środa, 30 stycznia 2013

II. Till the end

Uła, jednak bez blogspota nie mam życia.
JESTEM CHORA, MADAFAKI TO TERAZ BĘDĘ NAKURWIAŁA POSTY <33


Nie mogłam się powstrzymać. Muszę pisać dalej :D A do tego podobało się, naprawdę się podobało moim znajomym więc nie obejdzie się bez dalszej kontynuacji tego tam opowiadania :D
A ponieważ myślałam że będzie to tylko jednorazowa zabawa, to musze w końcu wytłumaczyć o co tu do chuja chodzi, bo nie wszyscy ogarniają.

1. To nie jest opowiadanie o Guns N' Roses.
2. Nie wiem jak długo bedzie mi się chciało to pisać.
3. - najważniejsze - bohaterowie:

jest z tym trochę zamieszania, bo nie jest dokładnie tak jak powinno być. "zgadzają się" tylko dwie osoby na 4 + wyimaginowany perkusista, ale on się pojawi, jako Steven of course.
A więc jest to tak:
   # Hudson - Mikołaj, no wiadomo, gitara, solówki, styl zachowanie, trochę włosy - pasuje.
   # Izzy - Karolina, bo wygląda jak Izzy i zachowuje się perfidnie jak Izzy, pomimo że w zespole śpiewa.
   # Axl - Jagoda, bo włosy i czasem zachowanie, a Jagoda gra na gitarze rytmicznej!
   # Duff - Ja, ale oczywiście też White i Patrice, Duff, bo bass, styl, włosy i zachowanie pewnie teeż xD

ps. PAINT MY HOUSE, dziwko <3
 



II

"Nowy dzień. Nowy i znowu to samo. Nie wiem, lunatykuję w nocy..." - pomyślał Hudson i wygrzebał się z miejsca dzielonego ze swoją słodko śpiącą przyjaciółką Duffem (jakkolwiek to brzmi?). Była jakaś ósma rano, ale chłopak nie mógł spać. "Teraz ja będę skurwielem" - dodał w myślach i podszedł do odtwarzacza, już miał zapuścić "Apetite for Destruction" kiedy wpadł na jeszcze bardziej szatański plan. Zgarnął z "parapetu" głośniki i przeciągnął je aż na poduszkę blondynki. Z dumnym uśmiechem, odpalając Marlborca, wcisnął play i z rozpromienieniem delektował się wrzaskiem gwałtownie obudzonej White.



- NIENAWIDZĘ CIĘ, NIENAWIDZĘ CIĘ KURWA, ROZUMIESZ TO ?! WYPIERDALAJ Z DOMU BOŻEGO, NIE CHCĘ CIĘ ZNAĆ !!! - dziewczyna darła się i rzucała w gitarzystę wszystkim co znalazła pod ręką (także paczką jej Cameli co zdarzało się niezwykle rzadko bo... nigdy?!).
- Widzę wiedźma wstała dwiema lewymi nóżkami, przykro mi skarbie - chłopak podniósł z ziemi rzucone w niego aviatorki, założył je i szeroko się uśmiechając wyszedł z pokoju. Słyszał za sobą nieprzyjemne teksty pod swoim adresem ale był przecież przyzwyczajony. Swoje kroki skierował do prowizorycznej kuchni i stanął zdziwiony widokiem jaki zastał.
- Cześć Hudson - chóralnie odpowiedziały wokalistka i rytmiczna, w czym jedna zmierzyła go wrogim spojrzeniem a druga mieszała leniwie swoją kawę.
- Nie śpicie? Myślałem że będę pierwszy, lubię być pierwszy. Axl, fajne włosy - rzucił i uśmiechnął się do gitarzystki a ta uraczyła go bladym uśmiechem znad swojej kawy. Hudson zgasił fajkę o stół wypalając w nim kolejną małą dziurę (jedyny w tym miejscu prawdziwy, plastikowy stół na czterech nogach). Usiadł na wolnym krześle i przeczesał ręką włosy.
- Blondi wstaje? - zapytała Caroline wykorzystując niezręczną ciszę i biorąc do ust jakiegoś... wafla czy coś.
- Jest wcześnie... Nie chciałem... Ale... Jestem pewien że tak - odpowiedział jej i oparł się o ścianę tłumiąc w sobie śmiech.
- Cóż, takie romantyczne budzenie mogło ją jeszcze bardziej rozmarzyć i rozleniwić niż zmotywować do ruszenia dupy do świata żywych. - dodała Axlowa i zaczęła się śmiać.
- No co, to nauczka za wszystkie moje połamane kości....
- Zróbmy coś szalonego. - przerwała nagle Caroline nie odrywając wzroku od wafelków.
- Ja wiem co, zróbmy sobie zdjęcie! Nie mamy żadnych zdjęć w naszym słodkim mieszkanku! - wypaliła Axlowa i aż wstała w przypływie dobrego pomysłu.
- Nie. - dodała... Izzy.
- Czeemu nieee, czekajcie tylko skoczę po mój Slashowy cylinder <3 - rzekł Hudson i zniknął w korytarzu. Wpadł do pokoju Patrice (i jego?) i zaczął grzebać w stercie rzeczy.
- Czego szukasz - zapytała dziewczyna. Czuł jak jej spojrzenie wypala mu dziury w karku.
- Kapelutka heueheheuehu - rzucił i zniknął znów w korytarzu aby móc pojawić się w gotowości do sweet foci.
- Okej, gotowi? No to nakurwiam! - Axlowa podniosła wysoko mały chujowy kompakt i nacisnęła spust. Na wyświetlaczu ukazało się urooocze zdjęcie, szkoda że widać tak mało mieszkanka, ale jak na sweet focie, to wyszła rasowa.






- Skasuj to. - powiedziała Caroline i wyszła bez słowa z mieszkanka zabierając po drodze fajki.
- Well, zostawmy to bez komentarza - Hudson uśmiechnął się i wstawił wodę na kawę w słodkim małym czajniczku bezprzewodowym.
- O, też chcę, no i wiesz, na przeprosiny mógłbyś też zrobić kawkę Patrice - podsunęła Axlowa i poklepała go po ramieniu.
- Nieeee, o nie, ja jej nie muszę za nic przepraszać, będzie chciała to sama sobie zrobi KAWKI - odpowiedział i z trzaskiem postawił na stole tylko dwa kubki.



***



Duffowa White w końcu przestała być obrażona na cały świat, zgasiła czwartą fajkę w popielniczce i wstała. Chyba za gwałtownie bo zakręciło jej się w głowie, ale szybko jej minęło. Przebrała się w jakieś ciuchy (w połowie nie jej), potargała i tak potargane włosy i weszła do kuchni.
- Cześć Axlu, jak tam? - spytała przytulając przyjaciółkę.
- W porządku, ominęła Cię sweet focia! - odpowiedziała robiąc smutną minę.
- Nie możliwe... Nie... Nie rób mi tego...
- Haha, kocham cię, podaj aparat, czy dwa jeden i naprawiamy błąd życia!
- Dobra, ale bez głupich min.
- Czemu mi to mówisz?!
- Znasz nasze zdjęcia! A moje pierwsze w tym mieszkanku chcę mieć ładne!
- Okej, chodź tutaj. Pomyśl o czymś strasznym.
- Wódka się skończyła.





***




Po długiej rozmowie z Axlową, Patrice nagle zrozumiała, czemu w domu jest tak cicho.
- Gdzie jest Zjeb i Izzy? - spytała czujnie się rozglądając i podkradając Caroline wafelki.
- Caroline wyszła zaraz po według niej nieudanym zdjęciu, a Hudson... Wiesz, w sumie to wydaje mi się że przed chwilą go słyszałam, ale i tak chyba nie dochodził on z tego miejsca.
- To znaczy...?
- A jak myślisz? Teraz na zmianę z Caroline przesiadują u tych dwóch Punków z przeciwka. Strasznie się skumplowali, aż dziwne.
- Myślisz że tam jest Zjeb?
- Albo Caroline.
- Pójdę sprawdzić, chętnie ogarnę lepiej tych punkowców.
- Uważaj na chłopaka.... Caroline wspominała mi że ma ochotę na twój bass i przy okazji ciebie.
- Po chuj mnie? To idę.
- Jesteś idiotką haha, mam iść z Toba?
- Nie, dam sobie radę!
... I wyszła. Dopadła czerwone "drzwi" z wielką wyrytą anarchią po skosie na przeciwko ich własnych i zapukała nerwowo.
- Czegooooo - naćpany, w naćwiekowanej skórze chłopak otwarł jej drzwi omal jej nie zabijając.
- Uważaj trochę kurwa, Patrice jestem, z resztą znamy się, jest tu mój pies? - zapytała wychylając się wścibsko do mieszkania "Sida & Nancy".
- To ty.... Ta... Basistka... Od basu.... - gadał od rzeczy. Duffowa zmierzyła go wzrokiem.
- Co.
- Jesteś aniołem, wiesz? - chłopak oparł się o futrynę i posłał jej dziwny uśmiech.
- Pomyliłeś się, pytałam czy jest tu mój pies!
- Pies... A! Pies! Pies... Nie ma żadnego psa....
- Głupi jesteś kurwa. Mogę wejść? - White posłała mu słodkie spojrzenie i wepchnęła Sida do mieszkania.
- Taa... Możesz..... - westchnął i śledząc jej ruchy, podążył za nią wzrokiem nadal wisząc na swoich pięknych drzwiach.
- Kogo ja widzę, jaśniepan Hudson ucieka od swoich problemów w ramiona muzyki punkowej, ciekawie - stwierdziła Patrice siadając na kanapie obok przyjaciela.
- A ty tu czego ?! Nawet tutaj nie mogę się od ciebie odczepić ?! - warknął posyłając jej naprawdę mordercze spojrzenie.
- Uprzykrzam ci życie jak tylko bardzo się da, kotku.
- Widzę. Po co przyszłaś? I skąd ty ich w ogóle znasz? - wypytywał pretensjonalnym tonem.
- Znam ich dobrze......
... nie dokończyła zdania bo do pokoju wpadła Nancy i stanęła przed ich kanapą mierząc Patrice brutalnym wzrokiem:
- A to kto? Sid? Kogo jeszcze zaprosisz? Z rana? Co?
Sid spuścił oczy i zaczął mówić nieogarniętym tonem:
- To jest Patrice... Ona gra na basie, wiesz...? I mieszka z Hudsonem i Camille....
- Świetnie, wiem przecież kto to... - Nancy uśmiechnęła się do mnie i wyszła z mieszkania, wychylając się jeszcze na moment informując brata kiedy wróci.
- Zajebiście się znacie, friends forever - powiedział cicho Hudson odwracając głowę od Patrice.
- Zamknij. Mordę. Psie.
- OOOOKKKEEEEJJJJ, skoro jest tak klawo, to może po kreseczce? - spytał Sid zacierając ręce i siadając niebezpiecznie blisko Patrice.
- Ja nie. Dzisiaj chcę coś ogarniać. - powiedziała dziewczyna odsuwając się od punkowca, ale za to wpadając na Hudsona.
- Idź kobieto bo mnie dotykasz - powiedział grobowo gitarzysta i odsunął się od niej.
- Mówiłam już żebyś się zamknął - westchnęła.
- A ty Hudson? Kreseczka? - przypominał entuzjastycznie Sid.
- Yy.... Nie dzięki.... Wpadnę potem na kreseczkę, hhahaah....
- Rozczarowaliście mnie.
- Wiemy. - odparła Patrice. Sid spojrzał jej w oczy i uśmiechnął się blado.
- Musimy porozmawiać, wiesz? - powiedział i przejechał ręką po jej ramieniu.
- Łapy, kurwa, przy sobie - powiedział prawie niesłyszalnie Hudson, ale Sid doskonale to słyszał.
- Ahh... Rozumiem.... Powiązania zespołowe.... Wybacz Hudson, nie chciałem ruszać twojej.... eee...
- Przyjaciółki - odpowiedzieli chórem goście punkowca.
- Tak, właśnie tak. Ale poważnie to chciałem pogadać z wami na temat... Basu. Z tobą, Patrice.
- Ze mną? - spytała dziewczyna.
- No a z kim. Przecież nie z tym człowiekiem Yeti, bo on o basie nie ma pojęcia! - zaśmiał się Sid i wskazał palcem zniesmaczonego Hudsona.
- Zamknij się, wiem więcej niż ona - westchnął..
- Spadaj - odcięła i wstała.
- Dokąd tooooo, nie skończyliśmy jeszcze tematu basu! - Sid zastąpił jej drogę a na jego twarzy zagościł niemiły uśmiech.
- Odwal się - odepchnęła punka i skierowała się w stronę wyjścia.
- Proszę, tylko chwilkę - jęknął chłopak i znów zastąpił jej drogę.
- Zostaw ją do cholery jasnej - powiedział z kanapy Hudson.
- No już dobrze..... - Sid puścił ją, a Patrice nie mogła wyjść z podziwu, że ten chłopak naprawdę boi się Hudsona, co było doskonale widać.
- Ej... Wpadnę jutro.... Jutro wieczorem... - powiedziała szeptem blondynka i puściła do niego oczko. Na twarzy Sida zagościł głupawy uśmiech i znów wisząc na swych czerwonych drzwiach pomachał jej na odchodne.



***



"Fajnie wiedzieć że wszyscy gdzieś łażą. Jak ja tego nienawidzę. Też sobie kurwa połażę." - myślała Axlowa  i otwarła butelkę Danielsa. Mijały godziny a nikt nie wracał, czuła się samotna. Podłączył gitarę i zaczęła grać wszystko co jej przyszło na myśl. W końcu drzwi się otwarły i do mieszkanka wpadł Hudson z jakąś gazetą w łapie. 
- Hahaaa, to żem zajebał głupi ma szczęście! - darł się chłopak.
- Fajnie że jesteś. Co tam masz? - spytała dziewczyna odkładając gitarę na bok.
- Nowiuśkie wydanie "Playboya", a co innego, wybacz, ja zagłębię się w lekturze a ty... graj dalej czy coś.
- Wiesz, spierdalaj. - powiedziała i odepchnęła chłopaka na bok dobierając się do drzwi, teraz ona sobie wyjdzie i nie wróci tak długo że zaczną o niej myśleć.






Było popołudnie, Axlowa miała niemiłe wrażenie że ten dzień został niebezpiecznie zaprzepaszczony. Nikt nic nie zrobił, nikogo nie było w domu, wszyscy gdzieś się szlajają, zero organizacji. Wkurzyło ją to. Odechciało jej się szwędać po mieście, więc wygrzebała z kieszeni telefon. Jeden sygnał. Drugi. Dziesięć. No w końcu.
- Taaaaa? Co tam? - usłyszała w słuchawce głos White.
- Gdzie jesteś?
- Nie wiem, ale jest fajnie, a co?
- Gdzie jesteś kurwa, idę do ciebie.
- No nie wiem! To jest coś, czekaj, to jest bar! Tak to jest bar, niedaleko od domu, jak wyjdziesz to idź w stronę centrum a po drodze.... Kurwa... Czekaj, wyjdę na zewnątrz to ci powiem jak to wygląda.
- Jasne....
- Dobra a więc to coś nazywa się "Catch Bar" i jest po lewej stronie ulicy, niedaleko tej śmiesznej budki telefonicznej co niedawno przewrócił ją Hudson. Wiesz gdzie?
- Nie. Ale będę tam.
Rozłączyła się i zaczęła iśc w stronę wytyczonego miejsca. Mijali ją dziwni ludzie, tutaj było wszystko zupełnie inne niż w Polsce, niby lepsze, ale jakieś bardziej brutalne. Byli w okropnej sytuacji ale nikt się tym nie przejmował. Bo i przecież, kurwa, po co....? 
W końcu dotarła do jakiejś szopy z niewyraźnym napisem "Catch Bar" i niepewnie pchnęła drzwi. Straszny tłok. Wszyscy rzucili jej podejrzliwe spojrzenie ale ona niewzruszenie przeszła środkiem pomieszczenia szukając przyjaciółki. Siedziała w najbardziej oddalonym stoliku, z dwójką jakichś rozczochranych kolesi którzy ciągle podtykali jej nowe szklanki z whiskey.
- Jestem - odezwała się stając nad ich stolikiem. Patrice rzuciła jej mętne spojrzenie i uśmiechnęła się szeroko.
- Fajnie. A to są moi nowi znajomi, Tom i John. Tom, John, to moja... siostra, mówcie jej Axl - odpowiedziała.
Rytmiczna przywitała się niepewnie ze znajomymi swojej przyjaciółki, która nagle była jej siostrą i usiadła na wolnym krześle. 
- Napijesz się czegoś? - spytał Tom.
- Chętnie, tego samego co wy.
- To ja pójdę zamówić...
Dziewczyna zauważyła że John jej się przygląda.
- Co - spytała.
- Nic... Czemu jesteś Axlem? - spytał.
- Eeee.... Bo... Nie przypominam ci trochę Axla Rose? - rzuciła głupawo wywołując na twarzy chłopaka uśmiech.
- Ah no tak, już wszystko jasne. Ta tutaj jest Duffem, ty jesteś Axlem. Założę się że gdzieś tam w ukryciu macie jeszcze jakiegoś Slasha, Stradlina i Stevena, co?
- Mamy. To znaczy mamy Izzyego i Slasha... Bo Stevena nie mamy... Już... - zaplątała się Axlowa i odwróciła wzrok.
- Mhm, rozumiem, więc rozumiem też że przybyłyście do L.A. prowadzić sobie beznadziejne rock'n'rollowe życie i że pewnie Ty śpiewasz. - spojrzał jej w oczy.
- Tak, właśnie po to. Nie... U nas to tak nie jest.... Bo... Ja gram na gitarze... Rytmicznej... A dziewczyna która jest Izzym śpiewa, tak, wiem, jesteśmy nienormalne, ale tak wyszło.....
- Izzy jest dziewczyną? Slash też! - zawołał wesoło.
 - Nie.... Slash nie. Slash jest Slashem. Chłopakiem znaczy się.
- I wy tak wszystkie z nim mieszkacie?!
- To nasz przyjaciel, znamy się naprawdę od wielu lat....
- Dobra, wybaczcie.... - John skierował wzrok na Toma który doniósł kolejną kolejkę whiskey dla dziewczyn.
- Co mnie ominęło? - spytał Tom rozkładając szklanki na stole.
- Axl jest Axlem, a to jest przecież Duff, Guns N Roses, kojarzysz? - spytał John wybuchając śmiechem.
- To gdzie mają Slasha? Tudzież Slashę? - spytał Tom opanowując śmiech.
- Mamy Slasha, Slash to chłopak. - odezwała się w końcu Patrice zabijając wzrokiem bruneta.
- Uu, chłopak, no to komplikuje wszystko... Myślałem że mamy szansę się zaprzyjaźnić lepiej....
- Cokolwiek masz na myśli.... Nie. Jesteśmy.... Jesteśmy zajęte. - powiedziała szybko White wymieniając porozumiewawcze spojrzenie z Axlową.
- Jeszcze gorzej.... No nic... To w takim razie miło było poznać... - powiedział Tom i oddalił się razem z Johnem. Przyjaciółki zszokowane tym co usłyszały odprowadzały ich wzrokiem a potem spojrzały po sobie i dokończyły whiskey.


.
- Ty to słyszałaś? - spytała Axlowa.
- Tak... I wiesz co... Dobrze że przyszłaś, bo jak sama widzisz... Mogło się to dziwnie skończyć.
- Pili z Tobą dla towarzystwa. Towarzystwa, rozumiesz? Dziewczyna do towarzystwa....
- Zamknij się, rozumiem przecież... Słuchaj... Jest mi przykro że straciłam znajomych, bo to byli fajni chłopcy. Chodźmy już. Dawno nie widziałam Hudsona, mam ochotę bezpiecznie się powkurwiać w jego towarzystwie.
 Axlowa posłała jej uśmiech.
- Wiem. Chodźmy. Zadzwoń jeszcze do Caroline.... Nagle się o nią zmartwiłam.
- Jasne. - White wyciągnęła telefon i wystukała numer przyjaciółki. Nie odbierała.




***



Było już ciemno kiedy Axlowa i Duffowa zachaczyły jeszcze o sklep. Przed "domem" wypiły jeszcze po małym Jacku, tak na pociechę i wszystko zaczęło je bawić. Były szczęśliwe. Siedziały na krawężniku i krzyczały do ludzi, a ludzie do nich, straszyli się na wzajem, jakiś dziadek oberwał butelką, a jakaś dziwka kamieniem. Jak zabawnie. Nagle w oddali zamajaczyła rozczochrana postać. Obie ją zauważyły, ale żadna nie mogła bliżej jej zidentyfikować zanim postać nie podeszła na odległość około 2 metrów od nich.
- No ładnie. Koniec tego syfu. Do domu - zarządziła Caroline. Dziewczyny zamilkły posyłając brunetce spojrzenie przypominające wzrok brojących córek na złośliwą matkę.
- Nie żartuj Caroline, pij to - White podała jej butelkę. Ta chwilę na nią popatrzyła a potem opróżniła zawartość. Posyłając im uśmiech, który natychmiast pohamowała, powtórzyła:
- Do domu, koniec imprezy.
Przyjaciółki weszły do mieszkanka. Hudson... spał? Z głośników cicho leciało "Ride the Lightning" (Duff zaraz zaczęła błędnie śpiewać refren śmiejąc się z tego tak, że wyjebała się o kabel od gitary i leżąc na ziemi płakała ze śmiechu), Izzy poległa bezwładnie na kanapę a Axlowa wlazła pod swój koc i najwyraźniej poszła spać. Minęło trochę czasu zanim Duff zdała sobie sprawę że nikt już się nie śmieje a w domu panuje cisza (płyta się chyba skończyła, a ludzie po prostu spali). Chciała o czymś pomyśleć, ale zapomniała o czym. Nie miała dość imprezy. Wstała i rozejrzała się po pomieszczeniu. Zajrzała do Caroline, ale ta siedziała bezwładnie na kanapie i chyba już spała. Zaczęła więc szukać Hudsona, kiedy zdała sobie sprawę że jest jej zimno. Gdy go znalazła, oczywiście na JEJ miejscu, pod JEJ kocykiem i przytulającego jakieś pisemko, wyciągnęła Camela, zapaliła i usiadła na przeciwko śpiącego chłopaka gapiąc się na niego jak sroka w gnat. Przez myśl przeszło jej żeby zrobić coś strasznego, jakoś go wystraszyć, obudzić, sama nie wiedziała co dokładnie, ale zanim coś wymyśliła, fajka się skończyła a temperatura jej ciała nie wzrosła. Wrzuciła peta do popielniczki i wlazła pod koc obok Hudsona. Jej mózg działa w spowolnionym tempie, chciało jej się śmiać z samej wizji jutrzejszego poranka, ale nie zdołała nic za wiele wymyślić bo zasnęła mocno przytulona do swojego przyjaciela.



c.d.n.






lipa że dodałam to dzisiaj a nie wczoraj, ale zepsuł mi się laptop i nie mam pojęcia co dalej w związku z tym.
w każdym razie pizgam że to piszę.
jestem pojebana :)


spadam bo "Nightrain" na basie czeka, łoooł.
:D


poniedziałek, 28 stycznia 2013

I. Wild Thing

Szaleję, coraz częściej piszę. I w ogóle, zmieniam wszystko, image, background, lay, wszystkoooo
ale to zaraz.

ps,. nauczyłam się robić ruchome obrazki, teraz będę nimi srała tutaj na blogspocie heuheueheueheu




.... dobra, nie udał mi się, chciałam żeby ruchał bass.


Daaa pruts pu tssss !! :D
(Karolina <3)


Haha kocham kawy u Karoliny.
A lekcje łaciny ssą.

Pierwszy dzień szkoły mnie natchnął huhuhu.
Napisałam dla was coś wyjątkowego dla mnie, nie wiem czy takie coś wam się spodoba.....
Nudziło mi się, ale z pozdrowieniami dla Hudsona, Caroline i Nowaka:



'' "Słońce. Słońce, słońce, słońce, kurewskie dziurawe rolety, szmaty, gówna. Za grosz przemyślenia. No kurwa za grosz."
Caroline na wpół przytomna usiadła na łóżku i złapała się za głowę którą przeszył ból. Rozejrzała się po pokoju (jeśli można było nazwać pokojem pomieszczenie w którym się znajdowała). Co się tutaj działo. Ona i reszta jej zespołu byli w L.A. od niecałego miesiąca. "Spełniali marzenia". Niestety szybko przestała ich jarać wizja podbijania tego zapchlonego miejsca, gdzie samo dostanie się było drogą przez mękę. Teraz żyli pod kreską i "na kreskach", jeden pies, nie mieli za wiele pieniędzy, a właściwie to nie mieli w sumie nic oprócz siebie samych. Cudem znaleźli miejsce do "zamieszkania", podsunięte na lotnisku przez młodego muzyka, takiego jak oni, mieszkającego kilka... metrów dalej. To wszystko przypominało jeden wielki squat, a właściwie to nim było, tyle że zespół wybrał sobie miejsce jak najbardziej zagłębione w ziemi, co można nazwać piwnicą czy sama nie wiem czym, ale było tu przynajmniej chłodno, gdy na dworze temperatura rosła do około 40 C. Dni płynęły wolno, właściwie tylko na szukaniu miejsca do grania za parę groszy, a głównie to na piciu, ćpaniu, jaraniu i innych takich, no wiadomo, typowo rock'n'roll'owych rzeczy o których się marzy będąc nastolatkiem....
  Dziewczyna wstała i chwiejnym krokiem podeszła do okna. Zdarła z niego szmaty służące za zasłony i otwarła najszerzej jak się dało. Na stole, czyli kawałku wielkiej dechy na kilku cegłach, leżała ostatnia puszka czegoś normalnego, czegoś w rodzaju colopodobnego gówna z napisem "cherry coke", bez zastanowienia ją otwarła i opróżniła zawartość w kilka sekund. Zgniotła w rękach puszkę i rozejrzała się za... koszem?! Niee, raczej za obiektem - celem jej rzutu. Po co bowiem szukać kosza jak całe to pomieszczenie trochę przypomina wielki kosz. Znalazła! Uniosła rękę z puszką w górę i udając że celuje piłką do koszykówki, wymierzyła perfekcyjny rzut w wystający zza koca tyłek w skórzanych rurkach.
- Proszeeee paaaaństwaaaa, Caroline Van Der Izzy rzut za 10 pkt, gratulacjeeee! - wydarła się i uśmiechnęła szeroko czekając na jakąkolwiek reakcję ze strony jej celu (której się nie doczekała). Westchnęła ciężko i podeszła do właścicielki skórzanych portek. Stała nad nią chwilę po czym z maksymalną ilością chamskości zdarła z niej brązowo żółty koc i zaśmiała się triumfalnie:





- Panno White, zapomniałaś przebrać się w piżamkę. Cześć, Hudson.
Hudson pokazał mi faka, a White spojrzała na mnie jednym okiem.
- Dajże, kurwa, spokój - jęknęła pokrzywdzona dziewczyna i wtuliła się w... Zaraz, to nie koc, co to kurwa jest?! 
- Uuuu, alkohol wam nie służy - uśmiechnęła się Caroline puszczając oczko do zmieszanej Patrice i skierowała swe kroki w głąb tak zwanego przez nich śmiesznie "Hellhouse'u", wzorując się na starych dobrych Gunsach. Szła rozglądajac się po syfie, słysząc za sobą taką samą rozmowę Patrice i Hudsona,  jak prawie każdego dnia rano:
- Co ty tu kurwa robisz ?!
- No właśnie, co ja tu kurwa robie, a właściwie co Ty tu robisz, ze mną?!
- Ja?! To jest mój kąt do spania, twój jest obok cwelu!
- Obok? Gdzie twoim zacnym zdaniem jest "obok" ?! Na kurewskiej "szafie"?!
- Dobrze wiedzieć że mamy za mały DOM.
- Dla Ciebie i dla mnie razem, zdecydowanie za mały.
- Masz rację, nie pomieścimy się, spierdalaj
- Sama spierdalaj, w ogóle to teraz już wiem czemu w nocy nie czułem nogi, bo się na mnie uwaliłaś, a ważysz ze sto ton jak nic.
- Za to ty biedactwo tak głodujesz że twoje biodro przebiło mi płuco, żegnam.
- Tss, idiotka.
- Pedał.





Caroline uśmiechnęła się słysząc tą miłą pogawędkę, kochała ich jak rodzinę, oni sami też się kochali, wszyscy się tu kochali, chociaż naprawdę rzadko to sobie okazywali. W dalszej części "domu" znalazła tylko jednego członka zespołu, ale nie dziwiło jej to - perkusista odkąd przybyliśmy do L.A. nie przebywał z nimi wcale (hahahahahahhaahah).
- Pobudka, śpiąca królewno - Caroline potargała ciemne, trochę miedziane niczym Axlowe włosy okrytej szczelnie kilkoma kocami dziewczynie, która cicho pisnęła kiedy tamta ją dotknęła. Caroline poszła dalej, otwarła "drzwi" (czytaj: płytę zastawioną betonowym bloczkiem) i wyszła na korytarz. Zamierzała skoczyć do sklepu, ale nie dotarła.
- Cześć Sid, gdzie twoja Nancy? - zapytała krótko obciętego punkowca idącego w stronę swojego mieszkanka.
- O, siema Camille, jak leci? - odpowiedział zaszczycając ją swoim rozbieganym po fecie wzrokiem.
- Caroline jestem. - odparła sucho, opierając się ramieniem o framugę swoich drzwi.
- A tak, faktycznie, sorki. No więc... Niech stracę. Chodź, zapraszam Cię z... Nancy.... na coś dobrego!
- Tak z rana...?
- Każda pora dobra....
- "YOLO".




***




Patrice White Van Der Duff, usiadła po turecku przy stole, właśnie wygrała walkę ze swoim najlepszym przyjacielem o najlepsze miejsce do spania - było ono najdalej drzwi (instynkt podpowiadał jej że blisko nich czai się niebezpieczeństwo), koło komina (w chłodniejsze dni będzie ciepło, jak jakiś dexter wpadnie na pomysł rozpalenia ognia, aha, no i to nie będzie raczej ona sama), a do tego były tutaj zapasy wszystkiego co dobre, no i wygodny stoliczek, szafa z ubraniami (czyli kąt "pokoju"), a do tego małe okno, co znaczy że w nocy jest ciemno i można spać prawie tak dobrze jak w domu, no wspaniale wręcz. Przeczesała ręką dawno nie czesane przez grzebień włosy, wyciągnęła z kieszeni zapalniczkę i odgarniając jednym zamaszystym ruchem ręki wszystko ze stołu, znalazła swoje maleństwa. Z czułością wysunęła z paczki szluga i wsadziła go do ust. Z gracją godną Duffa McKagana podpaliła sobie fajkę i przymknęła oczy. "Co za cudowny nowy dzień" - pomyślała i naprawdę tak myślała. Kochała to miejsce. Delikatnie się uśmiechając wzięła do ręki oglądane już 333 razy limitowane wydanie "Rolling Stone" i przeglądała zdjęcia.





Nagle rzuciła w kąt gazetę i szybko podbiegła do starego odtwarzacza i wygrzebała spod śmieci nieśmiertelną płytkę Metallicy, którą z wieeeelką rozkoszą zapuściła na maxa podkręcając głośność (nie pytajcie mnie skąd tam prąd, nie wiem, to za trudne na moją logikę).
"No i kurwa jak w domu!" - z zadowoleniem strzepnęła popiół do czarnej popielniczki Marlboro i rozłożyła się na swoim kocyku.
- Kurwa, ścisz to idiotko na łeb pierdolnięta - usłyszała Hudsona z pomieszczenia obok.
- Jeb się cwelu - odpowiedziała z zamkniętymi oczami i uroczym uśmiechem.
- Bo tam przyjdę.
- Chodź kochanie, nie mogę się doczekać, I'm ready, sweetheart!
- W chuj śmieszne kurwa.
- Wiem. A teraz spierdalaj bo delektuję się chwilą.
Wyrzuciła peta przez okno, no dobra, nie dorzuciła i reszta fajki spadła pod ścianę pokoju, ale kogo to obchodziło?! Stwierdziwszy że boli ją głowa, ułożyła się na specjalnie uformowanym kocu-poduszce i postanowiła spać. Niedługo potem, kiedy udało jej się nabrać wszystkich na swój żart ze spaniem, udając że śpi, przyglądała się po cichu swemu najlepszemu przyjacielowi i wiedziała że zaraz znowu będzie musiała go jakoś zaatakować (ps. kochali się kłócić).
- Nie dotykaj moich fajek. - zaczęła widząc jak Hudson grzebiąc w "szafie" zrzuca jedną z paczek z drewnianej deski  na beton.
- Pojebało cię, nie dotykam.....
White zaczęła się śmiać jak idiotka, sama nie wiedziała z czego, ale miała tak często, będąc tak kurewsko szczęśliwa z racji spełnienia marzeń o L.A., chociażby tutaj, na squacie, ale najważniejsze że z.... oczywiście z zespołem.
- Czego się pizgasz? - spytał Hudson i przyjebał jej z koszulki z logiem Billy Talent (Caroline?!).
- Bo jesteś kurwa zabawny! - odpowiedziała zwijając się ze śmiechu na swoim nieciekawym kocu.
- Ja? Zabawny? - chłopak podszedł do niej i wrogo mierząc ją spojrzeniem którego nie widziała zza włosów, uwalił się obok niej.
- No a nie? Hahaha, ja pierdole. - Patrice odwróciła się do niego tyłem śmiejąc się do brudnej ściany. Oboje zaczęli się pizgać jak idioci.





- No eeej - dźgnął ją w nogę a ta od razu się odwróciła z zamiarem oddania.
- Nie dotykaj mnie! - warknęła mordując go wzrokiem.
- Nie mam zamiaru.... Ej... - zaczął po chwili zamyślony.
- Co?
- Daliśmy radę, wiesz?
- Ale z czym? - spytała wpatrując się w jego... włosy, bo oczu już prawie nie miał.
- No wiesz. Z naszymi marzeniami. Jesteśmy w tym kurewskim L.A. Wierzysz w to?
Patrice uśmiechnęła się szczęśliwie, (a nawet przeszczęśliwie) i przytuliła się mocno do Kudłatego Człowieka.
- Wiem Hudson, wiem.







***




- Taki... kurwea... oo chuuuj... - rzekła Caroline leżąc na stole dwójki zdrowo pojebanych Punków.
- Jestę Viciousę - powiedział chłopak i kopnął stojące obok krzesło, takie prawdziwe krzesło, wow.





- Nie kurwa nie... nie.. nie pierdol - powiedziała niewyraźnie Caroline mówiąc do stołu.
- Umiem... Umiem wszystko! Wygram życie! - darł się chłopak.
- Stól pysk sieroto.....
- Jestem Sid, mnie się kurwa... mnie... nie zatrzymasz!
- Nawet basu w ręce nie miałeś.....
- Ukradnę wam, co ja sie kurwa będę z wami pierdolił, ukradnę wam wasz bass, wasz piec i waszą basistkę heuehuehuehueheuheueheu
- Uważaj..... Bo.. Bo Ci kurwa pozwoli..... Bo Ci wszyscy na to pozwolimy.... Jeb się pierdolony ćpunie......
- Chcę mieć bass!
- To sobie kup, stać cię, tyle ludzi okradłeś....
- Ja nigdy nie kupuję! Dacie mi pograć?? Za te wszystkie prochy? Błagam was, tylko trochę a jak mi się spodoba to....
- To co?
- To kurwa nie wiem..... Zarobię na swój własny!
- Wiesz, jesteś dobrym chłopakiem, lubię Cię....
- To wszystko zasługa mojej siostry, gdyby nie ona, byłbym tak kurewsko na dnie, jak wy teraz.
- Dzięki stary..... Gdzie ona jest?
- Nancy...? Chuj ją wie. Rzyga do kibla, słyszysz?
- Muszę już iść Sid, miło było cię.... odwiedzić. Pozdrów rzygajacą. Wpadnij kiedyś pograć na tym basie.
- Mogę teraz? Proooooooooooooooooooooszęęęęęęęęęęęę!
- Nie, lepiej.... nie... teraz idź coś rozpierdolić bo masz za dużo energii, do widzenia zjebie.
- Pa... Camille.



***



"I see you standin' there,
you think you're so cool...
Why don't you just...
FUCK OFF !"


... Wydarła Caroline razem z Duffiątkiem White do jednego, starego mikrofonu, pokazując faka do ściany (White'owy fak zjechał troszkę na gitarzystę, ale tylko troszeczkę...).




Próba jak każda inna, na rozgrzewkę Gunsi, Metallica, AC/DC a potem swoje, jakże twórcze po litrach Danielsa utwory pisane na pudełkach od pizzy (śmiesznie się zamawia pizzę do squatu heuehuehuhe). Nowak Van Der BB Axl, rytmiczna zespołu, przyglądała się im wszystkim w zamyśleniu i z bolącą głową, oczywiście. Jak zwykle zmartwiło ją to że perkmana znowu nie ma, ale przywykła wszyscy przywykli (hahahahaahhaahhaha). Rozbawiła ją dzisiejsza fryzura ich Duffa przez co się pomyliła i zgubiła rytm. Niezależnie co myśleli sobie inni, to i tak zespołowy Duff zaczął się śmiać jak debil pytając  głupawo "co?". BB westchnęła, machnęła na nią (niego.) ręką i zarządziła powtórzenie riffu. Hudson zdawał się być załamany poziomem prób, ale dawno tego nie mówił. Szło nam nieźle, w porównaniu z latami wstecz to O PANIE.
- Dobra, to od G - zarządził nerwowo i powtórzył riff przechodząc po chwili do skomplikowanej solówki. Rytmicznej udało się nie roześmiać, a Duff nie zgubił rytmu, o dziwo, pomimo tępego gapienia się w gita... gitarę oczywiście.





Caroline mając wolne od wokalu kiedy inni się produkowali najbardziej, podeszła do White, wyciągnęła jej z ust fajkę i sama odpaliła od niej swoją. Wszyscy, no prawie wszyscy, długo ćwiczyli efektowne granie z fajką w ryju, ale udało się, byli już mistrzami. Próby trwały długo, właściwie cały ich dzień, oprócz picia i palenia i szukania miejsca do zagrania, to była jedna wielka próba. Duffiasta zapierdalała z przewieszonym przez ramię basem po całym mieszkanku dogrywała do swojego śpiewu z zacieszem darąc się "Flash before my eyes, now it's time to die!! Oh, PLASTIK FOR MAJ AJS, uhuhuhuhuhhuhuhuh  ahhahaa heuehueheueh, MASTER, PLASTER, Wellllll.... PAINT MY HOUSE!!!" 
(niee, nie zmieniła się od czasów nastolatki):






Hudson z reguły strasznie dużo myślał i nie był zbyt wesoły, dopracowywał najmniejsze szczegóły utworów, każdą solóweczkę, każe przejsćie, wszystko, co z każdym łykiem Danielsa było coraz prostsze, a na końcu perfekcyjne (kiedy wydawało mu się że trafia w struny <ok>)






BB Axl gadała zazwyczaj z Dzieckiem Słońca (White) albo sama uczyła sie czegoś nowego na gitarze, za to Caroline lubiła znikać i wracać jakaś nieobecna i rozczochrana, zaszczycając zespół od czasu do czasu swoim "nie."





 ...za to wspominany wcześniej perkusista, ta tajemnicza postać, bywał w Hellhousie tak często jak to tylko było konieczne, co znaczy że tylko po to by dać znak że żyje, więc w sumie zespół nie miał perkusisty, dlatego rozważał poszukanie nowego, na terenie L.A.
Zapowiada się ciekawe, baaardzo ciekawe życie. ''




c.d.n ?!


Boję się co będzie dalej, bo mi się spodobało. Hahahahaah.




zrobię sobie taką fryzurę


:D










niedziela, 27 stycznia 2013

Suck My Fuckn' Dick!


CO JEST KURWA ?!




DODAJĘ NOTKĘ DZIEŃ PO DNIU ?!

ps. kocham Duffa, jego miny, jego ruchy, jego twarz, jego ciało, jego włosy.


To będzie taki trochę Duff McKagan appreciation post, slang tumblrowski mi się przyjął.



/Skurwysyny, usłyszałam to czego nie chciałam usłyszeć ;o
Zaczynam się bać!
NIE CHCĘ I CHCĘ OPEN'ERA TAK BARDZO ._______.
jasna cholera, dlaczego ja
ja, taki człowiek skurwiel
ja kurwa
Patrice goddamnit White
uciekam



smutne ale dla niektórych nie ma mnie już 3 dzień hahahahahahah
ps. Michau, teraz ty ?!
NO KURWA ZMIENIAM NUMER, FAKAM WSZYSTKICH KTÓRZY DO MNIE 
DZWONIĄ xD


PS2 wszyscy macie kurwa fascynujące historie xD  i tak kurwa, jestem człowiek skurwiel i przeklinam we wpisach i tak, jebcie sie ode mnie i tak nie mam humoru.





(to jest obrazek do opisywanej wyżej sytuacji)
(ale dodatkowo będę tak robiła z Ka. na koncertach)
(ale ona wygląda jak Izzy i mnie to martwi)
(skoro nie gra na gitarze jak Izzy, ani nie wygląda jak Axl, to damy radę?)
(hahah chuje muje dzikie węże)




Niezdrowo, CHUJOWO urosła mi na laście liczba odsłuchań Gunsów,
martwi mnie to bo przeskoczyła Jacka Whitea, The Kills a nawet The Dead Weather, przed Gunsami gnieżdżą się tylko bezpiecznie White Stripeski, bo Jack Whites team always wins



no już Kochanie, nie zawstydzaj się tak, mamcia kocha najbardziej na świecie ;***

♥ 


ps. KAROLINA, PODZIWIAJ KOŚCI POLICZKOWE, TO DOPIERO KOŚCI JAK MADAFAKA *___*





Tymczasem martwię się o siebie i innych.
Bardzo.
Wy sobie kurwa siedzicie w domkach, jeden mnie kurwa w chuja robi, wiem to, drugi pewnie film ogląda i za niedługo zrobi sobie kolejny nieśmieszny bo chujowy opis, jeszcze inny każe mi pokazywać cycki, kolejny napierdala o czymś bez sensu bo w sumie go nie słucham bo mam  go dosyć, z kolei moje koleżanki - jedna zaginęła w akcji, inna napierdala ciągle o tym samym, kolejna myśli że jest fajna, a reszty nie ma!?


Do tego na asku THEY WANT TO WATCH ME SMOKING, srsly?!
Wiem że fajnie palę, ale bez przesady, mweheheh skromniś <3




tak też umiem!



Właśnie sie dowiedziałam że jestem piękna a ktoś inny chce ze mną spać, musiałam to napisać, bo ten dzień jest tak zjebany że aż śmieszny :D

znalazłam na środku pokoju mój paragon z imprezy "2 x wódka czysta de lux" hahahah
przypał goni przypał galopem (świńskim)



ale w sumie to dziękuję bo leję po ziemi:





hhahhhahhahahaahah


I nagle życie nabrało sesnu.
Ps. znowu mam fazę na pewnego kudłacza, wszystko przez zdjęcia na komputerze.
I ma ładny uśmiech i fajnie się śmieje....
Chociaż w sumie nie wiem, bo:


hahahhaah



Lol, lubię robić z siebie głupka na blogspocie.!!!!!


Ps. Jarajcie się ze mną JUSTICE, tym razem wstawię coś innego niż Genesis, bo tamto już do porzygu pokatowałam <3
A to jest wyjątkowe, bo mam to na ich Live na komputerze, REMIX METALLICY <3







DOBRA DZIUBASKI, muszę lecieć bo za dużo się dzieje
ps. napiszę wkrótce
IDE NA FAJE HEHHEHEEH























piątek, 25 stycznia 2013

Double Talkin' Jive



Wróciłam.


No to tego, mleko.


Miałam wenę, teraz nie wiem co pisać.
Życie mija mi na byciu cwelem i marudzeniu że nic mi się nie udaje.
W zasadzie to prawda, ale chciałabym żeby ten wpis jak każdy tutaj był trochę bardziej funny niż gdziekolwiek indziej gdzie mam możliwość wylewania swoich derpiastych przemyśleń na komputer.
Hehe.

No więc, siedzę, wpierdalam ciastka, słucham Metalki i obmyślam plan jak wciąż na nowo udupiać kuzynkę która nie wiem za jakie grzechy przyjechała na ferie, takie gówno w pierwszej klasie co drze sie na cały dom że pomalowała kucyka na różowo, albo ucieka przede mną, bo już 3 razy leżała ryjem w podłodze jak koło mnie przechodziła (ah te moje nogi) a wczoraj wieczorem spała jak zabita bo zamiast tabletki na kaszel nafaszerowałam ją melatoniną, mmmm ^^





hahah, także tego, różowy mózg popierdala właśnie naskarżyć że rzuciłam w nią ciastkiem mówiąc że to Złośliwa Choinka :D


Do rzeczy.

Odkąd pisałam tu ostatni raz, niezdrowo wiele się zmieniło.
Mam nowego kota którego nie lubię, bo Wacław zaginął w akcji na śmierć i życie, oddałam mu hołd, minuta ciszy i inne takie, a teraz moje życie wróciło do normy i zaczynam, tzn już od prawie 3 miesięcy zaczynam, zaprzyjaźniać się z Tościsławą, która jest kotem, więc nie wiem dlaczego nazywa się Tosia.
Ogólnie to ma galaxy oczy:



... i da się, naprawdę da się z nią w miarę pogadać i porobić z nią sweet focie:




... a nawet ma poczucie humoru, gdy się ją obudzi, albo przeszkodzi jej się gdy sra do kuwety!







Więc sobie tak z Tośćkiem żyjemy, nie lubimy się, drapiemy, fukamy a potem ze zmęczenia zasypiamy a potem gonię ją z preparatem na wszy i pchły .____.


Tyle o kocie, bo jeszcze tyle ciekawych rzeczy mam zamiar powiedzieć.
Co jeszcze?
W lutym, czyli już niedługo, dokładnie 13-tego lutego jadę sobie do Katowic na Slasha
w co nie mogę uwierzyć że zobaczę tego jebanego kudłacza na jebane oczy <3




... tak, to ja <33

Jesu, nie wyobrażam sobie, a jak mi zagra solówkę ze Sweet Childa to chyba UMRE, UMREEEE CHUJE MUJE DZIKIE WĘŻEEE <333

Srające koty na pustyni, staniki na scenę, nadchodzimy (z moim Mikołajem, Nowakiem, Karolinkiem i INNYMI.) hhahahaha człowiek skurwiel.








mrau, do zobaczenia w Spodku <3


. . .



Ogólnie to prowadzę "życie na przypale".
Jestem taka śmieszna bo nie boję się nawet palenia przez okno w swoim pokoju co kończy się opierdolem życia i innymi takimi, ale jest klawo, szczególnie domówka z Karolinciakiem wczoraj która mniej więcej skończyła sie tak:



... wiem, mam wyjść, ale knur w kieszeni i Tutenhamon to dla mnie za dużo hahahaha.





:D :D:D :D:D: D: :D: D: D:D:



Ruszyło jedno z moich marzeń - z e s p ó ł
Ogólnie mamy problemy wszyscy, sami ze sobą, bo są w tym zespole sami psychopaci, downy, despoci i zgryźliwi hahahahah
Dlatego jeszcze nic nam nigdy dobrze nie wyszło, nic nie osiągnęliśmy a próby są rzadziej niż wychodzę z domu (taki żart, ale prawie).



psychopata



despota



zgryźliwiec



down



także  omcia wiadomcia, chujowo! :D
ps, nie, kłamałam, jest zajebiście, dla mnie to naprawdę spełnienie marzeń, nawet w takiej postaci jak jest teraz.
Bardzo love pomimo nienormalności <333



tak się nienawidzimy



tak udaję że umiem 



prawie pełen skład debili



stare próbowe :>



szef



nasze dzieło



LUBIĘ



moje maleństwo



to nam się udało, hehehe



No to tyle o zespole.
Mam ostatni dzień ferii, taki prawdziwy, bo ogolnie jest piątek i przede mną weekend.
To były chujowe ferie.
Chujowe, ale przez jeden dzień było tak w chuj fajnie.
Robiłam wszystko żeby jak najwięcej czasu spędzić z przyjaciółmi.
Ps. kocham sweet focie:



# z Ajszą



# z Hudsonem



# z Karolinką



# z Marją



# z Barbrą


Hehehe.
Jestem ostatnio jakaś nieporadna, nie wiem, wszystko mi leci z łap
muszę tyyyyyleee rzeczy zrobić....
nie ważne.

Chcę już Open'era, może Jackie przyjedzie.
Będzie Arctic Monkeys i Alex, czujecie tooooo ?!




<333



Blur, i QOTSA i Maria Peszek i Tame Impala i nawet Rihanna, ahaaaaa ;o


...


Wczoraj oglądałam przez 2 godziny żubry, jakie to jest w chuj wciągajace xD
Ale przyszły dziki i zrobiły rozrubę, co za emocje były, boże, przyszedł też jeleń i zakurwił rogami na dziki, przegonił je ale potem przez 15 minut nic nie przychodziło, a w końcu znowu przyszły dziki.
POLECAM NA NUDĘ, PATRICE WHITE:

puszcza Bialowieska >>> 
nadleśnictwo Strzałowo >>>



... tak było !!! ;c







Tymczasem wiesz Paul, nie martw się.
Kiedyś jej wyjebię, ale jeszcze nie dzisiaj.
Miałam sen.
A ty sam jej się nie obawiaj bo jest za mała na fikanie.



hahaha nudzi mi się




Nooo.
Chyba kończę bo THIS POST GAVE MA A CANCER.






ps. KOCHAM STAREGO SPIDERMANA, KOCHAM GO TAK W CHUJ BARDZO <3











IDE SOBIE BO MNIE RÓŻOWE MONSTRUM GRYZIE W NOGĘ CO SIĘ ŹLE SKOŃCZY
PRZYDUPASY

:*