Chata aktualnie wolna, "Back From Cali" bardzo ładnie na całą głośność wraz z moim akompaniamentem (?) haha, trochę umilam sobie czas przez okno i mogę ładnie pisać dalej.
Chciałam w sumie powiedzieć tylko, że mam zamiar zacząć umieszczać jakieś obrazki i z góry mówię, że one będą się niestety powtarzały wraz z tymi z poprzedniego opowiadania. Więc jak coś to przepraszam.
~*~
[ Duffy ]
Wyleciałam z Hudsonem pod ręką na zatłoczoną ulicę wieczornego Sunset Strip, wreszcie poczułam to co chciałam poczuć będąc jeszcze daleko stąd. To, czyli ten klimat Los Angeles, którego nie da się opisać, bo trzeba to przeżyć. Całe ulice tonęły w ludziach wyglądających podobnie do nas, tutaj wszyscy żyli tym samym rytmem i oddychali tym samym powietrzem. Litry alkoholu, morza fajek i góry dragów. Po prostu pięknie.
Z zamyślenia wyrwał mnie osobliwie skrzekliwy głos, którego przysięgłam sobie, że nie pomylę z żadnym innym na świecie, już nigdy.
- Kurwa, czekajcie, lecicie jak stado wygłodniałych bestii, Sunset wam nie ucieknie, spokojnie... - dyszał Axl i uwiesił mi się na ramieniu.
- Nic nie rozumiesz, to nasz pierwszy taki prawdziwy wieczór w tym miejscu, daj nam się wyszaleć - powiedział Hudson i odetchnął głęboko spoglądawszy na Axla.
- Nie ważne. I tak...
Rudzielec nie dokończył bo wsadziłam mu w usta fajkę którą zgrabnie mu podpaliłam, unikając zderzenia z jakąś najebaną kolesiarą.
- Na zdrowie Ci, Axl - rzuciłam ze słodkim uśmiechem i teatralnie odepchnęłam go od siebie. Kątem oka dostrzegłam jak prawy kącik jego ust wędruje wysoko do góry i z tajemniczym uśmiechem podskoczył by dotrzymać nam kroku.
- Nie mów za dużo bo tak będzie lepiej dla nas obu. - powiedział i poczochrał mi włosy.
- A co jak nie przestanę? - spytałam rzucając mu pytające spojrzenie przyozdobione odpowiednim uśmiechem.
- Nie chcesz wiedzieć... - szepnął i przyśpieszył kroku znikając w tłumie przed nami. Nie za bardzo wiedziałam o co mu chodziło więc tylko wzruszyłam ramionami spoglądając na Hudsona.
- Co? - spytał i wyciągnął z kieszeni fajki.
- Nic, głupi głupku - powiedziałam wesoło i objęłam go wyciągając mu z ust fajkę i sama sobie ją podpalając.
- No ej... - zaśmiał się i rzucił się na mnie w celu odzyskania papierosa. - Tak się nie bawimy!
- No to najpierw mi tą faję odbierz! - rzuciłam wesoło i zaczęłam robić dziwne uniki, aż w końcu mnie złapał i mocno do siebie przyciągając już chciał pozbawić mnie szluga, kiedy wypuściłam dym prosto na jego twarz, co na chwilę go zdekoncentrowało i pozwoliło mi na dalszą ucieczkę.
- Wracaj tutaj natychmiast! - powiedział śmiejąc się jak idiota, ale ja zdążyłam już rzucić fajkę na chodnik i ładnie przygnieść zacnym kowbojkiem.
- Chcesz żebym potraktowała Cię jak Axla? - spytałam i posłałam mu zawadiacki uśmiech.
- To znaczy? - spytał rozbawiony i odwrócił się żeby mnie poszukać. Ale byłam szybsza i wskoczyłam mu zwinnie na plecy, co totalnie go zaskoczyło.
- To znaczy że będziesz miał swoją ukochaną fajkę - powiedziałam mu we włosy i wyciągnęłam z paczki papierosa wtykając mu go do ust. - Teraz pasuje?
Podpaliłam mu go i czekałam na odpowiedź.
- Tak. - powiedział krótko, ale z szerokim uśmiechem, który był dla mnie jednoznaczny z "pracą wykonaną idealnie". Uśmiechnęłam się do siebie i przytuliłam się mocno do jego kudłatego łba. Jak ja to lubiłam! Piękną chwilę przerwał powrót Axla, który wyłowił nas wzrokiem spośród tłumu.
- Aaa, tu jesteście, wiecie, dziwnie wyglądacie - rzucił z wyrzutem i spojrzał na mnie przykrym wzrokiem. Na ten widok zaśmiałam się cicho i zeskoczyłam z Hudsona, obejmując Rudego.
- Gdzie byłeś, lepiej powiedz? - spytałam wesoło.
- Mieszkam tu już troszkę i poszedłem dowiedzieć się, gdzie dzisiaj najlepiej pójść. - odpowiedział teatralnie zaczynając przyglądać się swoim paznokciom. Szturchnęłam go zaczepnie, a on nie odwracając wzroku od swoich dłoni uśmiechnął się szeroko.
- No to powiesz, jaką niespodziankę dla nas szykujesz?!
- Ano. Zabiorę was do najzajebistszego miejsca na Sunset. I to na co? Na koncert.
Wymieniłam z Hudsonem pełne podziwu i zaciekawienia spojrzenia i obeszliśmy Axla z dwóch stron.
- No to mów jaki koncert! - wtrącił Hudson wpatrując się w Rudego.
- I gdzie! - dodałam szybko przygryzając w zniecierpliwieniu wargę.
- Idziemy na koncert Mötley Crüe you fuckers ! - powiedział wesoło, ale w jego oczach dostrzegłam dziwny błysk.
- Mötley Crüe, super, taaaak, eee, no taaak! - wydarł Hudson, który chyba nie był do końca pewny czy wie co to i czy poprawnie zareagował. Westchnęłam i odciągnęłam na chwilę Axla na bok.
- Co z tym Mötley Crüe? - zapytałam z trudem akcentując wymowę zespołu i przyglądając się uważnie jego reakcji.
- Nic a co ma być - odparł zbywająco i spojrzał w górę.
- Nie lubisz ich?
- Lubię... Ale nie żeby coś, żebym się czepiał, no ale wyglądają trochę jak transwestyci ! - jego uśmiech pobladł wraz z głupawą miną. Zastanowiłam się przez chwilę nad sensem jego słów i wybuchnęłam głośnym śmiechem.
- Aha. - powiedziałam krótko i wróciłam do Hudsona który spojrzał na mnie pytająco, a ja ze spojrzeniem pełnym ironii wytłumaczyłam - Axl nie lubi Mötley Crüe bo wyglądają jak transwestyci!
Hudson również zaczął się śmiać ale nagle spoważniał.
- Chcę to zobaczyć. - powiedział po czym znów wybuchnął śmiechem, którym zaraził mnie i Axla, który zaczął nas pouczać żeby nie śmiać się z jego wniosków wyciągniętych na temat zespołu który dzisiaj zobaczymy. Przez chwilę szliśmy co chwilę mówiąc do siebie "Mötley Crüe" (ta nazwa miała w sobie coś co nas urzekło) aż w końcu, Axl stanął na środku zatłoczonego chodnika i uśmiechnął się.
- Co - spytaliśmy równo z Hudsonem, co znów wywołało falę śmiechu.
- Jesteśmy na miejscu - odparł i wskazał głową COŚ za nami. Odwróciliśmy się delikatnie i przed nami ukazał się spory budynek, z dużym napisem "Whisky A GoGo". Staliśmy dobrych kilka metrów od wejścia, bo wszędzie kłębiło się tyle wiary. Same ćpuny, imprezowicze i zjarańce, na motocyklach i w kabrioletach, na ziemi i na murach, totalnie ludzie byli wszędzie. Uśmiechnęłam się na ten widok czując, że tutaj należę. Spojrzałam na Hudsona który omiatał wzrokiem otoczenie, wyraźnie zafascynowany.
- Jak się podoba? - spytał znienacka Axl kładąc jeden łokieć na ramieniu Hudsona, a drugi na moim.
- No a jak myślisz? - spytał Hudson i zmierzwił sobie włosy.
- Nie wiem, ja jestem przyzwyczajony - rzucił szarmancko Axl i przywitał się z kilkoma punkami przechodzącymi akurat obok.
- Idziemy. - odparłam krótko i zaczęłam przepychać się przez tłum. Co chwilę ktoś witał się z Axlem, a dziwnie przyglądał się mnie i Hudsonowi. Przez chwilę poczułam się dziwnie, ale ową dziwność zastąpiło nagle uczucie totalnej fascynacji miejscem w którym się znalazłam. Weszłam do knajpy, dość rozległej w środku, a jednak tłum sprawiał jakby była malutka. Przede mną co chwilę ktoś dealował dragami, kelnerki w kusych sukienkach nosiły litry alkoholu, wszędzie było czuć marihuanę, na scenie grał jakiś malutki bluesowy zespolik, a w osobliwych i szczerze mówiąc - pomysłowych klatkach po bokach sceny, przygotowywały się tancerki do występu wraz z gwiazdą wieczoru.
- Nie wiem czy jest szansa na wolny stolik - usłyszałam za sobą Axla, ale nie zwracałam na niego szczególnie uwagi i parłam dalej do przodu przez tłum. Podeszłam pod samą scenę i patrzyłam chwilę na występ szalonego starszego człowieka z gitarą. Axl dostrzegł jakiegoś kolesia w kowbojskim kapeluszu i drąc się "Jerry, kupe lat!" zniknął z nim za barem, a Hudson stanął koło mnie i przyglądał mi się jakbym upadła na łeb. Za to mnie zaczynało się podobać i powiedziałam do niego dyskretnie:
- Postaw mi drinka, mój drogi gitarzysto.
Hudson zmierzył mnie zszokowanym spojrzeniem po czym gestem nakazał mi zostać tu gdzie stoję i zniknął w tłumie. Momentalnie wokół mnie pojawili się jacyś faceci, jeden proponował wspólne pójście do kibla więc zarobił w mordę, drugi wciskał mi heroinę, a trzeci fetę (i nikomu nic nie mówiąc zakupiłam troszeczkę - uzyskawszy pewność że jest "najlepsza w mieście"). Śmiałam się z własnej głupoty i naiwności i już miałam pójść "siku", kiedy zjawił się Hudson z dwoma szklankami whiskey. Opróżniłam swoją szklankę dwoma łykami i powiedziałam do niego z wyrzutem:
- Chodź, pokażę ci jak to się robi w L.A.
- A co ty wiesz o L.A.? - zaśmiał się, ale za mną podążył.
- Zobaczysz - powiedziałam tajemniczo i nakazałam mu zostać tu gdzie stał, po czym zbliżyłam się do baru. Usiadłam na wolnym stołku i mrugnęłam do barmana, który wyglądał na najbardziej odpowiedniego do mojej akcji, a który momentalnie się koło mnie zjawił.
- Co podać? - spytał mierząc mnie wzrokiem i uśmiechając się że niby zalotnie.
- Nie pamiętasz mnie? - zaczęłam przedstawienie. Zmieszany barman odwrócił na chwilę wzrok i powiedział.
- Wydaje mi się że... nie?
- Tak też myślałam że nie... A ta noc była taka piękna..... Szkoda że na koniec mnie olałeś i uciekłeś, nazywając mnie dziwką. Masz wobec mnie dług, skurwielu.
Widząc moje wściekłe spojrzenie, barman wytrzeszczył na mnie oczy i jeszcze bardziej zmieszany odwrócił się patrząc czy nikt nas nie podsłuchuje.
- Ale że niby kiedy ?!
- No przecież nie dzisiaj i nie wczoraj. Nawet nie tydzień temu.
Obserwowałam jak zaczyna się trząść, więc widząc złotą obrączkę na jego palcu, postanowiłam zagrać vabank i szepnęłam mu do ucha:
- Nie chcesz żeby twoja kobieta się o tym dowiedziała, prawda?
Chyba tego było za wiele, bo mężczyzna spojrzał na mnie wrogo i odparł:
- Czego chcesz?! Pieniędzy? Myślisz że ci dam? Albo chociaż w to uwierzę? - zaczął i rzucił w blat ścierką którą przecierał kufle. Dostrzegłam jak z jego spodni wystaje coś w rodzaju identyfikatora, rzuciłam na to dyskretnie wzrokiem i odczytałam imię "Thomas".
- Jedna darmowa butelka Danielsa, uratuje sprawę.... Thomas.
Zszokowany spojrzał na mnie i wypowiedziawszy wiązankę przekleństw dyskretnie podał mi butelkę. Nie wierzyłam że mi się udało, a jednak.
- A teraz won stąd. I nie pojawiaj się tutaj więcej. - rzucił i zaczął obsługiwać innych klientów.
- Dzięki Thomas. Jesteśmy kwita. - ponownie do niego mrugnęłam i schodząc z gracją ze stołka, nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, ale musiałam się opanować. Hudson stał nieopodal i patrzył we mnie z niedowierzaniem kręcąc głową.
- Ale jak... ?! - powiedział widząc moją zdobycz.
- Normalnie. Urok osobisty. - powiedziałam i pociągnęłam go za rękę. Nagle gwałtownie zawróciłam, co spowodowało kilka kolizji na drodze ruchu miedzy barem A a barem B, ale malutki stoliczek między dwoma ścianami był tego wart. Usiedliśmy, zupełnie zapominając o Axlu i całym świecie. Zapaliliśmy po fajce i otwarliśmy naszą (moją) zdobycz. Minęło zaledwie kilkanaście minut gdy butelka była pusta, a my mieliśmy już idealne fazy. Siedzieliśmy i gadaliśmy o wszystkim, totalnie, od polityki po dzikie orgie w środku dżungli.
- Czaisz, czuję się tak zajebiscie... - powiedziałam i omiotłam rozbieganym wzrokiem zatłoczony bar.
- Ja też... Tak trochę... Czuję się jak pusty mózg, hahaha - zaśmiał się Hudson a ja razem z nim.
- A ja jak przeładowany pociąg, latam jak samolot, czujesz to? Haha - nie miałam pojęcia czemu to powiedziałam, ale spodobało mi się to.
- Chcę się tak poczuć dzisiaj jeszcze raz - dodał Hudson z głupawym uśmiechem.
- A co, już sie tak nie czujesz? - spytałam zdezorientowana, ale ani na chwilę nie tracąc humoru.
- Żartowałem Duff - powiedział, ale moje imię zabrzmiało teraz bardziej jak "Puff", co wprawiło mnie w wielkie rozbawienie.
- Co cię tak bawi?
- Nic, Slash - odparłam i śmiałam się dalej.
- Co? Sla... Slash? - spytał zapalając fajkę i jednocześnie rozkminiając to co powiedziałam.
- Chciałam powiedzieć Saul, ale musisz mi wybaczyć tą pomyłkę, najebana jestem i wyszło Slash czy coś. - odparłam rozbawiona.
- Podoba mi się to, wiesz? Możesz mi mówić Slash. "Slash". - w kółko zaczął powtarzać to słowo, a ja nie mogłam już wytrzymać ze śmiechu.
- Slash i Duff to Sluff, wiesz? - spytałam głupawo a on podłapał temat i przez kolejne długie minuty rozmawialiśmy o Sluffie. Poszły jeszcze trzy szklanki whiskey i kilkanaście papierosów.
Ten wieczór zdawał się nie mieć końca, a przed nami dopiero był koncert Mötley Crüe. Zdążyliśmy o nim zapomnieć, kiedy zespół wszedł na scenę i rozbrzmiały pierwsze riffy.
- Aaa, tu jesteście, wiecie, dziwnie wyglądacie - rzucił z wyrzutem i spojrzał na mnie przykrym wzrokiem. Na ten widok zaśmiałam się cicho i zeskoczyłam z Hudsona, obejmując Rudego.
- Gdzie byłeś, lepiej powiedz? - spytałam wesoło.
- Mieszkam tu już troszkę i poszedłem dowiedzieć się, gdzie dzisiaj najlepiej pójść. - odpowiedział teatralnie zaczynając przyglądać się swoim paznokciom. Szturchnęłam go zaczepnie, a on nie odwracając wzroku od swoich dłoni uśmiechnął się szeroko.
- No to powiesz, jaką niespodziankę dla nas szykujesz?!
- Ano. Zabiorę was do najzajebistszego miejsca na Sunset. I to na co? Na koncert.
Wymieniłam z Hudsonem pełne podziwu i zaciekawienia spojrzenia i obeszliśmy Axla z dwóch stron.
- No to mów jaki koncert! - wtrącił Hudson wpatrując się w Rudego.
- I gdzie! - dodałam szybko przygryzając w zniecierpliwieniu wargę.
- Idziemy na koncert Mötley Crüe you fuckers ! - powiedział wesoło, ale w jego oczach dostrzegłam dziwny błysk.
- Mötley Crüe, super, taaaak, eee, no taaak! - wydarł Hudson, który chyba nie był do końca pewny czy wie co to i czy poprawnie zareagował. Westchnęłam i odciągnęłam na chwilę Axla na bok.
- Co z tym Mötley Crüe? - zapytałam z trudem akcentując wymowę zespołu i przyglądając się uważnie jego reakcji.
- Nic a co ma być - odparł zbywająco i spojrzał w górę.
- Nie lubisz ich?
- Lubię... Ale nie żeby coś, żebym się czepiał, no ale wyglądają trochę jak transwestyci ! - jego uśmiech pobladł wraz z głupawą miną. Zastanowiłam się przez chwilę nad sensem jego słów i wybuchnęłam głośnym śmiechem.
- Aha. - powiedziałam krótko i wróciłam do Hudsona który spojrzał na mnie pytająco, a ja ze spojrzeniem pełnym ironii wytłumaczyłam - Axl nie lubi Mötley Crüe bo wyglądają jak transwestyci!
Hudson również zaczął się śmiać ale nagle spoważniał.
- Chcę to zobaczyć. - powiedział po czym znów wybuchnął śmiechem, którym zaraził mnie i Axla, który zaczął nas pouczać żeby nie śmiać się z jego wniosków wyciągniętych na temat zespołu który dzisiaj zobaczymy. Przez chwilę szliśmy co chwilę mówiąc do siebie "Mötley Crüe" (ta nazwa miała w sobie coś co nas urzekło) aż w końcu, Axl stanął na środku zatłoczonego chodnika i uśmiechnął się.
- Co - spytaliśmy równo z Hudsonem, co znów wywołało falę śmiechu.
- Jesteśmy na miejscu - odparł i wskazał głową COŚ za nami. Odwróciliśmy się delikatnie i przed nami ukazał się spory budynek, z dużym napisem "Whisky A GoGo". Staliśmy dobrych kilka metrów od wejścia, bo wszędzie kłębiło się tyle wiary. Same ćpuny, imprezowicze i zjarańce, na motocyklach i w kabrioletach, na ziemi i na murach, totalnie ludzie byli wszędzie. Uśmiechnęłam się na ten widok czując, że tutaj należę. Spojrzałam na Hudsona który omiatał wzrokiem otoczenie, wyraźnie zafascynowany.
- Jak się podoba? - spytał znienacka Axl kładąc jeden łokieć na ramieniu Hudsona, a drugi na moim.
- No a jak myślisz? - spytał Hudson i zmierzwił sobie włosy.
- Nie wiem, ja jestem przyzwyczajony - rzucił szarmancko Axl i przywitał się z kilkoma punkami przechodzącymi akurat obok.
- Idziemy. - odparłam krótko i zaczęłam przepychać się przez tłum. Co chwilę ktoś witał się z Axlem, a dziwnie przyglądał się mnie i Hudsonowi. Przez chwilę poczułam się dziwnie, ale ową dziwność zastąpiło nagle uczucie totalnej fascynacji miejscem w którym się znalazłam. Weszłam do knajpy, dość rozległej w środku, a jednak tłum sprawiał jakby była malutka. Przede mną co chwilę ktoś dealował dragami, kelnerki w kusych sukienkach nosiły litry alkoholu, wszędzie było czuć marihuanę, na scenie grał jakiś malutki bluesowy zespolik, a w osobliwych i szczerze mówiąc - pomysłowych klatkach po bokach sceny, przygotowywały się tancerki do występu wraz z gwiazdą wieczoru.
- Nie wiem czy jest szansa na wolny stolik - usłyszałam za sobą Axla, ale nie zwracałam na niego szczególnie uwagi i parłam dalej do przodu przez tłum. Podeszłam pod samą scenę i patrzyłam chwilę na występ szalonego starszego człowieka z gitarą. Axl dostrzegł jakiegoś kolesia w kowbojskim kapeluszu i drąc się "Jerry, kupe lat!" zniknął z nim za barem, a Hudson stanął koło mnie i przyglądał mi się jakbym upadła na łeb. Za to mnie zaczynało się podobać i powiedziałam do niego dyskretnie:
- Postaw mi drinka, mój drogi gitarzysto.
Hudson zmierzył mnie zszokowanym spojrzeniem po czym gestem nakazał mi zostać tu gdzie stoję i zniknął w tłumie. Momentalnie wokół mnie pojawili się jacyś faceci, jeden proponował wspólne pójście do kibla więc zarobił w mordę, drugi wciskał mi heroinę, a trzeci fetę (i nikomu nic nie mówiąc zakupiłam troszeczkę - uzyskawszy pewność że jest "najlepsza w mieście"). Śmiałam się z własnej głupoty i naiwności i już miałam pójść "siku", kiedy zjawił się Hudson z dwoma szklankami whiskey. Opróżniłam swoją szklankę dwoma łykami i powiedziałam do niego z wyrzutem:
- Chodź, pokażę ci jak to się robi w L.A.
- A co ty wiesz o L.A.? - zaśmiał się, ale za mną podążył.
- Zobaczysz - powiedziałam tajemniczo i nakazałam mu zostać tu gdzie stał, po czym zbliżyłam się do baru. Usiadłam na wolnym stołku i mrugnęłam do barmana, który wyglądał na najbardziej odpowiedniego do mojej akcji, a który momentalnie się koło mnie zjawił.
- Co podać? - spytał mierząc mnie wzrokiem i uśmiechając się że niby zalotnie.
- Nie pamiętasz mnie? - zaczęłam przedstawienie. Zmieszany barman odwrócił na chwilę wzrok i powiedział.
- Wydaje mi się że... nie?
- Tak też myślałam że nie... A ta noc była taka piękna..... Szkoda że na koniec mnie olałeś i uciekłeś, nazywając mnie dziwką. Masz wobec mnie dług, skurwielu.
Widząc moje wściekłe spojrzenie, barman wytrzeszczył na mnie oczy i jeszcze bardziej zmieszany odwrócił się patrząc czy nikt nas nie podsłuchuje.
- Ale że niby kiedy ?!
- No przecież nie dzisiaj i nie wczoraj. Nawet nie tydzień temu.
Obserwowałam jak zaczyna się trząść, więc widząc złotą obrączkę na jego palcu, postanowiłam zagrać vabank i szepnęłam mu do ucha:
- Nie chcesz żeby twoja kobieta się o tym dowiedziała, prawda?
Chyba tego było za wiele, bo mężczyzna spojrzał na mnie wrogo i odparł:
- Czego chcesz?! Pieniędzy? Myślisz że ci dam? Albo chociaż w to uwierzę? - zaczął i rzucił w blat ścierką którą przecierał kufle. Dostrzegłam jak z jego spodni wystaje coś w rodzaju identyfikatora, rzuciłam na to dyskretnie wzrokiem i odczytałam imię "Thomas".
- Jedna darmowa butelka Danielsa, uratuje sprawę.... Thomas.
Zszokowany spojrzał na mnie i wypowiedziawszy wiązankę przekleństw dyskretnie podał mi butelkę. Nie wierzyłam że mi się udało, a jednak.
- A teraz won stąd. I nie pojawiaj się tutaj więcej. - rzucił i zaczął obsługiwać innych klientów.
- Dzięki Thomas. Jesteśmy kwita. - ponownie do niego mrugnęłam i schodząc z gracją ze stołka, nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, ale musiałam się opanować. Hudson stał nieopodal i patrzył we mnie z niedowierzaniem kręcąc głową.
- Ale jak... ?! - powiedział widząc moją zdobycz.
- Normalnie. Urok osobisty. - powiedziałam i pociągnęłam go za rękę. Nagle gwałtownie zawróciłam, co spowodowało kilka kolizji na drodze ruchu miedzy barem A a barem B, ale malutki stoliczek między dwoma ścianami był tego wart. Usiedliśmy, zupełnie zapominając o Axlu i całym świecie. Zapaliliśmy po fajce i otwarliśmy naszą (moją) zdobycz. Minęło zaledwie kilkanaście minut gdy butelka była pusta, a my mieliśmy już idealne fazy. Siedzieliśmy i gadaliśmy o wszystkim, totalnie, od polityki po dzikie orgie w środku dżungli.
- Czaisz, czuję się tak zajebiscie... - powiedziałam i omiotłam rozbieganym wzrokiem zatłoczony bar.
- Ja też... Tak trochę... Czuję się jak pusty mózg, hahaha - zaśmiał się Hudson a ja razem z nim.
- A ja jak przeładowany pociąg, latam jak samolot, czujesz to? Haha - nie miałam pojęcia czemu to powiedziałam, ale spodobało mi się to.
- Chcę się tak poczuć dzisiaj jeszcze raz - dodał Hudson z głupawym uśmiechem.
- A co, już sie tak nie czujesz? - spytałam zdezorientowana, ale ani na chwilę nie tracąc humoru.
- Żartowałem Duff - powiedział, ale moje imię zabrzmiało teraz bardziej jak "Puff", co wprawiło mnie w wielkie rozbawienie.
- Co cię tak bawi?
- Nic, Slash - odparłam i śmiałam się dalej.
- Co? Sla... Slash? - spytał zapalając fajkę i jednocześnie rozkminiając to co powiedziałam.
- Chciałam powiedzieć Saul, ale musisz mi wybaczyć tą pomyłkę, najebana jestem i wyszło Slash czy coś. - odparłam rozbawiona.
- Podoba mi się to, wiesz? Możesz mi mówić Slash. "Slash". - w kółko zaczął powtarzać to słowo, a ja nie mogłam już wytrzymać ze śmiechu.
- Slash i Duff to Sluff, wiesz? - spytałam głupawo a on podłapał temat i przez kolejne długie minuty rozmawialiśmy o Sluffie. Poszły jeszcze trzy szklanki whiskey i kilkanaście papierosów.
Ten wieczór zdawał się nie mieć końca, a przed nami dopiero był koncert Mötley Crüe. Zdążyliśmy o nim zapomnieć, kiedy zespół wszedł na scenę i rozbrzmiały pierwsze riffy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz