sobota, 23 marca 2013

V. Crazy Life

[ Duffowa ]


Nic mnie nie obchodziło, szłam sobie dumna przez ochrzczone wczoraj przez nas L.A., paliłam fajkę, ogrzewałam się w porannych promieniach Kalifornijskiego słońca. Gdy wstałam o 13:00, Izzyego już/jeszcze? nie było, a Axl i Hudson spali tak mocno że nie nawet moje śpiewanie ich nie obudziło. Z wczorajszego wieczora od pewnego momentu nie pamiętam nic, ale jestem wdzięczna komuś za to że znaleźliśmy się bezpiecznie w domu. "Dom". Jak to dziwnie brzmiało. Poniekąd podobało mi się tam, ale jednak wolałabym mieć z Hudsonem coś swojego, ale na to małe szanse. Axl z Izzym będą musieli nas jeszcze trochę przecierpieć. Axl na pewno się cieszy.... W końcu widzę jak na mnie patrzy. Izzy to dziwny człowiek, ale właśnie dlatego że jest taki intrygujący to ciągle mam niedosyt rozmów z nim. Za to sam Axl był dziki i nieobliczalny, ale lubiłam go obserwować. Czasami zachowywał się trochę jakby był niespełna rozumu, ale było to w nim całkiem urocze. Na tę myśl uśmiechnęłam się do siebie i wyrzuciłam peta skręcając za róg ulicy. Idąc tak i rozmyślając, dostrzegłam budkę telefoniczną na przeciwległym rogu ulicy. Podeszłam do niej i zmierzyłam ją spojrzeniem. Miałam coś do załatwienia. Zawahałam się i sięgnęłam do kieszeni. Miałam kilka drobnych. Niepewnie wsunęłam pieniążka do automatu i wykręciłam odpowiedni numer. Po dwóch sygnałach chciałam odłożyć słuchawkę i uciec, ale nagle rozległ się ciepły głos:
- Tak słucham?
Nie umiałam nic z siebie wydusić, ale wzięłam głębszy oddech i powiedziałam nieco grobowym tonem.
- Cześć mamo.
Teraz to po drugiej stronie nastała chwila ciszy, a potem drżący głos odpowiedział:
- P-Patrice?
- Tak, to ja.
- Ale... O mój Boże... Nie zdajesz chyba sobie sprawy z tego jak bardzo się o ciebie martwiliśmy, rozumiesz? Nie odezwałaś się, nie dawałaś znaku życia, wiesz co ja przeżywałam? Z resztą co wszyscy przeżywali nie mówiąc o rodzicach Saula....
- Mamo, ja przepraszam, wiem że okropnie się zachowałam czy też zachowaliśmy, ale tak wyszło...
- Mów gdzie jesteś!
- Na Sunset Strip...
- Gdzie?
- W Los Angeles, mamo, wiesz dobrze gdzie lecieliśmy....
- Boże... Tak daleko od domu.... Jak minęła podróż? Jak się macie? Gdzie mieszkacie? Co z pieniędzmi?
- Mamo... Wszystko jest w porządku... Dobrze się mamy... Mieszkamy u takich dwóch sympatycznych muzyków.... Pieniądze na razie są a wkrótce mam nadzieję że zaczniemy jakoś zarabiać..
- Muzyków? Dziecko... Jak ty tam sobie radzisz? Sama, tak daleko?!
- Nie jestem sama.
- A jak on się Tobą opiekuje?
- Dobrze. Mamo, naprawdę wszystko jest dobrze. Zaraz przerwie nam połączenie. Zadzwonię znowu za kilka dni...
- Ale....
- Pa mamo.
- Pa....
Odłożyłam słuchawkę i oparłam się o rozgrzaną szybę budki. Byłam nieco roztrzęsiona. Wyszłam poza budkę zapalić kolejnego papierosa, a gdy skończyłam go palić, bez wahania weszłam jeszcze raz do budki i wrzucając kasę, wykręciłam numer do Caroline.
- Słucham - odparła beznamiętnie.
- Dzień dobry, z tej strony pani Twoja Przyjaciółka z dalekiego L.A. dzwoni, mogę pani zająć chwilkę? - spytałam a na moich ustach zagościł od razu uśmiech.
- DUFF ?! TO NAPRAWDĘ TY ?! Jezu jak się cieszę że dzwonisz, nawet nie wiesz kurwa jak bardzo, miałaś zadzwonić przedwczoraj, miałam ci tyle do powiedzenia, a przede wszystkim ty miałaś mi tyle do powiedzenia, kurwa, nie, nie, tylko nie mów że dzwonisz z budki bo chyba umrę!
- Też się cieszę że cię słyszę fakersie, tak, z budki niestety. Wiesz, stoję sobie właśnie w owej budce na Sunset Strip, palę fajeczki i myślę o Tobie. Dzwoniłam przed chwilą do mamy...
- Dzwoniłaś? To dobrze, bo od dwóch dni wydzwania do mnie i pyta czy wiem czy żyjesz....
- Już załatwione. Ale trochę się nasłuchałam, haha.
- Spodziewam się. No ale szybko, mów jak tam jest, mów wszystko!
- A więc, dolecieliśmy sobie ładnie i od razu poszliśmy to oblać. Weszliśmy do klubu, najebaliśmy się trochę i zupełnie przypadkiem zagadałam do gitarzysty zespołu który występował na scenie. Okazało się, że razem z wokalistą mieliby dla nas propozycję, no i tak jakoś wyszło że mieszkamy sobie w czterech u nich w mieszkaniu.
- Naprawdę mieszkacie z jakimiś kolesiami z zespołu? O jezu, nawet mnie nie wkurwiaj, za dobrze macie!
- Mało tego, wczoraj był dopiero szalony dzień, poszliśmy do najzajebistszego klubu na Sunset i widzieliśmy na żywo koncert Mötley Crüe.
- Cooooo, niemożliwe, naprawdę ?!
- Mało tego. Prawie kręcę z basistą.
- Żartujesz sobie!
- Nie, naprawdę...
Nie dokończyłam bo automat nas rozłączył.
- Kurwa - warknęłam do siebie i po raz kolejny bez wahania wrzuciłam pieniążka i ponownie wykręciłam numer Caroline.
- Dobrze że kurwa dzwonisz, bo już myslałam że nigdy się nie dowiem co dalej! - powiedziała od razu dziewczyna i zamilkła.
- Też się ciesze, ale nie ważne, będę mówiła szybko. No więc wpadłam w oko Nikkiemu Sixxowi, obiecał mi że jak los zechce, to następnym razem jak na siebie wpadniemy to zapewni mi miły wieczór, haha. Do tego tu jest w ogóle cudownie!
- No nie wierzę, ty wariatko, zdechniesz tam marnie, kurwa! A co z tymi muzykami z którymi mieszkacie?
- Dzięki! Są nieźli, mówię ci, jeden z nich to taki prawdziwy artysta, gra na gitarze i w ogóle zachowuje się dość osobliwie, zupełnie jak ty! Drugi jest rudy, naprawdę, a do tego ma długie włosy, ale przysięgam ci że jest zajebisty i jaram się że z nim mieszkam. Wiesz, on śpiewa i ma najzajebistszy głos ever, wygląda i skrzeczy jak kura i w tej chwili nie ogarniam niesprawiedliwości losu że nie możesz tutaj ze mną być i tego wszystkiego widzieć i pojmować zajebistości tych ludzi i tego miejsca i... Caroline... Tęsknie tak bardzo. - wypowiadając ostatnie słowa w moich oczach wezbrały się łzy.
- To zajebiście.... Ja też bardzo tęsknie... Ale mam nadzieję że to się wkrótce zmieni....
- Co masz na myśli?
Połączenie znów zostało przerwane. Ze wściekłością walnęłam słuchawką w automat, a ta pękła.
- Ups.... - powiedziałam cicho i sięgnęłam do kieszeni. Wyciągnęłam z niej kilka drobniaków, ale z niezadowoleniem stwierdziłam że nie starczą mi one na kolejne połączenie. Westchnęłam i przeklnęłam po raz kolejny. Opuściłam z niesmakiem budkę i zawróciłam w kierunku domu. Weszłam do mieszkania i uwaliłam się na Hudsona, dosyć tego spania. Chłopak zamruczał coś niezrozumiale i zakrył głowę poduszką.
- Wstawaj, Slash - powiedziałam i wlzałam pod kołdrę przytulając się do niego, po czym zaczęłam łaskotać go po brzuchu na co od razu zareagował, wypowiedział jakieś niezrozumiałe "osz ty" i rzucił się na mnie.
- Zginiesz, czaisz? - powiedział i przygwoździł mnie do łóżka.
- Spłoniesz kurwa! - zaśmiałam się i wyrwałam mu się szybko wstawając i uciekając mu do łazienki. Ogarnęłam się trochę przed lustrem, a gdy wyszłam z kibla, Hudson znowu leżał rozjebany na łóżku i ponawiał proces zasypiania. Westchnęłam i nachyliłam się pod stół.
- Cześć Axl - powiedziałam na tyle głośno że Rudzielec drgnął i otwarł gwałtownie oczy. Zdezorientowany podniósł nerwowo łeb i przyjebał nim z całej siły w stół. Odwróciłam wzrok od jego pokrzywdzonej twarzy i  westchnęłam po raz kolejny.
- Nie chciałam, wybacz.
Usiadłam sobie na fotelu Izzyego i wzięłam do ręki jego ładną gitarę. Zaczęłam improwizować jakieś pierdoły, aż Hudson musiał je przerwać swoim cichym "no bardzo ładnie a teraz zrób mi kakao" spod kołdry. Posłałam mu zabójcze spojrzenie, którego nie zobaczył, a które po chwili przeniosłam na Axla, a ten wyratował mnie z opresji:
- Nie mamy kakaa, ani mleka, ani kurwa nic.
- HA, widzisz? - wykrzyknęłam dumna i zeskoczyłam z fotela odkładając gitarę na stałe miejsce. Podskoczyłam do "kuchennej" szafki i wygrzebałam z niej kawę. Wstawiłam wodę i powróciłam na fotel przyglądając się jak chłopcy zmagają się z próbą ogarnięcia kaca.
- Głowa mnie boli, kurwa, wiesz? - zwrócił się do mnie Hudson siadając na łóżku i robiąc głupią minę.
- Wiem - odparłam - Mnie też bolała, ale już mi przeszło.
Rzuciłam w jego stronę opakowanie tabletek przeciwbólowych i uśmiechnęłam się do niego nawet nieco współczująco..
- A ty Axl jak się masz? - zwróciłam się do wokalisty.
- Nieźle... - mruknął i odgarnął swoje długie włosy.
- Rozumiem. Wprawiony w bojach czy coś, tak? - spytałam i odpaliłam fajkę.
- Taa.
Zaczęłam mu się przyglądać i albo miał fatalny humor, albo był po prostu smutny, a smutnego Axla ma się ochotę ciągle przytulać.
- Coś się stało? - zagadnęłam nie spuszczając z niego oka.
- Nic - odparł, wstał i po prostu wyszedł z mieszkania.
- Co mu jest? - zwróciłam się do Hudsona, ale ten nie specjalnie wydawał się być zainteresowany moją wcześniejszą wymianą zdań z Rudzielcem.
- Chuj wie. Podaj mi wodę, błagam.
Reszta "poranka" minęła nam strasznie leniwie, Axl i Izzy wciąż nie wracali, a ja z Hudsonem i tak po jakimś czasie zasnęłam na kanapie.


Obudził mnie stłumiony hałas. Otwarłam leniwie jedno oko i zarejestrowałam Izzyego podłączającego swoją gitarę do pieca. Wydawał się być bardzo skupiony, ale po chwili rzucił w moją stronę ukradkowe spojrzenie. Widząc moje otwarte oko, delikatnie się uśmiechnął i powiedział cicho:
- Wstawać śpiące królewny, jak mamy mieć zespół to radzę wam sprężyć dupy i chociaż trochę pokazać że wam w ogóle zależy.
Zmierzyłam go zszokowanym spojrzeniem i odparłam:
- Jeśli to mial być żart, to ci nie wyszedł, Stradlin.
Ciemnowłosy chłopak rzucił na ziemię kabel i uśmiechnął się szeroko.
- Nie, to nie był żart. Nikt nie mówił że będzie ze mną łatwo.
Puścił do mnie oczko i odwrócił się tyłem grzebiąc coś we wzmacniaczu. Przez chwile myślałam nad sensem jego słów, a potem porzuciłam te przemyślenia dla ciekawości:
- Co wczoraj robiłeś? - spytałam przygryzając wargę.
- Coś co przyda się nam wszystkim. - odparł tajemniczo nie odwracając się do mnie.
- To znaczy?
- Poszukałem ich.
- Ale kogo?!
- Mojego zespołu. Axl twierdził, że tchórzę, bo zamierzam od nich odejść i boję się im to powiedzieć. Tymczasem wypiłem sobie grzecznie w domu wódkę i znalazłem ich w Rainbow, a przeszedłem chyba wszystkie bary na Sunset żeby tego dokonać. I powiedziałem im, że ja i Axl odchodzimy. Wiesz... Nawet się nie wkurwili. Bardziej byli zszokowani. Pytali dlaczego. Odpowiedziałem im wprost, że nie pasuje nam poziom zespołu. Gitarzysta po tym trochę się zdenerwował, basista wyglądał na zawiedzionego, a nasz perkusista na smutnego, nawet potem zatrzymał mnie i powiedział że on rozumie naszą decyzję i życzy nam powodzenia. Steven nie był złym perkusistą, a na pewno był dobrym przyjacielem. Taki trochę walnięty młody chłopak. Nawet zaproponowałem mu, że jak będzie chciał, to zawsze możemy go przyjąć jako perkmana. Mam nadzieję że nie macie nic przeciwko, bo i tak nie mamy nikogo. Powiedział że się zastanowi. Mam nawet nadzieję że się zgodzi. Bo i tak jego zespół przez nasze odejście bedzie stał w miejscu. Rozpierdoliliśmy nasz pierwszy zespół, zabawne.
Patrzyłam jak Izzy uwija się z przekładaniem kabli i tanich efektów własnej roboty opowiadajac mi tę historię. Kiedy skończył przytaknęłam głową i powiedziałam:
- No jasne że nie mamy nic przeciwko, każdy perkman by się przydał. I w ogóle to ciekawa historia, gratuluję Stradlin. - uśmiechnęłam się nieśmiało i westchnęłam. Spojrzałam na swoje prawe ramię. Odepchnęłam z niego kudłaty łeb Slasha i jednorazowo dźgnęłam go w brzuch, a ten momentalnie zapiszczał i otwarł szeroko oczy:
- Jak śmiałaś? - spytał z udawanym szokiem na twarzy. Przetarł dłonią oczy i zmierzwił włosy. - O, cześć Izzy, wybacz że mi się tak przysnęło.
- Witam. Jak się spało?
- Yyy.... No... W porządku chyba. - Hudson podrapał się po policzku i spojrzał na mnie jakby szukał jakieś odpowiedzi.
- To dobrze. - rzucił krótko Stradlin i zajął się dalszym rozkładaniem kabli. Nagle do mieszkania wpadł Axl z jakaś siatką.
 - Cześć wszystkim, mam coś dobrego - powiedział i rzucił Hudsonowi w ręce butelkę Nightraina. Podał jedną Izzyemu, jedną - dla siebie - postawił na stole, po czym podszedł do mnie i z uroczym uśmiechem wręczył mi butelkę jakby była ona jakąś nagrodą. Odpowiedziałam mu uśmiechem i spytałam:
- Co to?
- Najfajniejszy napój po Danielsie, mówię wam, zasmakuje - powiedział i rozsiadł się koło mnie na kanapie. - No spróbuj! - nalegał i kiwał zachęcająco głową. Nie miałam specjalnie ochoty na alkohol po wczoraj, ale bez zastanowienia otwarłam butelkę i pociągnęłam sporego łyka.
- Dobre. - skomentowałam i posłałam Axlowi spojrzenie które trochę zraniło jego pewność siebie.
- Wiem że dobre - mruknął i spojrzał na Hudsona który poszedł w moje ślady.
- Dobre. - odparł podobnie Hudson i stuknęliśmy się butelkami. Izzy i Axl również otwarli Nightrainy i po chwili siedzieliśmy na ziemi w kółku i chlejąc gadaliśmy o jakiś pierdołach.
- Ej no - rzuciłam w końcu - Mieliśmy chyba grać, tak? Panie Stradlin, nie tędy droga. - dokończyłam wskazując głową trzymaną w jego dłoniach butelkę.
- Cicho - mruknął i sięgnął po gitarę.
- To co gramy? - spytał Hudson i wstał żeby móc podłączyć swojego strata do pieca. Poszłam w jego ślady również wyczekując odpowiedzi na Slashowe pytanie.
- Coś - odparł od niechcenia Izzy i oparł się o ścianę.
- Dobra, a więc zagramy coś. - Hudson włączył wzmacniacz i przełożył gitarę przez ramię. - Ostatnio sobie coś takiego wymyśliłem. Duff, graj to co niedawno wymyśliłaś, wiesz o co chodzi, to co ci mówiłem że jest fajne. Połączyłem sobie to w całość, a raczej wymyśliłem riff pod twoją basową solówkę i wyszło zajebiście, no dalej, ja zacznę grać i ci powiem kiedy wejść.
- Eeee? - spytałam niepewnie, ale Hudson wydawał się być bardzo dumny ze swojego pomysłu i zaczął grać coś bardzo przyjemnego. Na jego znak niepewnie uderzyłam w drugą strunę i zaczęłam grać w kółko to co sobie niedawno z nudów wymyśliłam. Musiałam przyznać, że brzmiało nieźle. Uśmiechnęłam się szeroko i zerknęłam na Izzyego i Axla których chyba zatkało. Siedzieli i patrzyli, Axl miał otwarte usta, a Izzy szeroko otwarte oczy. Kiedy Hudson zakończył, tłumacząc że dalej jeszcze musi to dopracować, Izzy zmierzwił sobie nerwowo włosy i spytał:
- Yy.. Sam to wymyśliłeś..?
- No raczej że sam, drugiego takiego riffu nie znajdziesz - odpowiedział zadowolony Hudson i uśmiechnął się do siebie.
- To było zajebiste. Myślę, że można by popracować nad dalszym ciągiem i tekstem. - dodał Izzy i zerknął na Axla który ochoczo przytaknął.
- Mam taką mała propozycję - wtrącił Hudson - żeby był to kawałek o takim rockowym życiu w L.A.
- Co masz na myśli? - spytał Izzy ściągając niepewnie brwi.
- Wstajesz rano, pijesz kawę i palisz zamiast jedzenia śniadania, na obiad jakieś fryty które popijasz Nightrainem, po południu troszkę dragów i na wieczór trochę więcej Nightraina, co jest troszkę jakby ryzykowne to wszystko, chyba o to. - powiedziałam i zaśmiałam się widząc to wszystko przed oczami.
- No w sumie to chyba o to - powiedział Hudson i powtórzył nowy riff.
- Cóż za piękna, destrukcyjna dieta. - mruknął Izzy i przymknął powieki.
- Więc niech to będzie kawałek o diecie - dodałam entuzjastycznie. - Np. nazwijmy go "Crash Diet".
- Zajebiiiście! - powiedział Hudson i objął mnie ramieniem. Posłałam mu dumne spojrzenie i oboje spojrzeliśmy na pozostałych.
- Spoko - odparł Izzy, a Axl podniósł w górę lewy kciuk. Od tego dnia zaczęliśmy pracować nad naszym pierwszym poważnym utworem. Gdyby tylko tak bardzo nie brakowało perkusisty.....

1 komentarz: