niedziela, 10 marca 2013

II. Welcome To The Jungle

II

Izzy pchnął drzwi i cała czwórka znalazła się w ciemnym korytarzu. Axl pstryknął kontakt i blade światło oświetliło pomieszczenie. Duff zaczęła rozglądać się po tym miejscu i trochę ją ono zaskoczyło, bo wyglądało na całkiem przyzwoite, o ile można zachwycać się korytarzem. Widziała jak Izzy maca się po kieszeniach i nagle wyciąga jakiś spory klucz. Pomyślała że pewnie będą wchodzić po schodach na górę więc stanęła na pierwszym schodku, ale chłopak obszedł schody i zniknął pod nimi. Duff spojrzała na Hudsona ale ten nie wydawał się jakiś specjalnie zaskoczony.
- Witajcie w naszych bardzo skromnych progach - powiedział cicho Izzy i zaprosił gości do środka. Było to prawie normalne mieszkanie, tyle że składało się tylko z jednego, ale za to dużego pokoju, oraz z łazienki. Wszędzie panował straszny bałagan, walały się ciuchy, butelki i inne dziwne rzeczy. Na środku pokoju stała rozłożona kanapa, obok niej mały, nieciekawy stół, a pod stołem wyraźna imitacja drugiego łóżka, zrobionego z kilku warstw koców, ciuchów i poduszek. Na lewo był duży zielony fotel który przypominał tron dla jednej z gitar Izzyego. Na wprost wejścia, pod ścianą stała duża meblościanka pełniąca od razu rolę kuchni. Nawet lodówka tutaj była, a co najlepsze, nawet pralka. Na ścianach wisiały sporych rozmiarów plakaty z zespołami w typie Aerosmith oraz te przedstawiające półnagie kobiety. Na każdym wolnym kawałku mebli walały się kasety i płyty, oraz kostki do gry na gitarze, kable i struny. Po prawej stronie pod oknami stały trzy, różnej wielkości wzmacniacze. Widząc to wszystko, Hudson zastanawiał się z czego wynika to że im się tak powodzi. Bo im się w zasadzie powodziło, przynajmniej na takich wyglądali. Grali w zespole, mieli całkiem fajne mieszkanie jak na ich dwóch i spory dobytek.
- Rozgośćcie się, tylko może być problem z miejscem do spania... - rzucił Axl i od razu skierował się do lodówki trzymając się za brzuch i mijając Izzyego który rzucił się na kibel.
- Dzięki - powiedzieli chórem Duff i Hudson i nieśmiało ułożyli swoje rzeczy na ziemi obok kanapy. Dziewczyna nie dość że widziała nieco podwójnie z racji ilości wypitego alkoholu, to jeszcze była tak zmęczona, że wiedziała że nie utrzyma się na nogach ani pięciu minut dłużej.
- Hudson...?  - zaczęła cicho.
- Co? - spytał chłopak i usiadł na kanapie wskazując na miejsce obok siebie. Blondynka usiadła i od razu opadła z sił i ułożyła swój kudłaty łeb na kolanach przyjaciela.
- Zaraz umrę - szepnęła i odsunęła sobie włosy z twarzy - Tak cholernie bardzo chce mi się spać, proszę nie każ mi już nic więcej robić.
Zaskoczony chłopak spojrzał na jej szczęśliwy uśmiech z racji wymarzonego odpoczynku i poklepał ją lekko po ramieniu.
- Dobrze, śpij, potem coś wymyślę - powiedział i sięgnął z ziemi koc którym okrył Duff. W międzyczasie wrócił Axl który z pełną gębą zaczął wymyślać różne wersje tego gdzie goście mogliby spokojnie pójść spać.
- To może ja wam ładnie wymoszczę kącik pełen koców i poduszek tak jak moje superlegowisko? - spytał z entuzjazmem wskazując głową na bałagan pod stołem. Hudson uśmiechnął się krzywo i powiedział:
- Obojętnie gdzie, nie chcemy robić problemu.
Axl zaczął chodzić w kółko, w końcu stanął przed Hudsonem i wlepił wzrok w Duff.
- A ta co? - spytał z nutką pretensji w głosie.
- Śpi - odparł spokojnie Hudson i poprawił koc na ramieniu blondynki.
- No to może....
Urwał w pół zdania bo z łazienki wyleciał Izzy i od razu zaczął nawijać:
- Nie ma mowy o żadnym spaniu w kącie, zjebie, to są nasi goście, do tego jednym z nich jest dziewczyna i trzeba to jakoś uszanować czy coś, będą spali na mojej kanapie, a ja sobie znajdę miejsce w kącie - powiedział spoglądając wrogo na rudzielca.
- Zakochałeś się Jeffrey? - zakpił Axl i podniósł ręce do góry w obronnym geście gdy ten rzucił w niego jakąś koszulką podniesioną z ziemi.
- Nie, Williamie, po prostu staram się być uprzejmy, kurwa - stwierdził i posłał uśmiech zdezorientowanemu Hudsonowi który nie za bardzo wiedział o co chodzi. Izzy jakby czytając mu w myślach stanął przed nim i ukłonił się lekko.
- Moje prawdziwe imię to Jeffrey Isbell. Ale nie używam go. Za to Axl przedstawił się wam w pełni już w Roxy, prawda? - rzucił pytające spojrzenie na rudzielca a ten pokiwał tylko głową i znów zajrzał do lodówki. Hudson odpowiedział za chłopaka że owszem i spuścił wzrok na ziemię. Jeffrey przenosił wzrok z Hudsona na Duff i z powrotem.
- Biedna ta dziewczyna, taka zmęczona - powiedział cicho, twierdząc zaraz potem w myślach, że było to bardzo bez sensu.
- Taa... - Hudson posłał zmieszany uśmiech brunetowi a ten podszedł do kanapy i zaczął z niej zwalać ciuchy, pudełka po pizzy, kasety i inne rzeczy.
- Sorry kuźwa za ten bałagan, ale tak właśnie tutaj jest. Witajcie w L.A.
Widząc lekko mroczny uśmiech Izzyego, Hudsona aż coś zabolało. Jednak nie zraziło go to do dalszego myślenia o L.A. w inny sposób niż tylko w ten że jest to najlepsze posunięcie w jego życiu. W jego i Duff.
- Dzięki - odpowiedział cicho i przesunął nieco blondynkę, żeby Isbell mógł powyciągać spod niej kilka par koszulek i jedną rozwaloną kasetę.
- Nie wiem jak wy ale ja jestem padnięty - wtrącił się Axl i wszedł do kibla. - Ogarniam się i zapierdalam ze spaniem.
- Nie ty jeden - powiedział Izzy i zaczął znosić koce i poduszki pod okno.
- Oj tak - dodał cicho Hudson spoglądając co chwilę na Izzyego. - Pomóc Ci? - zaoferował, ale chłopak odmówił.
- Nie, no co ty, kładź się.
Hudson westchnął tylko i ułożył wygodnie Duff na kanapie, a sam wstał i zaczął przechadzać się po mieszkaniu.
- Fajnie tu macie - zagaił
- Co nie? Wszystko dzięki Jeffreyowi - powiedział z kibla Axl wychylając swój rudy łeb zza futryny.
- Taa - mruknął Izzy i wlazł pod koc. - Jutro pogadamy.
- "Jutro pogadamy"... - rudzielec epicko zabawnym głosem przedrzeźnił przyjaciela i wyszedł z kibla trzaskając drzwiami. Hudson z obawą spojrzał na Duff, ale ta spała jak zabita. Szybko wślizgnął się do łazienki, zawrócił do pokoju po jakąś koszulkę i po chwili był gotowy żeby pójść spać. Zastanawiał się czy zaśnie, miał tyle do przemyślenia, a do tego było tutaj gorąco i dzielił pokój z trzema osobami. Przeczesał ręką włosy i westchnąwszy usiadł na krawędzi łóżka. Axl miotał się po pokoju w samych gaciach co chwilę przepraszając Hudsona za swój brak organizacji, ale w końcu zgasił światło i ciężko upadł na swoje legowisko. Nie minęły trzy minuty kiedy zaczął chrapać, co jeszcze bardziej wkurwiło Hudsona, który tyle co zajął swoje miejsce pod kocem na niewygodnej kanapie. W końcu jednak uśmiechnął się promiennie i postanowił zasnąć bardzo zadowolony z tego jakie ma szczęście. Był w L.A., miał gdzie spać a nawet mieszkać, a do tego nie był sam, bo nie dość że była z nim NAJLEPSZA PRZYJACIÓŁKA NA ZIEMI (musiałam XD), to jeszcze poznał młodych muzyków, co poniekąd poszerzało mu otwór do świata muzyki.
Myślał że będzie sporo myślał, a zasnął w kilka minut.



***



Duff otwarła gwałtownie oczy. Przetarła dłonią twarz i westchnęła przeciągle. Przez chwilę nie wiedziała gdzie się znajduje, a przez jeszcze dłuższą chwilę, pomyślała że to wszystko to jakiś sen. Rzuciła okiem na śpiącego obok Hudsona (on na całej powierzchni kanapy, ona na wąskim skrawku) i usiadła. Izzy i Axl spali w najlepsze rozwaleni na swoich posłaniach. Dziewczyna wstała niepewnie i skierowała się do swojej walizki. Wygrzebała z niej świeże rzeczy i zamknęła się w łazience. Wzięła prysznic po czym stanęła przed lustrem, zmyła wczorajszy makijaż i nałożyła nowy. Wciągnęła koszulkę z logiem AC/DC, spodnie oraz trampki i wyszła cicho zamykając drzwi. Nie wiedziała co ma teraz począć, kiedy wszyscy spali a sama znajdowała się w obcym miejscu. Zajrzała do lodówki, ale nic w niej szczególnego nie znalazła. Zobaczyła na półce toster więc zaczęła szukać po szafkach chleba tostowego. Wszędzie pusto. Postanowiła że wyjdzie do sklepu, więc znalazła gdzieś w kieszeni kilka banknotów, otwarła drzwi i wyszła na zewnątrz. Słońce już ostro przygrzewało więc wróciła się po okulary i dopiero teraz poczuła się wspaniale. Idąc ulicą Los Angeles i niepewnie się rozglądając, zapaliła papierosa i zdała sobie nagle sprawę, że nie ma nawet pojęcia która jest godzina.
- Przepraszam, wie pani która jest godzina? - spytała jakieś staruszki, ale ta bardzo wrogo zmierzyła ją wzrokiem i odparła:
- Nie, nie okradniesz mnie z moich pieniędzy!
- Ale ja nie chcę pani okraść, do chuja, ja tylko pytam o godzinę! - powiedziała zbita z tropu Duff i skrzyżowała ręce.
- Nie ufam takim jak ty. Miłego dnia.
Staruszka oddaliła się powoli a blondynka odprowadzała ją wzrokiem z nienawiścią wypisaną na twarzy. "Co za ludzie." - pomyślała i kręcąc z niedowierzaniem głową weszła do sklepu spożywczego. Tam na szczęście na ścianie wisiał spory zegar który wskazywał 12:10. Dziewczyna zamyśliła się nad swoimi planami na ten dzień, pierwszy w Californi, kiedy przyszła jej kolej przy kasie. Kupiła wszystko co potrzebne i pogalopowała z powrotem do domu. Oczywiście wszyscy wciąż spali. Zrobiła zajebiste śniadanie i zaparzyła kawy dla całego domu. Podeszła do Hudsona i uwaliła się na nim, sprawdzając czy ta metoda postawi go na nogi.
- Dzień dobry Hudson, tutaj Los Angeles, pamiętasz, czy może już zapomniałeś że nie możemy marnować dni na spanie będąc w takim miejscu? - Duff poczochrała mu włosy i podnosząc się, zwaliła go z łóżka.
- Ałaaa, za co tooo? - spytał Hudson pocierając obolałe ramię.
- Karny kutas za spanie w L.A. - powiedziała i uśmiechnęła się do niego przebiegle klękając przy śpiącym Axlu. - Dzień Dobry Rudzielcu, śniadanie gotowe! - potrząsnęła rudym chłopakiem a ten usiadł jak oparzony i z przerażeniem patrzył w zaskoczoną Duff która omal nie dostała jego łbem w swój.
- Ah tak, Duff, yyy, jasne - powiedział sztywno Axl wyraźnie akcentując każde słowo. Po chwili jednak rozluźnił się i uśmiechnął się do niej promiennie. - To było moje najlepsze obudzenie od dawna, otwierasz oczy a tu kobieta! - zaśmiał się i klepnął ją w ramię. - Taki żart słonko, to znaczy nie, to znaczy.... Interpretuj to jak chcesz.
- Dzięki Axl - mruknęła Duff i podeszła do Izzyego. Już chciała coś powiedzieć kiedy ten otwarł oczy i powiedział cicho:
- Nie śpię już dawno. Tylko nie mam zwyczaju wstawać tak wcześnie.
Zaskoczona dziewczyna wstała na nogi i wzruszyła ramionami.
- Okej... W takim razie powtórzę: zrobiłam fajne śniadanie i kawę.
Obeszło się to bez odzewu, wszyscy tylko podeszli do blatu i w tępie błyskawicznym opróżnili wszystko co zostało zrobione.
- Jesteś aniołem, Duff - powiedział nagle Axl i uśmiechnął się promiennie do blondynki.
- Wiem, wiem - odparła Duff i wlepiła wzrok w Izzyego, który cicho podziękował za posiłek i łapiąc paczkę fajek wyszedł na korytarz. Nie zastanawiając się zbyt długo, przeprosiła i powiedziała że idzie dotrzymać mu towarzystwa. Axl spojrzał porozumiewawczo na Hudsona ale ten odprowadził ją wzrokiem i dokończył w milczeniu swoją kawę. Tymczasem Duff znalazła Izzyego opartego o chłodny mur i stanęła obok niego zapalając papierosa. Żadne z nich się nie odezwało, ale w końcu Duff zaczęła:
- Pewnie nie jest ci to na rękę że z wami zamieszkaliśmy, prawda? Dzisiaj coś znajdziemy...
Izzy spojrzał na nią zaskoczony i po prostu przytulił  blondynkę.
- Nic z tego, nie o to mi chodzi, w ogóle nie wiem o co mi chodzi, ostatnio mam dużo na głowie. I jeszcze ten cholerny zespół który jest tak do bani jak ostatnio całe moje życie. - westchnął i zapalił drugą fajkę.
- Fajnie przecież gracie, może będzie z tego coś jeszcze... - zasugerowała dziewczyna i wyryła trampkiem krzyż w ziemi. - A my i tak się wyprowadzimy.
- Nie, to nie jest potrzebne... Po prostu... Zrobię z Axlem porządek, jak bedzie porządek to i miejsce będzie - powiedział i zaczął powoli iść w kierunku drzwi.
- Pomożemy wam, jasna sprawa i w ogóle, Izzy? - spytała niepewnie.
- Słucham?
- Jakbyś chciał pogadać to ja zawsze... No chętnie pogadam... - powiedziała zmieszana i uśmiechnęła się do swoich trampków.
- Oj Duff, nie wiem o co ci chodzi - zaśmiał się i pociągnął ją za rękę do budynku. - I pamiętaj, że nigdzie się nie wyprowadzacie. Polubiłem was. Bardzo.
- Tak jest, gospodarzu, my was też, ale sprzątać na pewno pomożemy! - Duff stanęła na baczność i zasalutowała zabawnie, a Izzy zaśmiał się cicho i spojrzał jej w oczy.
- Dobrze, ale tylko sprzątać.
- I tak wkrótce będzie tutaj totalny bałagan.
- Skąd wiedziałaś?
- Bo ja zrobię go pierwsza.
- W moim domu?
- W NASZYM domu.
- Masz rację, masz do tego pełne prawo. - zakończył Izzy i uśmiechnął się triumfalnie popychając drzwi do mieszkania. W środku dostrzegł Axla przeglądającego jakieś pisemko i Hudsona, który zaczął wypakowywać z futerału swojego strata. Duff widząc to uśmiechnęła się szeroko i pogalopowała do swojego futerału z basem.
- Tak właśnie sprawdzam czy nic się nie stało mojej gitarze... - powiedział cicho Hudson i wyciągnął gitarę kładąc ją delikatnie na ziemi. Izzy zaczął się jej przyglądać.
- Mogę? - spytał, a kiedy Hudson kiwnął głową, Jeffrey zagrał kilka akordów i odłożył ją z uśmiechem. - Niezła.
- Stara. Zbieram na nową... Za to nie wiem skąd ty bierzesz gitary, ale obie są cudowne.
Izzy chciał powiedzieć coś mądrego, ale przerwała im Duff.
- A mój bass najpiękniejszy! - wtrąciła i zakładając gitarę na ramię zaczęła grać wstęp do "Walk All Over You".
- Jestem pod wrażeniem, taka dziewczyna jak ty i gra na basie - powiedział Izzy i zafascynowany podszedł bliżej aby przyjrzeć się czerwonej gitarze.
- A do tego jak gra! - dorzucił Hudson z dumnym uśmiechem.
- A co, uczyłeś ją? - spytał Izzy wskazując głową na blondynkę.
- Troszeczkę - uśmiechnął się gitarzysta i puścił oczko do dziewczyny.
- Przestańcie, kurwa, lepiej zdradź mi, Izzy, czy masz jakiś wzmacniacz?
- Ja o to chciałem zapytać! - wydarł Hudson
- To mam dobrą wiadomość, bo jak widzicie mam aż trzy wzmaki, jeden gorszy od drugiego, ale najważniejsze że grają, a wszystko kupione za tanie pieniądze - powiedział Izzy i sięgnął po czarną gitarę leżącą na fotelu. Zaczęli coś grać, potem znowu coś i znowu, potem włączył się Axl, Hudson poszedł po wódkę, potem znowu coś grali, pięć razy przerwa na fajkę, Duff leciała po dwie wódki, znowu grali i tak z godziny około 13:00 zrobiła się 17:00 a oni wciąż nie mieli dość. W końcu Izzy z szerokim uśmiechem opadł na fotel przysłuchując się dźwięcznej basowej solówce wychodzącej spod strun gitary Duff.
- Ey Duff, jesteś zajebista, jesteś lepsza od naszego basisty - powiedział Jeffrey i spojrzał na Axla który potwierdził jego tezę.
- O tak, mieć dziewczynę w zespole.... Mój boże... - westchnął i podparł głowę na ręce wpatrując się w Duff.
- To załóżmy zespół - powiedziała stanowczo i nie patrząc na reakcję reszty, założyła na łeb jakąś czapkę z daszkiem którą wyłowiła z podłogi. Była prawie pewna że Hudson który stał koło niej, na chwilę przestał oddychać i z ciekawością spojrzał na Izzyego i Axla. Tamci dwaj spojrzeli na siebie i wzruszyli ramionami.
- Mnie tam pasuje - powiedział Axl i pociągnął łyka wódki którą podał Izzyemu.
- Mnie też w sumie, co nam szkodzi, tamci i tak byli beznadziejni - westchnął drugi chłopak i również pociągnął z butelki. Butelkę przejął Hudson i niepewnie, ale z uśmiechem na twarzy wzniósł ją do góry i powiedział:
- No to... No za nasz zespół!
Duff odstawiła gitarę na bok i podeszła do Hudsona  mocno go przytulając, oraz wyrywając mu jednocześnie z rąk butelkę i szepnęła  niezauważalnie:
- Będziesz mi musiał ładnie podziękować za załatwienie posady gitarzysty w naszym pierwszym Californijskim zespole....
Uśmiechnęła się tajemniczo i przytuliła pozostałych dwóch chłopaków. Axl pocałował ją nawet w policzek, ale ta spojrzała na niego jakby ten zesrał sie na środku pokoju i powiedziała grobowo:
- Uznam to za akt wielkiej euforii i radości z powodu powstania naszego zespołu.
- Ale... - zaczął Axl niewinnym głosem.
- Zamknij sie, żartuję, ja też się cieszę - blondynka zarzuciła ręce na szyję rudzielca a ten okręcił się z nią wokół własnej osi.
- To zajekurwabiście! Idziemy się najebaaać! Co wy na to?!
- Axl, możesz puścić moją rękę. - wtrąciła Duff a ten z głupawym uśmiechem spojrzał na ich dłonie, puścił Duff wolno i znów spojrzał na pozostałych.
- Możemy iiiiiść.... - westchnął Hudson uśmiechając się szeroko a w głębi serca jarając się jak dzieciak.
- Mnie tam obojętnie... - powiedział Izzy i wyłączył wzmacniacz.
- No chodź, przestań mulić - rzuciła Duff i stanęła obok Izzyego przekrzywiając głowę na bok.
- Tak, ale wolałbym jeszcze dzisiaj nie spotykać chłopaków z zespołu - odparł i wyminął Duff.
- To chodźmy gdzieś indziej - zaproponowała. - Rainbow, Whiskey, Troubadour...?
Axl wytrzeszczył na nią oczy i lekko się uśmiechnął z podziwem.
- Kułaś nazwy barów w Californi? - zakpił i dźgnął ją w bok. Ta odskoczyła od niego i stanęła za Hudsonem, który przyglądał się wymianie zdań ze spokojem.
- Bardzo zabawne. - odpowiedziała z przekąsem i wzięła pod rękę Hudsona. Nie wiem jak wy, my idziemy, prawda?
- Oczywiście my lady - przytaknął Hudson i podążył za Duff. W drzwiach odwrócił się do Axla i z wielkim uśmiechem pokazał mu faka. Widząc to, Axl zaczerpnął w złości powietrze i warknął do Izzyego.
- Ruszaj dupę, idziemy się najebać! Chyba nie powiesz że nie chcesz isć bo się boisz spotkać swoich ziomków z zespołu, no kurwa!
Izzy spojrzał na niego spokojnie i powiedział:
- Idź, ja dojdę do was.
- Nawet nie wiesz gdzie idziemy! - wrzeszczał Rudy.
- Znajdę was prędzej czy później, albo wcale. - Izzy uśmiechnął się i wziął do ust papierosa. - No leć już, bo ci uciekną. A raczej Duff ci ucieknie. Wszystko jedno.
Axl zmierzył go wrogim spojrzeniem i wyleciał na ulicę gnając za przyjaciółmi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz