ale to zaraz.
ps,. nauczyłam się robić ruchome obrazki, teraz będę nimi srała tutaj na blogspocie heuheueheueheu
.... dobra, nie udał mi się, chciałam żeby ruchał bass.
Daaa pruts pu tssss !! :D
(Karolina <3)
Haha kocham kawy u Karoliny.
A lekcje łaciny ssą.
Pierwszy dzień szkoły mnie natchnął huhuhu.
Napisałam dla was coś wyjątkowego dla mnie, nie wiem czy takie coś wam się spodoba.....
Nudziło mi się, ale z pozdrowieniami dla Hudsona, Caroline i Nowaka:
'' "Słońce. Słońce, słońce, słońce, kurewskie dziurawe rolety, szmaty, gówna. Za grosz przemyślenia. No kurwa za grosz."
Caroline na wpół przytomna usiadła na łóżku i złapała się za głowę którą przeszył ból. Rozejrzała się po pokoju (jeśli można było nazwać pokojem pomieszczenie w którym się znajdowała). Co się tutaj działo. Ona i reszta jej zespołu byli w L.A. od niecałego miesiąca. "Spełniali marzenia". Niestety szybko przestała ich jarać wizja podbijania tego zapchlonego miejsca, gdzie samo dostanie się było drogą przez mękę. Teraz żyli pod kreską i "na kreskach", jeden pies, nie mieli za wiele pieniędzy, a właściwie to nie mieli w sumie nic oprócz siebie samych. Cudem znaleźli miejsce do "zamieszkania", podsunięte na lotnisku przez młodego muzyka, takiego jak oni, mieszkającego kilka... metrów dalej. To wszystko przypominało jeden wielki squat, a właściwie to nim było, tyle że zespół wybrał sobie miejsce jak najbardziej zagłębione w ziemi, co można nazwać piwnicą czy sama nie wiem czym, ale było tu przynajmniej chłodno, gdy na dworze temperatura rosła do około 40 C. Dni płynęły wolno, właściwie tylko na szukaniu miejsca do grania za parę groszy, a głównie to na piciu, ćpaniu, jaraniu i innych takich, no wiadomo, typowo rock'n'roll'owych rzeczy o których się marzy będąc nastolatkiem....
Dziewczyna wstała i chwiejnym krokiem podeszła do okna. Zdarła z niego szmaty służące za zasłony i otwarła najszerzej jak się dało. Na stole, czyli kawałku wielkiej dechy na kilku cegłach, leżała ostatnia puszka czegoś normalnego, czegoś w rodzaju colopodobnego gówna z napisem "cherry coke", bez zastanowienia ją otwarła i opróżniła zawartość w kilka sekund. Zgniotła w rękach puszkę i rozejrzała się za... koszem?! Niee, raczej za obiektem - celem jej rzutu. Po co bowiem szukać kosza jak całe to pomieszczenie trochę przypomina wielki kosz. Znalazła! Uniosła rękę z puszką w górę i udając że celuje piłką do koszykówki, wymierzyła perfekcyjny rzut w wystający zza koca tyłek w skórzanych rurkach.
- Proszeeee paaaaństwaaaa, Caroline Van Der Izzy rzut za 10 pkt, gratulacjeeee! - wydarła się i uśmiechnęła szeroko czekając na jakąkolwiek reakcję ze strony jej celu (której się nie doczekała). Westchnęła ciężko i podeszła do właścicielki skórzanych portek. Stała nad nią chwilę po czym z maksymalną ilością chamskości zdarła z niej brązowo żółty koc i zaśmiała się triumfalnie:
- Panno White, zapomniałaś przebrać się w piżamkę. Cześć, Hudson.
Hudson pokazał mi faka, a White spojrzała na mnie jednym okiem.
- Dajże, kurwa, spokój - jęknęła pokrzywdzona dziewczyna i wtuliła się w... Zaraz, to nie koc, co to kurwa jest?!
- Uuuu, alkohol wam nie służy - uśmiechnęła się Caroline puszczając oczko do zmieszanej Patrice i skierowała swe kroki w głąb tak zwanego przez nich śmiesznie "Hellhouse'u", wzorując się na starych dobrych Gunsach. Szła rozglądajac się po syfie, słysząc za sobą taką samą rozmowę Patrice i Hudsona, jak prawie każdego dnia rano:
- Co ty tu kurwa robisz ?!
- No właśnie, co ja tu kurwa robie, a właściwie co Ty tu robisz, ze mną?!
- Ja?! To jest mój kąt do spania, twój jest obok cwelu!
- Obok? Gdzie twoim zacnym zdaniem jest "obok" ?! Na kurewskiej "szafie"?!
- Dobrze wiedzieć że mamy za mały DOM.
- Dla Ciebie i dla mnie razem, zdecydowanie za mały.
- Masz rację, nie pomieścimy się, spierdalaj
- Sama spierdalaj, w ogóle to teraz już wiem czemu w nocy nie czułem nogi, bo się na mnie uwaliłaś, a ważysz ze sto ton jak nic.
- Za to ty biedactwo tak głodujesz że twoje biodro przebiło mi płuco, żegnam.
- Tss, idiotka.
- Pedał.
- Pobudka, śpiąca królewno - Caroline potargała ciemne, trochę miedziane niczym Axlowe włosy okrytej szczelnie kilkoma kocami dziewczynie, która cicho pisnęła kiedy tamta ją dotknęła. Caroline poszła dalej, otwarła "drzwi" (czytaj: płytę zastawioną betonowym bloczkiem) i wyszła na korytarz. Zamierzała skoczyć do sklepu, ale nie dotarła.
- Cześć Sid, gdzie twoja Nancy? - zapytała krótko obciętego punkowca idącego w stronę swojego mieszkanka.
- O, siema Camille, jak leci? - odpowiedział zaszczycając ją swoim rozbieganym po fecie wzrokiem.
- Caroline jestem. - odparła sucho, opierając się ramieniem o framugę swoich drzwi.
- A tak, faktycznie, sorki. No więc... Niech stracę. Chodź, zapraszam Cię z... Nancy.... na coś dobrego!
- Tak z rana...?
- Każda pora dobra....
- "YOLO".
***
Patrice White Van Der Duff, usiadła po turecku przy stole, właśnie wygrała walkę ze swoim najlepszym przyjacielem o najlepsze miejsce do spania - było ono najdalej drzwi (instynkt podpowiadał jej że blisko nich czai się niebezpieczeństwo), koło komina (w chłodniejsze dni będzie ciepło, jak jakiś dexter wpadnie na pomysł rozpalenia ognia, aha, no i to nie będzie raczej ona sama), a do tego były tutaj zapasy wszystkiego co dobre, no i wygodny stoliczek, szafa z ubraniami (czyli kąt "pokoju"), a do tego małe okno, co znaczy że w nocy jest ciemno i można spać prawie tak dobrze jak w domu, no wspaniale wręcz. Przeczesała ręką dawno nie czesane przez grzebień włosy, wyciągnęła z kieszeni zapalniczkę i odgarniając jednym zamaszystym ruchem ręki wszystko ze stołu, znalazła swoje maleństwa. Z czułością wysunęła z paczki szluga i wsadziła go do ust. Z gracją godną Duffa McKagana podpaliła sobie fajkę i przymknęła oczy. "Co za cudowny nowy dzień" - pomyślała i naprawdę tak myślała. Kochała to miejsce. Delikatnie się uśmiechając wzięła do ręki oglądane już 333 razy limitowane wydanie "Rolling Stone" i przeglądała zdjęcia.
Nagle rzuciła w kąt gazetę i szybko podbiegła do starego odtwarzacza i wygrzebała spod śmieci nieśmiertelną płytkę Metallicy, którą z wieeeelką rozkoszą zapuściła na maxa podkręcając głośność (nie pytajcie mnie skąd tam prąd, nie wiem, to za trudne na moją logikę).
"No i kurwa jak w domu!" - z zadowoleniem strzepnęła popiół do czarnej popielniczki Marlboro i rozłożyła się na swoim kocyku.
- Kurwa, ścisz to idiotko na łeb pierdolnięta - usłyszała Hudsona z pomieszczenia obok.
- Jeb się cwelu - odpowiedziała z zamkniętymi oczami i uroczym uśmiechem.
- Bo tam przyjdę.
- Chodź kochanie, nie mogę się doczekać, I'm ready, sweetheart!
- W chuj śmieszne kurwa.
- Wiem. A teraz spierdalaj bo delektuję się chwilą.
Wyrzuciła peta przez okno, no dobra, nie dorzuciła i reszta fajki spadła pod ścianę pokoju, ale kogo to obchodziło?! Stwierdziwszy że boli ją głowa, ułożyła się na specjalnie uformowanym kocu-poduszce i postanowiła spać. Niedługo potem, kiedy udało jej się nabrać wszystkich na swój żart ze spaniem, udając że śpi, przyglądała się po cichu swemu najlepszemu przyjacielowi i wiedziała że zaraz znowu będzie musiała go jakoś zaatakować (ps. kochali się kłócić).
- Nie dotykaj moich fajek. - zaczęła widząc jak Hudson grzebiąc w "szafie" zrzuca jedną z paczek z drewnianej deski na beton.
- Pojebało cię, nie dotykam.....
White zaczęła się śmiać jak idiotka, sama nie wiedziała z czego, ale miała tak często, będąc tak kurewsko szczęśliwa z racji spełnienia marzeń o L.A., chociażby tutaj, na squacie, ale najważniejsze że z.... oczywiście z zespołem.
- Czego się pizgasz? - spytał Hudson i przyjebał jej z koszulki z logiem Billy Talent (Caroline?!).
- Bo jesteś kurwa zabawny! - odpowiedziała zwijając się ze śmiechu na swoim nieciekawym kocu.
- Ja? Zabawny? - chłopak podszedł do niej i wrogo mierząc ją spojrzeniem którego nie widziała zza włosów, uwalił się obok niej.
- No a nie? Hahaha, ja pierdole. - Patrice odwróciła się do niego tyłem śmiejąc się do brudnej ściany. Oboje zaczęli się pizgać jak idioci.
- No eeej - dźgnął ją w nogę a ta od razu się odwróciła z zamiarem oddania.
- Nie dotykaj mnie! - warknęła mordując go wzrokiem.
- Nie mam zamiaru.... Ej... - zaczął po chwili zamyślony.
- Co?
- Daliśmy radę, wiesz?
- Ale z czym? - spytała wpatrując się w jego... włosy, bo oczu już prawie nie miał.
- No wiesz. Z naszymi marzeniami. Jesteśmy w tym kurewskim L.A. Wierzysz w to?
Patrice uśmiechnęła się szczęśliwie, (a nawet przeszczęśliwie) i przytuliła się mocno do Kudłatego Człowieka.
- Wiem Hudson, wiem.
***
- Taki... kurwea... oo chuuuj... - rzekła Caroline leżąc na stole dwójki zdrowo pojebanych Punków.
- Jestę Viciousę - powiedział chłopak i kopnął stojące obok krzesło, takie prawdziwe krzesło, wow.
- Nie kurwa nie... nie.. nie pierdol - powiedziała niewyraźnie Caroline mówiąc do stołu.
- Umiem... Umiem wszystko! Wygram życie! - darł się chłopak.
- Stól pysk sieroto.....
- Jestem Sid, mnie się kurwa... mnie... nie zatrzymasz!
- Nawet basu w ręce nie miałeś.....
- Ukradnę wam, co ja sie kurwa będę z wami pierdolił, ukradnę wam wasz bass, wasz piec i waszą basistkę heuehuehuehueheuheueheu
- Uważaj..... Bo.. Bo Ci kurwa pozwoli..... Bo Ci wszyscy na to pozwolimy.... Jeb się pierdolony ćpunie......
- Chcę mieć bass!
- To sobie kup, stać cię, tyle ludzi okradłeś....
- Ja nigdy nie kupuję! Dacie mi pograć?? Za te wszystkie prochy? Błagam was, tylko trochę a jak mi się spodoba to....
- To co?
- To kurwa nie wiem..... Zarobię na swój własny!
- Wiesz, jesteś dobrym chłopakiem, lubię Cię....
- To wszystko zasługa mojej siostry, gdyby nie ona, byłbym tak kurewsko na dnie, jak wy teraz.
- Dzięki stary..... Gdzie ona jest?
- Nancy...? Chuj ją wie. Rzyga do kibla, słyszysz?
- Muszę już iść Sid, miło było cię.... odwiedzić. Pozdrów rzygajacą. Wpadnij kiedyś pograć na tym basie.
- Mogę teraz? Proooooooooooooooooooooszęęęęęęęęęęęę!
- Nie, lepiej.... nie... teraz idź coś rozpierdolić bo masz za dużo energii, do widzenia zjebie.
- Pa... Camille.
***
"I see you standin' there,
you think you're so cool...
Why don't you just...
FUCK OFF !"
... Wydarła Caroline razem z Duffiątkiem White do jednego, starego mikrofonu, pokazując faka do ściany (White'owy fak zjechał troszkę na gitarzystę, ale tylko troszeczkę...).
Próba jak każda inna, na rozgrzewkę Gunsi, Metallica, AC/DC a potem swoje, jakże twórcze po litrach Danielsa utwory pisane na pudełkach od pizzy (śmiesznie się zamawia pizzę do squatu heuehuehuhe). Nowak Van Der BB Axl, rytmiczna zespołu, przyglądała się im wszystkim w zamyśleniu i z bolącą głową, oczywiście. Jak zwykle zmartwiło ją to że perkmana znowu nie ma, ale przywykła wszyscy przywykli (hahahahaahhaahhaha). Rozbawiła ją dzisiejsza fryzura ich Duffa przez co się pomyliła i zgubiła rytm. Niezależnie co myśleli sobie inni, to i tak zespołowy Duff zaczął się śmiać jak debil pytając głupawo "co?". BB westchnęła, machnęła na nią (niego.) ręką i zarządziła powtórzenie riffu. Hudson zdawał się być załamany poziomem prób, ale dawno tego nie mówił. Szło nam nieźle, w porównaniu z latami wstecz to O PANIE.
- Dobra, to od G - zarządził nerwowo i powtórzył riff przechodząc po chwili do skomplikowanej solówki. Rytmicznej udało się nie roześmiać, a Duff nie zgubił rytmu, o dziwo, pomimo tępego gapienia się w gita... gitarę oczywiście.
Caroline mając wolne od wokalu kiedy inni się produkowali najbardziej, podeszła do White, wyciągnęła jej z ust fajkę i sama odpaliła od niej swoją. Wszyscy, no prawie wszyscy, długo ćwiczyli efektowne granie z fajką w ryju, ale udało się, byli już mistrzami. Próby trwały długo, właściwie cały ich dzień, oprócz picia i palenia i szukania miejsca do zagrania, to była jedna wielka próba. Duffiasta zapierdalała z przewieszonym przez ramię basem po całym mieszkanku dogrywała do swojego śpiewu z zacieszem darąc się "Flash before my eyes, now it's time to die!! Oh, PLASTIK FOR MAJ AJS, uhuhuhuhuhhuhuhuh ahhahaa heuehueheueh, MASTER, PLASTER, Wellllll.... PAINT MY HOUSE!!!"
(niee, nie zmieniła się od czasów nastolatki):
Hudson z reguły strasznie dużo myślał i nie był zbyt wesoły, dopracowywał najmniejsze szczegóły utworów, każdą solóweczkę, każe przejsćie, wszystko, co z każdym łykiem Danielsa było coraz prostsze, a na końcu perfekcyjne (kiedy wydawało mu się że trafia w struny <ok>)
BB Axl gadała zazwyczaj z Dzieckiem Słońca (White) albo sama uczyła sie czegoś nowego na gitarze, za to Caroline lubiła znikać i wracać jakaś nieobecna i rozczochrana, zaszczycając zespół od czasu do czasu swoim "nie."
...za to wspominany wcześniej perkusista, ta tajemnicza postać, bywał w Hellhousie tak często jak to tylko było konieczne, co znaczy że tylko po to by dać znak że żyje, więc w sumie zespół nie miał perkusisty, dlatego rozważał poszukanie nowego, na terenie L.A.
Zapowiada się ciekawe, baaardzo ciekawe życie. ''
c.d.n ?!
Boję się co będzie dalej, bo mi się spodobało. Hahahahaah.
zrobię sobie taką fryzurę
:D













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz