Caroline wspominała mi że ma ochotę na twój bass i przy okazji ciebie.
- Po chuj mnie? To idę.
- Jesteś idiotką haha, mam iść z Toba?
- Nie, dam sobie radę!
... I wyszła. Dopadła czerwone "drzwi" z wielką wyrytą anarchią po skosie na przeciwko ich własnych i zapukała nerwowo.
- Czegooooo - naćpany, w naćwiekowanej skórze chłopak otwarł jej drzwi omal jej nie zabijając.
- Uważaj trochę kurwa, Patrice jestem, z resztą znamy się, jest tu mój pies? - zapytała wychylając się wścibsko do mieszkania "Sida & Nancy".
- To ty.... Ta... Basistka... Od basu.... - gadał od rzeczy. Duffowa zmierzyła go wzrokiem.
- Co.
- Jesteś aniołem, wiesz? - chłopak oparł się o futrynę i posłał jej dziwny uśmiech.
- Pomyliłeś się, pytałam czy jest tu mój pies!
- Pies... A! Pies! Pies... Nie ma żadnego psa....
- Głupi jesteś kurwa. Mogę wejść? - White posłała mu słodkie spojrzenie i wepchnęła Sida do mieszkania.
- Taa... Możesz..... - westchnął i śledząc jej ruchy, podążył za nią wzrokiem nadal wisząc na swoich pięknych drzwiach.
- Kogo ja widzę, jaśniepan Hudson ucieka od swoich problemów w ramiona muzyki punkowej, ciekawie - stwierdziła Patrice siadając na kanapie obok przyjaciela.
- A ty tu czego ?! Nawet tutaj nie mogę się od ciebie odczepić ?! - warknął posyłając jej naprawdę mordercze spojrzenie.
- Uprzykrzam ci życie jak tylko bardzo się da, kotku.
- Widzę. Po co przyszłaś? I skąd ty ich w ogóle znasz? - wypytywał pretensjonalnym tonem.
- Znam ich dobrze......
... nie dokończyła zdania bo do pokoju wpadła Nancy i stanęła przed ich kanapą mierząc Patrice brutalnym wzrokiem:
- A to kto? Sid? Kogo jeszcze zaprosisz? Z rana? Co?
Sid spuścił oczy i zaczął mówić nieogarniętym tonem:
- To jest Patrice... Ona gra na basie, wiesz...? I mieszka z Hudsonem i Camille....
- Świetnie, wiem przecież kto to... - Nancy uśmiechnęła się do mnie i wyszła z mieszkania, wychylając się jeszcze na moment informując brata kiedy wróci.
- Zajebiście się znacie, friends forever - powiedział cicho Hudson odwracając głowę od Patrice.
- Zamknij. Mordę. Psie.
- OOOOKKKEEEEJJJJ, skoro jest tak klawo, to może po kreseczce? - spytał Sid zacierając ręce i siadając niebezpiecznie blisko Patrice.
- Ja nie. Dzisiaj chcę coś ogarniać. - powiedziała dziewczyna odsuwając się od punkowca, ale za to wpadając na Hudsona.
- Idź kobieto bo mnie dotykasz - powiedział grobowo gitarzysta i odsunął się od niej.
- Mówiłam już żebyś się zamknął - westchnęła.
- A ty Hudson? Kreseczka? - przypominał entuzjastycznie Sid.
- Yy.... Nie dzięki.... Wpadnę potem na kreseczkę, hhahaah....
- Rozczarowaliście mnie.
- Wiemy. - odparła Patrice. Sid spojrzał jej w oczy i uśmiechnął się blado.
- Musimy porozmawiać, wiesz? - powiedział i przejechał ręką po jej ramieniu.
- Łapy, kurwa, przy sobie - powiedział prawie niesłyszalnie Hudson, ale Sid doskonale to słyszał.
- Ahh... Rozumiem.... Powiązania zespołowe.... Wybacz Hudson, nie chciałem ruszać twojej.... eee...
- Przyjaciółki - odpowiedzieli chórem goście punkowca.
- Tak, właśnie tak. Ale poważnie to chciałem pogadać z wami na temat... Basu. Z tobą, Patrice.
- Ze mną? - spytała dziewczyna.
- No a z kim. Przecież nie z tym człowiekiem Yeti, bo on o basie nie ma pojęcia! - zaśmiał się Sid i wskazał palcem zniesmaczonego Hudsona.
- Zamknij się, wiem więcej niż ona - westchnął..
- Spadaj - odcięła i wstała.
- Dokąd tooooo, nie skończyliśmy jeszcze tematu basu! - Sid zastąpił jej drogę a na jego twarzy zagościł niemiły uśmiech.
- Odwal się - odepchnęła punka i skierowała się w stronę wyjścia.
- Proszę, tylko chwilkę - jęknął chłopak i znów zastąpił jej drogę.
- Zostaw ją do cholery jasnej - powiedział z kanapy Hudson.
- No już dobrze..... - Sid puścił ją, a Patrice nie mogła wyjść z podziwu, że ten chłopak naprawdę boi się Hudsona, co było doskonale widać.
- Ej... Wpadnę jutro.... Jutro wieczorem... - powiedziała szeptem blondynka i puściła do niego oczko. Na twarzy Sida zagościł głupawy uśmiech i znów wisząc na swych czerwonych drzwiach pomachał jej na odchodne.
***
"Fajnie wiedzieć że wszyscy gdzieś łażą. Jak ja tego nienawidzę. Też sobie kurwa połażę." - myślała Axlowa i otwarła butelkę Danielsa. Mijały godziny a nikt nie wracał, czuła się samotna. Podłączył gitarę i zaczęła grać wszystko co jej przyszło na myśl. W końcu drzwi się otwarły i do mieszkanka wpadł Hudson z jakąś gazetą w łapie.
- Hahaaa, to żem zajebał głupi ma szczęście! - darł się chłopak.
- Fajnie że jesteś. Co tam masz? - spytała dziewczyna odkładając gitarę na bok.
- Nowiuśkie wydanie "Playboya", a co innego, wybacz, ja zagłębię się w lekturze a ty... graj dalej czy coś.
- Wiesz, spierdalaj. - powiedziała i odepchnęła chłopaka na bok dobierając się do drzwi, teraz ona sobie wyjdzie i nie wróci tak długo że zaczną o niej myśleć.
Było popołudnie, Axlowa miała niemiłe wrażenie że ten dzień został niebezpiecznie zaprzepaszczony. Nikt nic nie zrobił, nikogo nie było w domu, wszyscy gdzieś się szlajają, zero organizacji. Wkurzyło ją to. Odechciało jej się szwędać po mieście, więc wygrzebała z kieszeni telefon. Jeden sygnał. Drugi. Dziesięć. No w końcu.
- Taaaaa? Co tam? - usłyszała w słuchawce głos White.
- Gdzie jesteś?
- Nie wiem, ale jest fajnie, a co?
- Gdzie jesteś kurwa, idę do ciebie.
- No nie wiem! To jest coś, czekaj, to jest bar! Tak to jest bar, niedaleko od domu, jak wyjdziesz to idź w stronę centrum a po drodze.... Kurwa... Czekaj, wyjdę na zewnątrz to ci powiem jak to wygląda.
- Jasne....
- Dobra a więc to coś nazywa się "Catch Bar" i jest po lewej stronie ulicy, niedaleko tej śmiesznej budki telefonicznej co niedawno przewrócił ją Hudson. Wiesz gdzie?
- Nie. Ale będę tam.
Rozłączyła się i zaczęła iśc w stronę wytyczonego miejsca. Mijali ją dziwni ludzie, tutaj było wszystko zupełnie inne niż w Polsce, niby lepsze, ale jakieś bardziej brutalne. Byli w okropnej sytuacji ale nikt się tym nie przejmował. Bo i przecież, kurwa, po co....?
W końcu dotarła do jakiejś szopy z niewyraźnym napisem "Catch Bar" i niepewnie pchnęła drzwi. Straszny tłok. Wszyscy rzucili jej podejrzliwe spojrzenie ale ona niewzruszenie przeszła środkiem pomieszczenia szukając przyjaciółki. Siedziała w najbardziej oddalonym stoliku, z dwójką jakichś rozczochranych kolesi którzy ciągle podtykali jej nowe szklanki z whiskey.
- Jestem - odezwała się stając nad ich stolikiem. Patrice rzuciła jej mętne spojrzenie i uśmiechnęła się szeroko.
- Fajnie. A to są moi nowi znajomi, Tom i John. Tom, John, to moja... siostra, mówcie jej Axl - odpowiedziała.
Rytmiczna przywitała się niepewnie ze znajomymi swojej przyjaciółki, która nagle była jej siostrą i usiadła na wolnym krześle.
- Napijesz się czegoś? - spytał Tom.
- Chętnie, tego samego co wy.
- To ja pójdę zamówić...
Dziewczyna zauważyła że John jej się przygląda.
- Co - spytała.
- Nic... Czemu jesteś Axlem? - spytał.
- Eeee.... Bo... Nie przypominam ci trochę Axla Rose? - rzuciła głupawo wywołując na twarzy chłopaka uśmiech.
- Ah no tak, już wszystko jasne. Ta tutaj jest Duffem, ty jesteś Axlem. Założę się że gdzieś tam w ukryciu macie jeszcze jakiegoś Slasha, Stradlina i Stevena, co?
- Mamy. To znaczy mamy Izzyego i Slasha... Bo Stevena nie mamy... Już... - zaplątała się Axlowa i odwróciła wzrok.
- Mhm, rozumiem, więc rozumiem też że przybyłyście do L.A. prowadzić sobie beznadziejne rock'n'rollowe życie i że pewnie Ty śpiewasz. - spojrzał jej w oczy.
- Tak, właśnie po to. Nie... U nas to tak nie jest.... Bo... Ja gram na gitarze... Rytmicznej... A dziewczyna która jest Izzym śpiewa, tak, wiem, jesteśmy nienormalne, ale tak wyszło.....
- Izzy jest dziewczyną? Slash też! - zawołał wesoło.
- Nie.... Slash nie. Slash jest Slashem. Chłopakiem znaczy się.
- I wy tak wszystkie z nim mieszkacie?!
- To nasz przyjaciel, znamy się naprawdę od wielu lat....
- Dobra, wybaczcie.... - John skierował wzrok na Toma który doniósł kolejną kolejkę whiskey dla dziewczyn.
- Co mnie ominęło? - spytał Tom rozkładając szklanki na stole.
- Axl jest Axlem, a to jest przecież Duff, Guns N Roses, kojarzysz? - spytał John wybuchając śmiechem.
- To gdzie mają Slasha? Tudzież Slashę? - spytał Tom opanowując śmiech.
- Mamy Slasha, Slash to chłopak. - odezwała się w końcu Patrice zabijając wzrokiem bruneta.
- Uu, chłopak, no to komplikuje wszystko... Myślałem że mamy szansę się zaprzyjaźnić lepiej....
- Cokolwiek masz na myśli.... Nie. Jesteśmy.... Jesteśmy zajęte. - powiedziała szybko White wymieniając porozumiewawcze spojrzenie z Axlową.
- Jeszcze gorzej.... No nic... To w takim razie miło było poznać... - powiedział Tom i oddalił się razem z Johnem. Przyjaciółki zszokowane tym co usłyszały odprowadzały ich wzrokiem a potem spojrzały po sobie i dokończyły whiskey.
.
- Ty to słyszałaś? - spytała Axlowa.
- Tak... I wiesz co... Dobrze że przyszłaś, bo jak sama widzisz... Mogło się to dziwnie skończyć.
- Pili z Tobą dla towarzystwa. Towarzystwa, rozumiesz? Dziewczyna do towarzystwa....
- Zamknij się, rozumiem przecież... Słuchaj... Jest mi przykro że straciłam znajomych, bo to byli fajni chłopcy. Chodźmy już. Dawno nie widziałam Hudsona, mam ochotę bezpiecznie się powkurwiać w jego towarzystwie.
Axlowa posłała jej uśmiech.
- Wiem. Chodźmy. Zadzwoń jeszcze do Caroline.... Nagle się o nią zmartwiłam.
- Jasne. - White wyciągnęła telefon i wystukała numer przyjaciółki. Nie odbierała.
***
Było już ciemno kiedy Axlowa i Duffowa zachaczyły jeszcze o sklep. Przed "domem" wypiły jeszcze po małym Jacku, tak na pociechę i wszystko zaczęło je bawić. Były szczęśliwe. Siedziały na krawężniku i krzyczały do ludzi, a ludzie do nich, straszyli się na wzajem, jakiś dziadek oberwał butelką, a jakaś dziwka kamieniem. Jak zabawnie. Nagle w oddali zamajaczyła rozczochrana postać. Obie ją zauważyły, ale żadna nie mogła bliżej jej zidentyfikować zanim postać nie podeszła na odległość około 2 metrów od nich.
- No ładnie. Koniec tego syfu. Do domu - zarządziła Caroline. Dziewczyny zamilkły posyłając brunetce spojrzenie przypominające wzrok brojących córek na złośliwą matkę.
- Nie żartuj Caroline, pij to - White podała jej butelkę. Ta chwilę na nią popatrzyła a potem opróżniła zawartość. Posyłając im uśmiech, który natychmiast pohamowała, powtórzyła:
- Do domu, koniec imprezy.
Przyjaciółki weszły do mieszkanka. Hudson... spał? Z głośników cicho leciało "Ride the Lightning" (Duff zaraz zaczęła błędnie śpiewać refren śmiejąc się z tego tak, że wyjebała się o kabel od gitary i leżąc na ziemi płakała ze śmiechu), Izzy poległa bezwładnie na kanapę a Axlowa wlazła pod swój koc i najwyraźniej poszła spać. Minęło trochę czasu zanim Duff zdała sobie sprawę że nikt już się nie śmieje a w domu panuje cisza (płyta się chyba skończyła, a ludzie po prostu spali). Chciała o czymś pomyśleć, ale zapomniała o czym. Nie miała dość imprezy. Wstała i rozejrzała się po pomieszczeniu. Zajrzała do Caroline, ale ta siedziała bezwładnie na kanapie i chyba już spała. Zaczęła więc szukać Hudsona, kiedy zdała sobie sprawę że jest jej zimno. Gdy go znalazła, oczywiście na JEJ miejscu, pod JEJ kocykiem i przytulającego jakieś pisemko, wyciągnęła Camela, zapaliła i usiadła na przeciwko śpiącego chłopaka gapiąc się na niego jak sroka w gnat. Przez myśl przeszło jej żeby zrobić coś strasznego, jakoś go wystraszyć, obudzić, sama nie wiedziała co dokładnie, ale zanim coś wymyśliła, fajka się skończyła a temperatura jej ciała nie wzrosła. Wrzuciła peta do popielniczki i wlazła pod koc obok Hudsona. Jej mózg działa w spowolnionym tempie, chciało jej się śmiać z samej wizji jutrzejszego poranka, ale nie zdołała nic za wiele wymyślić bo zasnęła mocno przytulona do swojego przyjaciela.
c.d.n.
lipa że dodałam to dzisiaj a nie wczoraj, ale zepsuł mi się laptop i nie mam pojęcia co dalej w związku z tym.
w każdym razie pizgam że to piszę.
jestem pojebana :)
spadam bo "Nightrain" na basie czeka, łoooł.
:D


























































