piątek, 8 marca 2013

ART IS LOVE AND DEATH

Dawno mnie tutaj nie było i nie wiem czy będę tutaj często pisała. Dużo się zmieniło od ostatniego wpisu. Niektórzy niecierpliwią się nad dalszym ciągiem opowiadania, ale jego nie będzie. Nie po pewnym zdarzeniu które zmieniło kompletnie mój pogląd na pisanie o zespole. Delikatnie naprowadzając dociekliwych, mogę zdradzić że zespół się z lekka posypał i niby nie, ale jednak każdy zaczął iść powoli w swoją stronę, no może nie każdy osobno, ponieważ Hudson i ja rozpoczynamy kompletnie nowy projekt, a z Caroline mam zamiar wkrótce coś stworzyć. Mamy dobre wspomnienia i fajne pamiątki po wspólnym graniu, a wiadomo że i tak nic nie ucichnie, bo wszyscy nie damy o osobie tak łatwo zapomnieć. Nic więcej nie zdradzę.

























Tymczasem na dzień dzisiejszy mogę wam zaoferować coś co napisałam na specjalne życzenie Hudsona, 
tak, to jest fragment opowiadania, które ma być o Guns N' Roses, ale nie dosłownie, bo jednak Duffem pozostałam ja a Hudson stanie się Slashem, ja jebie, skomplikowane to, a poza tym pisze tak jakbym miała zamiar pisać to opowiadanie dalej i pewnie tak będzie, ale nic nie jest pewne. 

I w ogóle to wszystkich przepraszam, nie wiem za co, ale czujcie się przeproszeni xD



I
- Gandzeeeeeen..... Gandzeeeen.... - dziewczyna którą nie wiedzieć czemu nazywali po prostu "Duffem" mocno potrząsnęła swoim przyjacielem Hudsonem który z łbem na jej ramieniu zasnął jakieś 2 godziny temu przelatując nad oceanem.
- E? - odpowiedział niemrawo chłopak i poruszył się niespokojnie.
- Gandzeeeen.... LĄDUJEMY NIEDŁUGO W FUCKING LOS ANGELES YOU FUCKER !!!!!! - wydarła blondynka i przyjebała mu z całej siły między łopatki. Hudson jęknął jakby go ktoś zgniatał (bo zgniatał?) i podniósł głowę nadal nie otwierając oczu.
- Powtórz? - zarządził i uśmiechnął się lekko.
- Lądujemy w fucking L.A., kurwa! - wydarła i zaczęła zacieszać jak pięcioletnie dziecko.
- Jeszcze raaaaaaaz - powiedział Hudson i uśmiechnął się szerzej.
- Lądujemy. W. Fucking. Los. Japierdole. Angeles. - wyszeptała mu we włosy i wyszczerzyła się do siebie. Chłopak otwarł oczy i spojrzał na przyjaciółkę.
- Nie wierzę w to! A właściwie, wierzę. Uciekliśmy z tego gówna. Wiedziałem że tak będzie. - pokiwał energicznie głową i wyjrzał przez okno. Mało było widać przez chmury, ale i tak ciągle wydawało mu się że widzi zarys wielkiego napisu "Hollywood". Niecierpliwiąc się zaczęli rozmawiać o jakiś totalnych pierdołach, ale żadne z nich nie uważało tego za coś nadzwyczajnego. Minęło pół godziny.
- Za 15 minut lądujemy. Proszę zapiąć pasy. - rozległ się głos stewardessy, a Duff z Hudsonem wymienili uradowane spojrzenia i z lekkim opóźnieniem wykonali polecenie przemawiającej. Byli tak przejęci że nawet się do siebie nie odzywali w tych ostatnich chwilach na pokładzie airbusa. Samolot z gracją opadł na rozgrzany asfalt lotniska w Los Angeles i po kilku minutach stewardessa poprosiła o opuszczenie pojazdu. Hudson staranował wszystkich przy wyjściu z samolotu i z prędkością światła wyminął wszystkich oczekując na swój bagaż. Duff dogoniła go szybko i już po chwili strasznie się drąc ze szczęścia maszerowali w stronę Hollywood. Duff zaczęła śpiewać "Welcome To The Jungle"ale i tak cała okolica najlepiej słyszała fragment o byciu w dżungli i tym że się tam umrze.
- Dokąd idziemy? - trafnie zapytała dziewczyna i postawiła na chwilę na ziemi futerał ze swoim basem i zatrzymała czerwoną walizkę.
- Jak to gdzie... No... Idziemy do... Tam. - gitarzysta wskazał palcem drogę przed siebie i uśmiechnął się triumfalnie ze swojej jakże błyskotliwej odpowiedzi.
- Ej faktycznie, jak ja mogłam być tak głupia i o tym zapomnieć, że idziemy właśnie tam. - blondynka teatralnie klepnęła się w czoło i przewróciła oczami na znak bezaprobaty
- No właśnie, jak mogłaś być tak głupia.
- Mówiłeś coś?
- Że tam na pewno będzie fajnie.
- Zapewne tam jest wspaniale.
Tam jest cudowne.
- Ano cudowne jest tam.
Maszerowali tak gadając o miejscu które jest "tam" przez jakaś godzinę, ale powoli, w czasie dalszego marszu rozmawiali coraz mniej i mniej i mniej. W końcu jednak zaczęło się ściemniać, kiedy zatrzymali się na jakimś prawie pustkowiu i usiedli na poboczu, nieco przygaszeni wizją cudownego L.A.
- Gandzen... Nie chce mi się dalej iść. - powiedziała Duff i oparła kudłaty łeb o ramię przyjaciela.
- No właśnie mi też trochę tak jakby nie. - odpowiedział i zapalił fajkę. Dziewczyna poszła w jego ślady i siedzieli przez kilka minut w milczeniu paląc szlugi. Nagle Duff wstała i zaczęła się niecierpliwie rozglądać wychodząc na środek ulicy. Hudson zmierzył ją spojrzeniem i spytał:
- Co robisz?
- Podwożę nas do Hollywood. - rzuciła i zamachała do jakiejś brudnej ciężarówki która głośno zatrąbiła i minęła ich bez najmniejszego zainteresowania.
- Powodzenia... - westchnął chłopak i zaczął otwierać swój futerał od gitary. Sporo czasu minęło, a samochody nie chciały się za nic w świecie zatrzymać. Głaszcząc swoją gitarę, już miał ją wyciągnąć, kiedy usłyszał ciche przekleństwo z ust Patrice która zrobiła coś dziwnego. Ściągnęła bluzkę i w samym staniku pomachała ową bluzką przed maską jakiegoś już o wiele bardziej przyzwoitego samochodu który jak zaczarowany z piskiem opon zatrzymał się przed nimi. Hudson popatrzył na Patrice z niedowierzaniem a ta odwróciła się do niego, szeroko się uśmiechnęła, wciągnęła bluzkę z powrotem i rzuciła ponaglająco do swego towarzysza:
- No dalej, wsiadaj zanim się nie rozmyślił.
Chłopak szybko zamknął futerał i wstał. Otwarł drzwi od strony pasażera i spytał:
- Podwiózłby nas pan do Hollywood?
Kierowca spojrzał na Duffa a potem na Hudsona i westchnął.
- Tak, jadę tam.
- To świetnie, a możemy wsadzić do bagażnika sprzęt?
- Taaaa...
Hudson szybko wpakował do bagażnika wszystko co mieli pod ręką i wskoczył na miejsce obok Duffa. Zaczęli obmyślać plan gdzie się zatrzymają i co zrobią kiedy opuszczą samochód. Nie za wiele im przychodziło do głowy jak tylko to żeby napierdolić się i pójść spać. No i żeby jednocześnie pilnować gitar, bo to poza nimi samymi było najważniejsze - ich cały dorobek życia.
- Jesteśmy w Hollywood - powiedział beznamiętnie kierowca i zatrzymał się na poboczu. - Dalej nie jadę, bo skręcam na obrzeża. Pasuje wam tutaj?
Hudson i Duff spojrzeli na siebie i wzruszyli ramionami.
- Pewnie... - odparła niepewnie Duff i zaczęła wyłazić z samochodu. Dobrze z niego nie wysiadła a już miała w ryju fajkę.
- Ta co znowu poli - zaczepnie stwierdził Hudson i posłał jej głupawy uśmiech.
- A ty zazdrościsz bo pewnie nie masz. - odparła i odebrała mu z ręki swój bass. Chłopak uśmiechnął się i spuścił wzrok nie chcąc wdawać się w dalszą dyskusję na temat papierosów.
Kierowca ruszył do przodu i zostali zupełnie sami przed pierwszą z zatłoczonych ulic zachodniego Hollywood.
- To co, Gandzen? - spytała Duff i poprawiła swoją skórzaną kurtkę - Gdzie idziemy?
- Jeszcze przed siebie, ale pewnie nie za długo. - odparł gitarzysta i zaczęli iść przed siebie, strasznie podekscytowani wizją pierwszej nocy w Mieście Aniołów.
Co jakiś czas jedno albo drugie wskazywało na jakąś knajpę która mogłaby być dobrym miejscem do spędzenia pierwszego wieczoru na ich nowej lepszej drodze życia, ale odradzali sobie nawzajem poszczególne bary aż w końcu nieco zmęczeni gnaniem do przodu stanęli na naprawdę zatłoczonym fragmencie dzielnicy.
- Teraz musimy już coś wybrać - westchnęła Duff i przeczesała ręką zmierzwione włosy. - Jestem w chuj głodna. W chuj zmęczona. I w chuj chce mi się siku.
Hudson zaśmiał się i stwierdził że podziela jej zdanie w stu procentach. Zaczęli rozglądać się za jakąś knajpką ale wokół było tyle ludzi, że bardziej czuli się rozproszeni niż skupieni na szukaniu czegoś konkretnego. W końcu jednak Hudson pociągnął za rękę rozkojarzoną Duff i postawił ją przed w miare sporych rozmiarów budynkiem z wielkim świecącym napisem "ROXY".
- Dobre? - spytał przyjaciółkę.
- O... Zajebiste - powiedziała tępo wgapiając się w migające litery.
- To kurwa zajebiście - rzekł wesoło Hudson i przywalił blondynce między łopatki, ale nawet tego nie poczuła bo była tak bardzo wpatrzona w ten cukierkowy napis. Hudson już chciał wejśc do środka ale zatrzymał się przed wejściem i rzucił niepewne spojrzenie na Duff.
- No dobra, już idę... - mruknęła obrażonym tonem dziewczyna widząc zniecierpliwienia na twarzy przyjaciela.
- Gandzen, potem popatrzysz na światełka. Najpierw się najeb. - doradził Hudson i wepchnął ją z uśmiechem do środka.
- Łoł - wyrwało się dziewczynie kiedy rozejrzała się po knajpie. Jej wzrok momentalnie spoczął na scenie na której dość charakterystycznie wydzierał się jakiś rudy chłopak. Mój boże, jak ktoś w ogóle może tak drzeć mordę.
Z zamyślenia wyrwał ją Hudson:
- Ten stolik w kącie? - spytał i wskazał palcem być może jedyny wolny dwuosobowy stolik w rogu sali.
- Yyy... Tak... - dziewczyna przejechała wzrokiem od stolika do sceny i uznała że to dobre miejsce. Coś było wyjątkowego w tym rudym chłopaku o głosie zdepniętej kury. Usiedli niepewnie przy stoliku, chociaż najpierw zrobili atak na kibel, po czym zamówili po whiskey. Duff wciąż przyglądała się zespołowi na scenie. Dopiero teraz zauważyła że w cieniu z tyłu stoi ciemnowłosy chłopak z ładną gitarą, grający dość hipnotyczne riffy. Ten zespół coraz bardziej ją intrygował, ale nie chciała żeby akurat coś tak banalnego jak zespół z jakąś Kurą na czele zaprzątnął jej mysli pierwszego dnia w wymarzonym miejscu. Odwróciła się do Hudsona starajac się sprawiać wrażenie rozmownej.
- I jak ci się podoba? - spytała wesołym głosem jeszcze na sekundkę rzucając okiem na scenę.
- Jest zaje-kurwa-biście. Jesteśmy w L.A. Pijemy sobie whiskey. A właśnie, nasze zdrowie, Duff. No i jeszcze na scenie fajnie grają. Czego chcieć więcej? - chłopak rozsiadł się wygodniej na krześle, stuknął się szklanką z dziewczyną i posłał jej pytające spojrzenie. Nie chciała tego zrobić, ale usłyszała swój głos:
- Fajnie grają? Podoba Ci się? 
Hudson zaczął się przyglądać rudzielcowi i przekrzywił głowę na bok.
- Tak. To takie w naszym stylu, nie sądzisz?
- Oczywiście. Ja... No mnie to się bardzo podoba. Ale ten Rudy śmiesznie skrzeczy.
- Faktycznie trochę, ale ma bardzo charakterystyczny ten głos, jakby się trochę postarał to mógłby na tym zarobić, bo tutaj to chyba nie za wiele mu wpadnie.
Duff pokiwała w milczeniu głową i znów wpatrywała się w wokalistę. Był całkiem przystojny. Miał ładną twarz i te długie rude włosy.Tylko chwilami wydawał się jakiś taki przepłoszony, jakby nie miał do końca równo pod sufitem. Obok niego pojawił się nagle koleś od gitary prowadzącej, ale za bardzo rzucał się po scenie i chciał zwrócić uwagę publiczności swoimi nieco kiczowatymi solówkami. Potem popatrzyła na chłopaka od rytmicznej i stwierdziła w myślach, że wokalista i rytmiczny to naprawdę interesujący ludzie. Dziewczyna westchnęła i podpalając fajkę zamówiła drugą whiskey, bo pierwszą wypiła prawie duszkiem. Kiedy jej przynieśli, zagaiła do Hudsona wskazując głową na scenę:
- Nie sądzisz że przydałby im się lepszy gitarzysta prowadzący?
Chłopak zaśmiał się i również zamówił whiskey.
- Tak, tak właśnie myślę. I basista. Strasznie chujowo się prezentuje.
Teraz to dziewczyna się zaśmiała i westchnęła cicho. Zaczęła rozmyślać o tym jak zajebiście byłoby już tam z nimi grać. W końcu po to tutaj przybyli, żeby oderwać się od swojego domu i znaleźć zespół. Jej rozmyślanie przerwał jej brzuch, który przypomniał o sobie że jest głodny.
- Hudson, co jemy? - spytała zapatrzonego w scenę chłopaka.
- Frytki... - powiedział cicho nie spuszczając sceny z oczu. Duff zamówiła frytki. Zamawianie frytek powtórzyło się jeszcze 4 razy, a wciąż byli głodni i coraz bardziej najebani. Zespół z Rudzielcem już dawno zszedł ze sceny i zastąpił go teraz jakiś bluesowy który tak przymulał, że coraz bardziej zmęczeni przyjaciele prawie zasypiali na stole. Blondynka jednak zdała sobie sprawę że to nie fajny pomysł zasypiać na stole w barze i zaczęła szukać dawno nie widzianej paczki fajek. "Ah no tak, skończyły się przecież." - pomyślała i zaczęła się rozglądać za kimś kto mógłby ją poczęstować. Otwarła jeszcze na chwilę swój futerał od basu i poszukała tam, ale nic nie znalazła. Cicho przeklnęła i spojrzała na Hudsona który zmęczony całym dniem, chyba jednak już zasnął na tym stole. Uśmiechnęła się na ten widok i postanowiła że będzie bohaterem dnia i nie pozwoli sobie zasnąć a Hudsonowi zginąć. Zaśmiała się na tę myśl i ponowiła rozglądanie się za dawcą fajek. Przy stoliku obok stanął jakiś chłopak odziany w skórzane spodnie i kurtkę. Wyglądał na takiego co by miał czym poczęstować. Dziewczyna poczochrała ręką włosy i zaczęła:
- Przepraszam... Miałbyś może.......
Urwała w pół zdania kiedy chłopak się odwrócił i jej oczom ukazał się gitarzysta rytmiczny z zespołu Rudzielca.
- Tak? - spytał a dziewczynę aż coś skręciło w brzuchu.
- Yy... Ee.. No tego no... Pa.. Papierosa? - spytała a głos nieco jej zadrżał.
- Jasne - powiedział i dał jej szluga. Duff utrzymując z nim kontakt wzrokowy usiadła na swoim miejscu i po chwili podziękowała krótko, wciąż patrząc na gitarzystę. Chłopak spojrzał na Hudsona a potem znów na blondynkę. Duff kopnęła mocno pod stolikiem Hudsona, a ten szybko podniósł głowę i zapytał głupawo "Co ?!". Dziewczyna uśmiechnęła się do swojego fajkowego wybawcy a Hudsona wzrok podążył za jej wzrokiem. Powstała nieco głupawa sytuacja bo nikt się nie odzywał, ale wszyscy się uśmiechali. Gitarzysta rytmiczny chyba chciał już odejść kiedy jego wzrok spoczął na naszych futerałach.
- Wy gracie?! - spytał z lekkim podziwem w głosie. Gdyby nie Hudson, Duff pokiwałaby tylko głową i zażenowany chłopak pewnie by sobie poszedł. Jak dobrze czasem mieć takiego Hudsona.
- Tak, gramy. Jesteśmy tutaj dzisiaj pierwszy dzień, tyle co pokonaliśmy drogę z lotniska tutaj na Sunset i tak jakoś trafiliśmy do Roxy. - Hudson uśmiechnął się i podał chłopakowi rękę. - Saul jestem.
- Izzy - odpowiedział chłopak i uścisnął dłoń Hudsona. - A ty?
Zwrócił się do Duff, która nadal troszkę nie ogarniała całej sytuacji.
- Ja... Duff... - powiedziała cicho i potrząsnęła dłonią Izzy'ego. - Siadaj z nami.
Izzy usiadł z nimi przy stole i rozpoczęli bardzo bardzo długą pogawędkę na temat muzyki, grania i zespołu Izzyego. Duff od razu wypytała o rudego wokalistę a Hudson o gitarzystę prowadzącego, że niby ma kilka uwag do jego gry, ale okazało się że wszyscy mają do niego uwagi. Po jakiś dwóch godzinach rozmów i prezentowania Izzyemu sprzętu, nagle rozległ się jakiś dziwny wrzask w okolicach ich stolika.
- Co to byłoooo? - spytała Duff rozglądając się po pomieszczeniu.
- Ah... No to... To za chwilę poznacie Axla... - odpowiedział zmieszany Izzy i posłał nam dziwny uśmiech.
- No wreszcie, wszędzie cię szukam, zniknąłeś, znowu!
Duff gapiła się na przybysza jakby zobaczyła ducha. Przed ich stolikiem stał rudy wokalista. I był naprawdę niezły. Szybko przeniosła wzrok na Hudsona i uśmiechnęła się promiennie. 
- Axl poznaj moich nowych znajomych - powiedział Izzy i wstał by przedstawić Hudsona i Duff. Rudzielec podał im ręce i przedstawił się jako William Axl Rose, czyli dla przyjaciół po prostu Axl. Dosiadł się do nich i siedzieli tak w czterech prawie do rana.
- Dobra, to my będziemy się zbierać, miło się gadało - rzucił Axl i zaczął wstawać.
- No tak, pora na nas w sumie, a wy gdzie tak w ogóle się zatrzymujecie? - spytał Izzy uśmiechając się do przyjaciół.
- Yyy... - Duff spojrzała nerwowo na Hudsona, ale ten powiedział po prostu:
- Nigdzie. Nie mamy gdzie mieszkać, na razie.
Izzy z Axlem wymienili porozumiewawcze spojrzenia i w końcu ciemnowłosy przemówił:
- Możecie.... No... Możecie w sumie zatrzymać się u nas na jakiś czas... - mówiąc to ciągle patrzył na Axla, ale ten pokiwał głową i uśmiechnął się do reszty.
- Naprawdę? - spytał uradowany Hudson i również zaczął wstawać.
- Naprawdę, zero problemu - odpowiedział Axl.
Wyszli z baru gdzie zaczynało już świtać. Droga wiodła prosto przez Sunset aż nie zatrzymali się przed jakimiś starymi drewnianymi drzwiami w czymś co przypominało kamienicę, jednakże nią nie było. 
- To tutaj - westchnął Izzy i obrzucił Hudsona i Duff badającym spojrzeniem, jakby czekał na jakąś bardzo krytyczną reakcję.
- Świetnie! - odrzekł jednak wesoło Hudson i uśmiechnął się do Duff. Ta również się uśmiechnęła, ale była totalnie ledwo żywa ze zmęczenia. Co znajdowało się za drzwiami nadal było tajemnicą.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz