sobota, 16 marca 2013

IV. Kill The Lights

[ Hudson ]


"Od dzisiaj jestem Slashem, zawsze chciałem mieć jakieś przezwisko a tu proszę, pierwszy wieczór w L.A.,  najebana Duff i kilka szklanek Danielsa i załatwione. Tak, zdecydowanie tylko to zaprzątało teraz moje myśli, przed oczami miałem nasze koncerty i składanie autografów - jakie to cudowne że po alkoholu wszystko wydaje się takie łatwe i piękne. Musimy napisać o tym piosenkę. Koniecznie." - moje myśli były tak zabawne i nieogarnięte jak cała ta sytuacja. Jak Duff która oparła się o ścianę i gdyby nie jej uśmiech to pomyślałbym że już dawno śpi. Jak Axl, który tu z nami przyszedł i ani razu nie pofatygował się nas znaleźć i wypić z nami chociaż jednej szklanki whiskey. Jak ci wszyscy ludzie co łazili tam i z powrotem dealując i chlejąc na potęgę. Mógłbym tak jeszcze wymieniać długo, ale nagle całą knajpę rozniósł się czyiś głos wspomagany przez mikrofon.
- Jesteście gotowi na ostre pierdolnięcie? Tak? Przed wami Mötley fucking Crüe!
Tłum pod sceną oszalał.
- Idziesz? - spytałem Duff, a ta jak na komendę otwarła oczy i wstała. Lekko się zataczając i podtrzymując się ściany, dziewczyna pociągnęła mnie za rękę i wlazła w tłum. Wprawieni w bojach dopchaliśmy się pod samą scenę i krytycznym okiem przyjrzeliśmy się zespołowi na scenie.
- Nie wyglądają najgorzej... - powiedziałem do Duff, a ta wzruszyła ramionami i razem z tłumem zaczęła się drzeć. Westchnąłem, ale alkohol zrobił swoje i po chwili bawiłem się już zajebiście. Nagle przypadkowo spojrzałem w dół i dostrzegłem coś co mnie zaintrygowało. Z tylnej kieszeni spodni Duff wystawała jakaś folijka za którą pociągnąłem i od razu schowałem łup do swojej kieszeni w spodniach. Kiedy byłem pewien że na mnie nie spojrzy, delikatnie wysunąłem sobie z kieszeni znalezisko i przyjrzałem mu się dokładnie. Zszokowałem się nieco dochodząc do wniosku że to są dragi, no i to sporo dragów. Nie sądziłem że Duff będzie ćpała. Beze mnie, oczywiście. 
Zaśmiałem się w duchu i tym razem to ja pociągnąłem ją za rękę.
- Co robisz? - spytała obrzucając mnie spojrzeniem, które znaczyło że się dobrze bawiła a ja jej to zepsułem.
- Chodź ze mną - powiedziałem i szarpnąłem ją w stronę kibla. Stanęła i wskazała na toaletę ściągając niepokojąco brwi.
- Tam? - spytała spokojnie czekając na moją reakcję.
- No chyba mi ufasz, prawda? - rzuciłem i nie czekając na jej reakcję, uśmiechnąłem się i ponowiłem ciągnięcie jej w stronę drzwi. Oczywiście kolejka była kilometrowa ze względu na rytuał ruchania się w kiblach na każdym kroku, więc już po pięciu minutach stania pod ścianą i tłumaczenia Duff że mam niespodziankę, wkurwiłem się i wyszedłem z nią na zewnątrz. Dopiero teraz dotarło do mnie to jak w środku było gorąco. Zapaliłem fajkę i poczęstowałem blondynkę która była coraz bardziej zła na moje tajemnicze zachowanie. 
- No nie gniewaj się - powiedziałem i podszedłem by ją przytulić. - Wrócimy na koncert, obiecuję, tylko najpierw musimy coś zrobić.
Znów ten jej wzrok. Uwielbiałem ją denerwować.
- Powiesz mi w końcu co wymyśliłeś? - powiedziała lekko się uśmiechając zamiast odwzajemnić uścisk i odsunęła się ode mnie. Zabawne jak łatwo było ją zirytować, szczególnie po alkoholu.
- Powiem ci. Tylko nie tutaj. - rzuciłem i zacząłem zmierzać ku najciemniejszej części ulicy jaką tylko byłem w stanie dojrzeć. Oczywiście Duff podreptała za mną i już po chwili znowu czułem na sobie ten jej pełen zażenowania i zniecierpliwienia wzrok. Zastanawiałem się czy być skurwielem i pobawić się z nią jeszcze trochę czy pozwolić jej w końcu wrócić na koncert po udanej akcji z dragami. 
- Czekam - warknęła, ale odwracając wzrok widziałem jak się uśmiecha. No dobra. Czas zacząć.
- Wiesz, wypadło ci coś... - powiedziałem i podałem jej woreczek. Przez chwilę mierzyła go zaskoczonym wzrokiem, a potem zmierzyła mnie.
- Nie mogłam tego zgubić, albo ty byś tego nie znalazł w tym tłumie. - powiedziała a ja nie za bardzo wiedziałem co odpowiedzieć. 
- Yy... No dobra. - westchnąłem. - Wystawało ci z kieszeni, wyciągnąłem i zobaczyłem to.
- No i co z tego? A poza tym kto ci kazał to w ogóle ruszać?
- A co jeśli bym się o ciebie martwił? - spytałem inteligentnie i przez kilka długich sekund nie otrzymywałem odpowiedzi z racji jej zaskoczenia, więc dodałem: - ...ale że się o ciebie nie martwię to po prostu przyszedłem to przyćpać tutaj z Tobą.
Objąłem ją ramieniem i poczekałem na jej reakcje.
- W porządku. - odparła. - Tylko może to wszystko było dla mnie i za moje pieniądze, co? - dodała i zaczęła przyglądać się opakowaniu.
- Nie pozwoliłbym ci tyle tego gówna wziąć. Kasę ci może oddam, ale jeszcze zobaczymy co zrobimy. Dalej, dawaj tego. - powiedziałem krótko i przykucnąłem przy ziemi a ona poszła w moje ślady. Wciągnęliśmy kilka sporych kresek i jeszcze nigdy nie czułem się tak fajnie. Już po krótkim czasie, zachciało mi się wszystkiego. Sam zaproponowałem Duff powrót na koncert. Pod sceną nosiło nas jak głupków, ale nie przejmowaliśmy się tym zbytnio. Obraz stał się taki wyraźny, że aż bolał. Moje wyczulone zmysły, a raczej zmysł wzroku dostrzegł po prawej stronie przy scenie Axla, który z butelką wódki w ręce komentował zawzięcie Mötley Crüe. Nie wiem jak to zrobiłem, ale w sekundę, a nawet i mniej, byłem tuż obok niego i po prostu stanąłem na przeciw czekając na to co zrobi.
- Jak się bawicie, Hudson? - spytał mnie Axl spoglądając na mnie wzrokiem Starego Alkoholika.
- Od dzisiaj jestem Slash. - wyrzuciłem te słowa z prędkością światła i wyrwałem Axlowi wódkę z rąk. Wziąłem kilka łyków i uśmiechnąłem się do Axla który mało rozumiał z całej tej sytuacji. - A bawimy się zajekurwabiście. - dodałem i po prostu zawróciłem, szukając wzrokiem Duff. Siedziała na brzegu sceny i uśmiechała się do basisty. Omiotłem go spojrzeniem i zachciało mi się śmiać. Transwestyta jebany. Przypomniało mi się czemu Axl za nimi nie przepada i prychnąłem jeszcze raz spoglądając na zespół. Właśnie skończyli kawałek i basista przybił piątkę z Duff mówiąc jej coś do ucha. Zaśmiała się i przytaknęła na coś głową po czym puściła do niego oczko. Nie wiem kiedy znalazłem się przy barze, wziąłem sobie jeszcze jedną whiskey i to była ta jedna za dużo. Po części urwał mi się film. Wiem, że znalazłem się znów obok Duff, która wesoło opowiadała mi o kimś kim był Nikki Sixx i kazała mi patrzeć na jego włosy, ale ja już powoli z trudem patrzyłem nawet na tłum wokół mnie więc grzecznie ją przeprosiłem i wyszedłem na zewnątrz. Świeże powietrze dobrze mi zrobiło i wiedziałem, że już dzisiaj chyba nie wejdę do środka. Ludzie witali się ze mną nawet mnie nie znając. A mnie się chciało rzygać. Trochę bawiła mnie ta sytuacja i wszystko to o czym myślałem. Zacząłem się zastanawiać nad tym co bym teraz robił gdybym był w Polsce. No tak, pewnie spał, ale jednak może byłbym na jakiejś szałowej superimprezie z polskim alkoholem i polskim papierosami. Pomyślałem o rodzicach. Trochę mnie to przeraziło więc wróciłem myślami do L.A. Poczułem jak tracę równowagę więc oparłem się o ścianę i zacząłem głęboko oddychać. Poszukałem wzrokiem Duff, albo chociaż Axla, ale byłem sam, nie licząc tego całego tłumu wokół, ale oni i tak by mi nie pomogli. Osunąłem się po ścianie na ziemię i w tej pozycji przetrwałem parę minut, ale nie było to dobre miesjce do zgonowania. Podpełzłem do ulicy. Siedząc na krawężniku z głową opartą na kolanach, trochę żałowałem że tyle wypiłem a do tego przyćpałem, a z drugiej strony był to najlepszy początek życia w Los Angeles jaki mogłem sobie wymarzyć. No, prawie najlepszy. Mógłbym np. grać dzisiaj koncert albo chociaż mieć trochę więcej hajsu przy dupie.
Nie wiem ile tam siedziałem i myślałem, ale nagle poczułem na swoich nieco zmarzniętych ramionach czyjeś ciepłe dłonie, których i tak bym nie pomylił z żadnymi innymi.
- Szukałam cię wszędzie... - powiedziała spokojnie Duff i usiadła koło mnie kładąc mi łeb na ramieniu. - Tobie też jest tak niedobrze?
- Mhm - mruknąłem bo nie miałem siły ani podnieść głowy, ani co dopiero się odezwać.
- Mogę coś dla ciebie zrobić? - spytała i odgarnęła mi włosy z twarzy.
- Y-y. 
- Nie jest ci zimno?
- Mhm.
- Chcesz iść do domu?
- Mhm.
- A dasz radę iść?
- Y-y.
- To mamy problem....
Tak bardzo cieszyłem się że mnie znalazła, że w ogóle ktoś się mną zainteresował, ale nie miałem nawet siły się odezwać. Ani isć do domu. Ani nic zrobić, ale jednak i tak byłem szczęśliwy. Siedziałem tak z Duff nie wiem ile czasu, ile minut a nawet godzin, ale powoli zaczynało się robić luźno, wiara coraz więcej wychodziła z Whiskey niż wchodziła. Chyba mi się przysnęło, ale w końcu byłem w stanie podnieść głowę i spokojnie omiotłem spojrzeniem teren wokół nas. Przez chwilę nabrałem sił żeby iść do domu ale dopiero po chwili zorientowałem się, że Duff po prostu spała. Nie za bardzo wiedziałem co mam zrobić, bo wciąż kręciło mi się w głowie, więc niezbyt delikatnie nią potrząsnąłem.
- Duff, chodź do domu. - powiedziałem krótko i zacząłem wstawać, kiedy tylko ta podniosła głowę.
- Coooo? - spytała niewyraźnie wciąż nie otwierając oczu. Teraz to ja poczułem się za nią odpowiedzialny i postawiłem ją na nogi, ale chwiała się jakby była z materiału.
- Idziemy do domu. - powtórzyłem szybko i obejmując ją asekurująco, zacząłem iść w kierunku domu. Pomyliłem chyba z dziesięć bram zanim wszedłem z Duff do odpowiedniej, a i tak nie byłem pewien czy to tutaj. Nie wiedziałem która godzina. Zacząłem walić do drzwi pod schodami. Minuta. Dwie. Trzy. W końcu szczęk zamka i w drzwiach stanął nieprzytomny Izzy.
- Szybko jesteście - rzucił ospale i wpełzł z powrotem pod koc. Najdelikatniej jak potrafiłem podprowadziłem Duff do łóżka i ułożyłem ją wygodnie. Sam nie wiedziałem skąd wziąłem na to wszystko siłę i umysł. Zamknąłem drzwi na klucz i ciekawsko spojrzałem pod stół. Axla jeszcze nie było. Umierałem z ciekawości która jest godzina i chyba zastanawianie się nad tym sprawiło, że po prostu, jak taki debil zasnąłem sobie na siedząco. Ostatnią rzeczą jaką z tego dnia zapamiętałem było to żeby nie zapomnieć się położyć, ale cóż, zdarza się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz