[ Slash ]
Minęły jakieś dwa tygodnie od naszego przyjazdu do L.A. Cudownie nam się żyło, piło, ćpało, imprezowało, paliło, wszystko na raz. Już zaczynałem czuć że tutaj należę. Budziłem się rano i nie mogłem uwierzyć w swoje szczęście. Miałem ostatnio fazę na wstawanie jako pierwszy. Chodziłem do sklepu po fajki dla mnie i Duffowej, cieszyłem się Kalifornijskim słońcem. Wieczorami zawsze jakieś najby, bary, koncerty, czasem dziwki. Przede wszystkim jednak w końcu zaczynało powstawać coś na wzór zespołu. Dużo grywałem w ciszy po nocach. Nie spałem, w nocy myślałem nad nowymi riffami, często za dwóch, bo w głowie słyszałem od razu jak powinien do danego riffu brzmieć bass. Pracowaliśmy solidnie nad nowymi kawałkami. Nie wychodziło nam z początku za dobrze, ale było coraz lepiej i lepiej i wkrótce mieliśmy mieć już mały zarys czegoś, z czego można by zrobić płytę. Duffowa solidnie pracowała nad tekstami o alkoholu (uparła się że napisze piosenkę o Nightrainie, ale wszyscy ją wyśmialiśmy). Ja zbierałem na nową gitarę, nie lubiłem już mojego strata, marzył mi się jakiś LP. Izzy i Axl wiedli dziwne życie, szczególnie ten pierwszy to totalnie pokręcony chłopak. Ostatnio zaczął sprowadzać na popijawy do domu jakiegoś wesołego typka co ponoć gra na perkusji. To miała być taka aluzja do tego żeby go przygarnąć, bo jest to grajek z jego byłego zespołu. Udało się mu, bo dzisiaj ma się odbyć pierwsza próba z jego udziałem, gdzieś u niego w domu. Pieprzony dupek mieszkał z rodzicami i miał dom. Nie wiem co o nim myślę, trochę mnie denerwuje i w zasadzie to nawet jest podobny do Duffowej. Z resztą już zaczęli się dogadywać. Jak takie dwa pojeby. God why.
[ Duffowa ]
Wesoło się uśmiechając, niosąc futerał z basem, szłam sobie pomiędzy moimi chłopakami i skakałam i paliłam tony fajek. Miałam zajebisty humor. Szliśmy do Stevena na próbę. Strasznie go polubiłam, był tak bardzo popierdolony. Trochę jak ja.
- Czego się tak cieszysz co? - spytał mnie Axl i szturchnął zaczepnie.
- A nie mogę? Nie mogę cieszyć się że mamy już pełny skład? - spytałam wesoło i objęłam wolną ręką Axla za szyję.
- Jeszcze nie mamy pełnego.... - mruknął Slash, a ja zmierzyłam go pretensjonalnie wzrokiem i momentalnie opuściłam Axla na rzecz mojego kudłatego człowieka.
- Powiedz mi - zaczęłam - Dlaczego ty tak bardzo nie lubisz Stevena?
- Nie mówię że go nie lubię... Jest dość osobliwy. Szczerzy się jak koń.
Chłopcy cicho zaśmiali się na te słowa, a ja pohamowałam uśmiech i mówiłam dalej:
- Ale co ci to przeszkadza? Dobrze że jest wesoły. Przynajmniej nie jest taki okropny jak ty - rzuciłam i trzepnęłam mu przez łeb. Odpowiedział coś cicho i uśmiechnął się do mnie, ale ja poleciałam wesoło do przodu, by po chwili znów móc zawrócić. Chwyciłam Izzyego za ramię i zaczęłam opowiadać mu o moich wizjach dalszego życia w L.A., o koncertowaniu i naszym lekkomyślnym życiu. Brunet, jak zawsze, uśmiechnął się tylko szeroko i odwrócił wzrok.
- Jesteś cholernie popierdolona, ale cię uwielbiam. - powiedział śmiejąc się ze mnie.
- No, ja ciebie też. I strasznie dobrze piszesz. Lubię cię słuchać. - nawijałam zawstydzając pana Stradlina.
- Bardzo publiczne wyznania. I dziękuję. A tak w ogóle, to co ty możesz wiedzieć o moim pisaniu - odparł i obrzucił mnie leniwym spojrzeniem.
- Powiedzmy, że.... Powiedzmy że kiedyś zostawiłeś swoje "notatki" na kanapie, służącej mi i Hudsonowi za łóżko. Masz talent, Stradlin. - poklepałam go po ramieniu i uśmiechnęłam się pełna dumy.
- Mała... Co ty wiesz... - powiedział wymijająco i kręcąc z niedowierzaniem głową.
- Wiem dużo, jeszcze mnie nie doceniasz.
Dalej szliśmy w milczeniu a w końcu skręciliśmy w jakąś całkiem uroczą uliczkę z małymi domkami i stanęliśmy przed białym płotem za którym stał mały, szary dom.
- To tutaj - powiedział Axl i podrapał się po rudym łbie, kładąc na chwilę na ziemi "mój" wzmacniacz, który zaoferował się nieść.
- No to dalej, wchodzimy! - rzuciłam zniecierpliwiona i przelazłam przez uliczkę. Popędziłam szybko do drzwi i wcisnęłam dzwonek. Albo mi się wydawało, albo Hudson ciężko westchnął.
Nagle drzwi się otwarły i już chciałam rzucić się na szyję kudłatemu perkusiście, kiedy otwarła jakaś starsza kobieta.
- Yyy.... - zająknęłam się.
- Dzień dobry - powiedziała ciepło - Wejdźcie...
Chciała coś jeszcze powiedzieć ale w drzwiach stanął nagle Steven powtarzając w kółko:
- Mamo, już możesz isć, dzięki, mamo, naprawdę, mamo...
Przez chwilę trwała między nimi kłótnia o to kto wprowadzi gości do domu, ale w końcu kobieta lekko urażona udała się w głąb domu i zniknęła za rogiem.
- Cześć - powiedział wesoło Steven i szeroko się uśmiechnął.
- Hej - przytuliłam się do niego mocno a on zaprosił gestem chłopaków żeby weszli do środka. Każdemu podał rękę, tylko Hudson coś niemarwo podał swoją, jakby wcale tego nie chciał.
- Cieszę się że przyszliście, tutaj jest mój pokój, ja pójdę po coś do picia - mówił Steven niepewnym tonem.
- Ja ci pomogę - zaoferowałam się i pociągnęłam go w prawą stronę.
- Tam - odparł Adler z wielkim uśmiecham i zawrócił mnie w przeciwnym kierunku.
- Tak też myślałam. - odpowiedziałam głupawo, ale chłopak zaczął się z tego śmiać, dziwne.
Skręciliśmy za róg i weszliśmy do małej, kwadratowej kuchni połączonej jedną ścianą z pokojem gościnnym.
- Nie mogłem się doczekać tej próby. - powiedział i posłał mi wielki uśmiech.
- Ja też nie - odpowiedziałam mu uśmiechem i przez chwilę jeszcze staliśmy tak uśmiechając się do siebie, po czym nagle Steven westchnął i zniknął pod kuchennym blatem.
- Na co masz ochotę? Browar? Wódka? Nightrain?
- Nightrain - powiedziałam szybko nie odrywając wzroku od rozczochranej fryzury perkusisty.
- Dobraa... A jak myślisz na co inni? Chociaż akurat Nightrain jest tylko jeden. - blondyn odwrócił się do mnie i podał mi butelkę jak zwykle z uśmiechem.
- Dzięki. Nie wiem, weźmy browary, pomogę ci - powiedziałam i wzięłam do rąk trzy puszki, starając się nie wypuścić Nightraina.
- Okeeej, to idziemy.
Idąc z powrotem do pokoju Stevena, na cały dom rozległo się walenie w bębny. Pchnęłam ostrożnie biodrem drzwi i zobaczyłam Izzyego w pełnym skupieniu grającego jakiś prosty rytm.
- Wow, multiinstrumentalista jebany się znalazł, kurwa - powiedziałam i mrugnęłam do bruneta który uraczył mnie wyniosłym spojrzeniem.
- Co tam macie? - zainteresował się Axl wstając z kanapy i wyrywając mi z ręki puszkę browara.
- Odwal się, może nie dla ciebie? - powiedziałam lekko się uśmiechając i kładąc dobytek na małej szafce nocnej.
- Chcesz się kłócić? - rudzielec szturchnął mnie zaczepnie w ramię.
- Nie, chcę się napić. - powiedziałam wymijająco i usiadłam obok zrezygnowanego Hudsona podając mu jego część dobytku.
- Czemu masz Nightraina, ja też chce - powiedział i zrobił smutną minkę.
- Możemy wypić na pół - przytuliłam się do niego i leżąc mu na ramieniu otwarłam zębami butelkę. Pociągnęłam kilka łyków i podałam Hudsonowi który wciąż bacznie wodził wzrokiem za Stevenem.
- Powiesz mi co jest nie tak? - spytałam na tyle cicho, żeby perkusja zagłuszyła moje słowa i również spojrzałam na Stevena który najwidoczniej patrzył na mnie, bo nasze spojrzenia się spotkały i znów szeroko się wyszczerzył.
- To. - mruknął cicho i znowu się napił.
- Co "to"? - spytałam i odebrałam mu butelkę.
- No jego ryj.
- Naprawdę o to chodzi?
- No a o co.... Po prostu....
- Oj on jest naprawdę zajebisty, zobaczysz, polubisz go, na pewno.
- Taa...
Chwilę siedzieliśmy w milczeniu i obserwowaliśmy jak Izzy gra. Axl gadał ze Stevenem odnośnie jego możliwego grania z nami w zespole. Dopiłam Nightraina i wstałam po browara.
- Chcesz? - spytałam Hudsona a ten pokiwał głową i złapał puszkę, po czym zaczął grzebać w kieszeni swojej koszuli wynajdując fajki. Już miał odpalić kiedy dopadł go Steven.
- Saul, proszę, yyy, tam jest balkon, matka mnie zabije jak będzie jebało fajami w całym domu, przepraszam, ale to nie jest moja wina, ona ma astmę i już raz wyrzuciła mnie z domu za palenie.
Hudson patrzył na blondyna szeroko otwartymi oczami a ja już wiedziałam że w każdej chwili może rozpętać się piekło.
- Słucham? - spytał Hudson z niedowierzaniem.
- Proszę. Tylko o to was proszę żebyście palili na dworze, błagam. - posłał wszystkim dookoła nieśmiały, trochę zmieszany uśmiech i zmierzwił sobie nerwowo włosy. Bałam się że Hudson mu przypierdoli, ale zaskoczył mnie.
- Dobra. Gdzie do chuja jest ten balkon. - mruknął i rozejrzał się po pokoju.
- Tam jak wyjdziesz z mojego pokoju to po lewej stronie - wskazał Steven na drzwi i poszedł mu je otworzyć.
- Taa. A tak w ogóle to mów mi Slash, bo Saul brzmi chujowo.
- Dobra, Slash, no i dzięki.
Hudson wyszedł trzaskając drzwiami, zostawiając nas w nieco napiętej atmosferze. Izzy już dawno przestał grać przyglądając się wydarzeniom, a Axl nerwowo przemieszczał się gadając coś do siebie. Po chwili jednak brunet zakaszlnął znacząco i powiedział:
- Noo dooobra, to może Steven zagrasz coś, tak na rozładowanie atmosfery?
- Super! - Adler znów wyszczerzył się po swojemu i zamienił się miejscem z Izzym. Zaczął grać jakiś rytm, po chwili wyłapałam że jest to "Seek & Destroy" Metallicy, której ostatnio dość sporo słuchaliśmy w domu na starym adapterze Izzyego. Po kilku minutach wrócił Slash i krytycznym okiem przyglądał się grze blondyna, oparty o futrynę drzwi. Kiedy Steven skończył, pochwaliłam jego wyczyn i spojrzałam na Hudsona. Ten sięgnął tylko do swojego futerału i zaczął wygrzebywać gitarę.
- No dobra, to może czas żebyśmy pokazali Stevenowi cośmy nastwarzali, co? - spytałam i również zaczełam wyciągać swoją gitarę.
- Luz - powiedział Izzy i poszedł w nasze ślady.
Minęło dość sporo czasu kiedy wszyscy się podłączyli i zaczęli jamować, na początku Steven dogrywał do naszych jamów, potem zaczęliśmy grać na poważnie. Hudson zaczął pierwsze riffy "Crash Diet", weszłam z basem, Axl z wokalem. Jak zwykle bawiło mnie to jego darcie mordy, ale wyszło całkiem nieźle. Zrobiliśmy kilka prób tego kawałka z różnymi rytmami perkusyjnymi aż w końcu jeden brzmiał idealnie.
- To jest wyjebane - powiedział Hudson i kazał Stevenowi powtórzyć rytm jeszcze raz. Pracowaliśmy nad tym ciężko z kilka godzin, z przerwami na faje i kolejne browary, ale w końcu można było powiedzieć że mieliśmy stworzony jeden utwór z perkusją.
- Kurwa, Steven, przynoś wódkę, mamy pierwszy kawałek - powiedziałam i odłożyłam bass, po czym padłam na kanapę, a Slash zaraz po mnie.
- Robi się! - Steven zasalutował i zniknął za drzwiami. Izzy usiadł pod ścianą a Axl wyjrzał przez okno.
- I co, tak źle? - spytałam Hudsona a ten uśmiechnął się do mnie.
- Nie. Było całkiem nieźle.
- Już go lubisz?
- Nie. Ale możliwie dobrze gra. - klepnął mnie w kolanie i dodał: - Idziesz ze mną na faję.
- Idę - zgodziłam się i wyszliśmy z pokoju, a na korytarzu wpadliśmy na Stevena.
- Faja? - zapytał wesoło.
- Chodź z nami - zaoferowałam a Hudson momentalnie odwrócił łeb, więc wiedziałam że to ostatnia rzecz której chce.
- Nie dzięki, później wyjdę - mrugnął do mnie porozumiewawczo i wszedł do swojego pokoju.
- Całe kurwa szczęście... - powiedział cicho Hudson.
- Ty skurwielu - zaśmiałam się i zaczęłam go zaczepnie dźgać w ramię.
- Chcesz wojny? Tutaj na korytarzu?
- A może lubię?
- Masz na mordzie?
- Jeb się milordzie?
- Chuj, haha, tak się nie bawimy - powiedział wesoło i rzucił się na mnie tak, że po chwili wiliśmy się w pozorowanej walce na ziemi. W pewnym momencie zaczełam śmiać się tak głośno, że Hudson zakrył mi usta dłonią.
- Cicho kobieto - szepnął i pociągnął mnie w górę, żebym wstała.
- Głupi jesteś Hudson, as fuck - zaśmiałam się i przeszłam przez drzwi balkonowe.
- Wiem. - odparł i poczęstował mnie fajką, którą później mi podpalił.
Przez jakiś czas staliśmy, paliliśmy i śmialiśmy się z byle czego. Bawiło mnie to że już trochę wypiłam a jeszcze tuż za ścianą czekała na nas wódka. Lubiłam wódkę, wódka mogłaby być mottem mojego życia. Nie wyobrażałam sobie, jak mogłam kiedyś być grzeczna, żyć sobie w Polsce i inne takie beznadziejne. Tutejsze życie nie mogło równać się z żadnym innym.
Dokończyliśmy nasze fajki i wróciliśmy do pokoju Stevena. W gruncie rzeczy wiedziałam że to dosyć grania na dzisiaj, teraz czekała nas tylko jedna wielka impreza. Wiedziałam też, że aby była wielka, musiałabym poniekąd rozkręcić ją ja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz